Półmaraton na śląskim najdzikszym Zachodzie [ZDJĘCIA]


Opublikowane w ndz., 24/11/2019 - 21:12

Noc w areszcie u szeryfa, strzelanina... tzn. wystrzał startera z colta przed saloonem w samo południe, a na koniec leśne dróżki z górkami i dołkami ubitymi przez końskie kopyta. W klimacie Dzikiego Zachodu w Żorach po raz czwarty rozegrano Półmaraton Leśny. Baza zawodów znajdowała się w westernowym Parku Rozrywki Twin Pigs.

Uczestnicy biegu mieli do wyboru półmaraton (dwie pętle) lub 11 km (jedno okrążenie trasy), z dobiegiem z Twin Pigs do lasu i powrotem tą samą drogą. W słonecznej i ciepłej jak na listopad pogodzie na dłuższy dystans zdecydowało się 205 zawodników, a 113 stanęło na starcie krótszego biegu.

Przez pierwsze trzy do czterech kilometrów można było odnieść wrażenie, że biegnie się prawie cały czas lekko pod górę. Później, nawet gdy było płasko, to albo po grząskim piachu, albo też po wspomnianych „końskich” hopkach. Po około siedmiu kilometrach czekał bufet z wodą i przekąskami, a za nim najdłuższy zbieg całego okrążenia, na którym można było nieco puścić nogi. Żebyśmy się jednak zbytnio nie rozpędzili, już niedługo wyrastały dwie krótkie, lecz strome górki, na których większość zawodników podchodziła.

Wszystkie te wzniesienia wydawały się niepozorne, lecz jak mówią miejscowi, ostro dawały po rzyci. Na całej trasie półmaratonu zebrało się w sumie ok. 260 metrów sumy wzniesień. Za wspomnianymi dwiema hopkami następował skręt w prawo w przedostatnią prostą, gdzie słońce nas witało, świecąc prosto w oczy. Z niej skręcaliśmy w ostatni, pofałdowany odcinek, za którym jedni biegli już do mety, a pozostali powtarzali wszystkie wspomniane atrakcje jeszcze raz.

W półmaratonie zwyciężył faworyt Jarosław Kożdoń (1:18.08), który wygrywał już w Żorach w poprzednich latach. Nieznaczną przewagę uzyskał nad Pawłem Obozem (1:18.23), a nieco większą nad utytułowanym weteranem biegów górskich Robertem Faronem (1:22.15).

Dla Kożdonia było to już trzecie zwycięstwo w żorskiej połówce. – Tylko raz przed dwoma laty, obiegał mnie kolega Mateusz Wolnik – wspominał zwycięzca. – Bardzo polubiłem ten bieg, no i zawsze dostaję numer 1, więc staram się też być numerem jeden na mecie! Dziś jednak nie było łatwo. Aż do przedostatniego kilometra biegłem na drugim miejscu i nie wierzyłem w zwycięstwo. W końcu jednak udało mi się resztką sił wyprzedzić Pawła, a potem zamknąłem oczy i pędziłem przed siebie. Na mecie padłem na glebę i nie kontaktowałem!

– Wolę trochę dłuższe dystanse – przyznał Robert Faron, tegoroczny zwycięzca i rekordzista trasy Biegu Granią Tatr, który w Żorach był gościem honorowym. – No i jeszcze w sobotę biegłem półmaraton. Obiecałem jednak organizatorom, że tu przyjadę. Trzeba było się więc pokazać, a z trzeciego miejsca jestem bardzo zadowolony. Teraz czas trochę odpocząć od biegania, zaczynam już treningi na nartorolkach, żeby się przygotować do sezonu nart biegowych.

Na 16. miejscu open przybiegła najszybsza z pań Barbara Chrzanowska (1:33.02), wyprzedziła Mariolę Lassotę-Bujak (1:37.25) i Annę Janko (1:40.20).

– Wygrałam tu także w pierwszej edycji – wspominała Barbara Chrzanowska. – A rok później byłam trzecia. Po rocznej przerwie wróciłam, więc tym bardziej cieszę się z ponownego zwycięstwa. Ta trasa dzięki górkom jest bardzo urozmaicona i bardzo lubię tutaj biegać.

W biegu na 11 km najszybsi byli: Arkadiusz Firla (43.09), Grzegorz Szymura (43.15) i Tomasz Słupik (44.42) oraz Angelika Noga (52.20), Anna Wojtkowska-Witala (1:02.02) i Laura Czardybon (1:02.20).

– Jestem tu już trzeci raz – opowiadał nam Arkadiusz Firla. – W zeszłym roku byłem drugi, teraz wygrałem, a za rok czas spróbować siły w półmaratonie. Tylko wygrać będzie dużo trudniej, bo zawsze jest mocna obsada.

Podobną drogę ma za sobą zwyciężczyni krótszego dystansu. Angelika Noga przybiegła druga przed rokiem, by w niedzielę być już bezdyskusyjnie najszybsza. – Przyjechałam tu ponownie, bo ta trasa mi się bardzo podoba – przyznała. – Te górki nie wydają się duże, ale dają w kość. No i najważniejsze, że pogoda wyjątkowo dopisała w porównaniu z ubiegłym rokiem.

Oprócz Roberta Farona, honorowym gościem biegu był także Dariusz Strychalski, ultramaratończyk, który pomimo niepełnosprawności pokonuje nieosiągalne dla większości ludzi dystanse. – W zeszłym roku organizator Marcin Miśków zaprosił mnie tu pierwszy raz – wspominał Darek. – Później powstała inicjatywa zbiórki pieniędzy na leczenie małej Lenki [dziś dziewczynka osobiście wręczała medale biegaczom na mecie – red.]. Dla niej zdecydowałem się podjąć próbę szybkiego pokonania dwóch czerwonych szlaków: sudeckiego i beskidzkiego. Większość przebiegłem samotnie, tylko na niektórych odcinkach wspierali mnie inni biegacze. Kontuzja wyeliminowała mnie na przedostatnim etapie w Bieszczadach. Dokończę to wyzwanie, a najważniejszy i tak był cel charytatywny.

– Nad pomocą dla Lenki myśleliśmy już od dłuższego czasu – przyznał Marcin Miśków, organizator biegu ze Stowarzyszenia „Zarazić Pasją”. – Rok temu rozmawialiśmy o tym z Darkiem Strychalskim. Bez chwili wahania powiedział, że przebiegnie dla niej 900 kilometrów i tak się zaczęła nasza współpraca.

A jak doszło do zorganizowania leśnego półmaratonu w Żorach? – Od dawna biegam po tych lasach – stwierdził organizator. – I brakowało mi tutaj zawodów, więc wpadłem na pomysł Żorskiego Półmaratonu Leśnego. A jeśli chodzi o nasze Stowarzyszenie, to założyliśmy je z żoną głównie dlatego, że mamy córeczkę i chcemy pokazać jej sportowy styl życia, a jednocześnie promować go szerzej. Zauważyliśmy, że mało jest rodzin, które potrafią aktywnie spędzać czas razem z dziećmi. Nie chodzi tylko o bieganie, ale także chodzenie po górach, narty i różne inne aktywności. Przy odpowiednim podejściu rodziców dzieci zarażają się sportową pasją.

Pełne wyniki można zobaczyć TUTAJ

Kamil Weinberg


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce