"Pomaganie przez bieganie jest wspaniałe". Radosław Spychała przebiegł całą Polskę (!) dla chorego Antosia


Opublikowane w czw., 20/06/2019 - 00:29

Radosław Spychała w ciągu 10 dni pokonał biegiem całą Polskę. 40-letni biegacz z Chrzypska Wielkiego w powiecie międzychodzkim (woj. wielkopolskie) przebiegł z Gubałówki w Zakopanem do Świnoujścia dystans 934 km po to, by pomóc 11-letniemu Antkowi Smorawskiemu. Syn jego znajomych cierpi na miopatię, rzadką, rozbudowaną chorobę mięśni, a także inne przewlekłe choroby. Pan Radek biegiem gromadził środki finansowe na leczenie i rehabilitację chłopca z Kluczewa, miejscowości oddalonej o 18 km od miejsca zamieszkania ultramaratończyka.

Pobiegł z Zakopanego do Świnoujścia. 934 km dla Antka

Najdłuższy dystans Radosław Spychała  pokonał w piątym dniu wyzwania, gdy przebiegał przez rodzinną miejscowość Dobrojewo niedaleko Szamotuł. Pokonał wtedy 155 km. Spał po zaledwie 2-3 godziny, raz tylko pozwolił sobie na 5-godzinny odpoczynek.

– Ratowały mnie głowa i kawa. Organizm przyzwyczaił się do niewielkiej ilości snu, kryzysy, oczywiście, były, ale głowa pracowała i za wszelką cenę kazała dążyć do celu

Warto było, panie Radku?

Radosław Spychała: – Na pewno. Okazało się, że możemy więcej niż myślimy. Warto przede wszystkim dla Antka. Od dawna moim marzeniem było przebiec całą Polskę i zrobić to dla kogoś. Jestem szczęśliwy, że to zrobiłem, ale fantastyczne było przede wszystkim to, jak ludzie się zjednoczyli i biegliśmy dla Antka razem, żeby „zabiegać” jego chorobę, zebrać fundusze na leczenie i sprzęt rehabilitacyjny. Nie spodziewałem się aż takiego odzewu ludzi i sponsorów. Super wszystko zagrało, są pieniądze, a jeszcze ciągle wpłaty wpływają.

To proszę powiedzieć, co konkretnie Antek zyskał dzięki pańskiemu biegowi.

Mamy już na koncie fundacji pieniążki na bardzo potrzebne łóżko rehabilitacyjne. Będzie miał wykupione turnusy rehabilitacyjne. Nie można tych pieniędzy wykorzystać na dowolne potrzeby, wszystko musi być konkretnie udokumentowane. Zostanie także przebudowana łazienka, tak żeby Antek mógł swobodnie do niej wjeżdżać na wózku i korzystać z urządzeń sanitarnych.

To wszystko bardzo ułatwi życie chłopakowi i jego rodzicom. Tato Antka mówił mi, że ma problemy z przepukliną w kręgosłupie. Dźwiganie 80-kilogramowego chłopaka w łazience czy do samochodu, bo często jeżdżą do Poznania na zabiegi rehabilitacyjne, to  bardzo ciężka praca.

Na koncie jest w tej chwili około 40-50 tysięcy złotych. Jeszcze przed biegiem znaleźliśmy sponsorów, którzy wpłacili pieniądze, kolejni zrobili to w trakcie i po biegu, tak samo dorzucali się do zbiórki prywatni ludzie. Cały czas mamy także kolejne deklaracje. Była też prowadzona w internecie zrzutka, która przyniosła kolejne wpłaty, coraz więcej w miarę rozkręcania się biegu. Zainteresowanie było ogromne, ludzie pisali, że każdego ranka budząc się zaglądali od razu do internetu i sprawdzali jak przesuwa się „niebieska kropka”. To było takie niesamowite, 10-dniowe misterium (uśmiech).

A na trasie biegu też pan odczuwał tak duże zainteresowanie i wsparcie?

Pierwsza osoba dołączyła do mnie w Miliczu za Wrocławiem. Było ciekawie, bo o godzinie 2 w nocy, gdy planowałem już krótki odpoczynek i sen w busie, zobaczyłem biegnącego chłopaka. Powiedział, że od kilku godzin na mnie czeka. Przebiegliśmy więc kawałek razem, a potem, gdy o 5 rano wznawiałem bieg, dołączyła kolejna osoba.

Milicz był bardzo fajny, a potem w Wielkopolsce to już było kompletne szaleństwo, zwłaszcza jak wbiegłem na moje tereny, do powiatu szamotulskiego! Przez 15 czy 20 kilometrów biegły ze mną prawie dwie setki ludzi! Biegli albo jechali, na rolkach i na rowerach. Tak się wspaniale zjednoczyli. Dostałem takich skrzydeł, że ponoć trudno było za mną nadążyć! (śmiech).

Koło Drawska Pomorskiego całą, ostatnią już noc przebiegł ze mną pewien Karol. A mój kuzyn Marek Spychała, który biega na co dzień nie więcej niż 20 km, pokonał ze mną jednego dnia 75, a w ostatni dzień wyzwania nawet 95 km! Dużo było takich ludzi, którzy normalnie nie biegając lub biegając niewiele, wznosili się na wyżyny swoich możliwości, wręcz przekraczali swoje granice, żeby wesprzeć naszą akcję. (czytaj dalej)


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce