Pomóżmy Ewelinie Matule! Niedawno na podium Iron Run w Krynicy, teraz choruje i potrzebuje naszego wsparcia


Opublikowane w wt., 03/12/2019 - 20:00

„Takie posty pisze się najtrudniej. Czy sami żyjąc na co dzień aktywnie, potrafimy wyobrazić sobie sytuację, kiedy ciężka choroba dotyka czynnego sportowca, młodą dziewczynę, koleżankę z górskich tras ? Jeszcze nie tak dawno trudno ją było dogonić, jeszcze nie tak dawno wygrywała Łemkowyna Ultra Trail 150, planowała kolejne biegowe marzenia. Teraz marzy tylko o normalnym życiu...”

Te słowa przeczytaliśmy na fanpejdżu Salco Garmin Teamu. Dotyczą Eweliny Matuły-Rżeńskiej, 27-letniej biegaczki górskiej z Bydgoszczy, zawodowo pani psycholog i psychoterapeutki.

Ewelina przez ponad 2 lata była zawodniczką czołowej polskiej grupy biegowej spod znaku „Słonego Zegarka”. Jeszcze 2 lata temu była w znakomitej formie. Zajęła drugie miejsce w Iron Runie w Krynicy. W najtrudniejszej, morderczej konkurencji Festiwalu Biegowego przegrała jedynie z Patrycją Bereznowską. Miesiąc później triumfowała na najdłuższym dystansie Łemkowyny.

W lutym 2018 r. boleśnie potłukła się wskutek upadku na obozie biegowym na Teneryfie, uszkodziła sobie kolano na tyle, że konieczna była artroskopia. - Pomyślałam: „Ech, niezdara!” Ale to, że się w ogóle nie wybroniłam (a zdarzyło mi się coś takiego po raz pierwszy), było już chyba pierwszym objawem choroby – wspomina biegaczka.

Wiosną Ewelina, choć czuła się coraz słabiej („zwalałam to na niedoczynność tarczycy, na którą choruję”) zajęła jeszcze trzecie miejsce w Szczawnicy na trasie Dzikiego Gronia 64 km. Obroniła pracę magisterską, dostała się na studia doktoranckie i pojechała z mężem na urlop do Grecji. Tam pojawiły się coraz poważniejsze objawy.

- Neurolog podejrzewał najpierw stwardnienie rozsiane, ale po długim procesie diagnozowania okazało się, że cierpię na miastenię – powiedziała nam ultraska. Jest to przewlekła choroba autoimmunologiczna objawiająca się nadmierną męczliwością mięśni. Dochodzi do zaburzeń w przekazywaniu impulsów z nerwów do mięśni, gwałtownemu osłabieniu ulegają kolejne mięśnie organizmu poczynając od twarzy po kończyny. Wyzwaniem są połykanie pokarmów i napojów czy codzienna toaleta.

Bardzo aktywna dziewczyna, świetna sportsmenka stała się zależna od innych. Zaostrzenie choroby wymagało długich pobytów w szpitalu, na domiar złego Ewelina musiała przejść w międzyczasie poważną operację usunięcia grasiczaka, złośliwego nowotworu grasicy, będącej częścią układu odpornościowego.

Ewelina stara się żyć normalnie, w okresach poprawy stanu zdrowia i samopoczucia wraca nawet do pracy i pomaga innym jako psycholog i psychoterapeuta, choć z powodu stanu zdrowia może pracować w zmniejszonym wymiarze godzin.

- Całe szczęście, że pracę mam siedzącą, dzieki temu mogę ją wykonywać – mówi nam Ewelina. Bo nawet w okresach polepszenia, gdy porusza się o własnych siłach, może chodzić na krótkich odcinkach. 

Ewelina Matuła-Rżeńska cały czas musi brać leki, na większość, niestety, jej organizm reaguje opornie. Sterydy, które działają, sprowadza z Niemiec. - To wszystko, niestety, kosztuje, dochodzą liczne wizyty u lekarzy, prywatne, a więc także płatne, bo wiadomo, jak u nas jest z dostępnością do specjalistów w ramach NFZ. A sterydy łagodzą miastenię, ale szkodzą zdrowiu w innych aspektach. Muszę wybierać mniejsze zło – mówi.

Ewelina długo zmagała się z problemami sama, z pomocą najbliższych. W końcu jednak zdecydowała się poprosić o pomoc finansową. - Nie chciałam, nie jest łatwo coś takiego zrobić, starałam się dać radę – przyznaje. - Ale namawiali mnie znajomi, a ostatni okres był bardzo kiepski. Znów trafiłam do szpitala, a więc dużo byłam zwolnieniu. Możliwości rodziców, którzy mi bardzo pomagali, też są ograniczone. 

Pieniądze dla Eweliny można wpłacać za pośrednictwem fundacji Avalon. 

Na apel koleżanki z górskich tras wspaniale zareagowało trailowe środowisko. Biegacze deklarują pomoc, udostępniają post Eweliny i zachęcają innych do wpłacania pieniędzy. „To jedna z tych wiadomości, która ścisnęła mnie za gardło i nie pozwala mi myśleć o wspaniałych widokach i pozytywnych emocjach, które wieziemy z Afryki. Z Cape Town wracamy z poczuciem, że ludzie tam są więcej niż szalenie mili, otwarci i pomocni. Bardzo chcemy ich naśladować. To styl podejścia do życia, który nas zachwycił. Nie wiem, co napisać, żeby było dobrze, chwytliwie, odpowiednie do sytuacji. Może po prostu przeczytajcie słowa Eweliny. To ważne. Po prostu. Bardzo ważne” - napisali na fejsbuku Magdalena Łączak i Paweł Dybek, wracający z Ultra-trail Cape Town w RPA.

„Na przestrzeni kilku ostatnich lat widywałem ją nie raz, zawsze uśmiechniętą, zawsze na czele stawki w różnych biegach. Chciałbym, aby uśmiech częściej teraz gościł na jej twarzy” - pisze fotograf Jacek Deneka znany jako UltraLovers, ogłaszając jednocześnie licytację swoich kalendarzy na rzecz Eweliny.

Pakiet startowy na ten cel wystawili na aukcję organizatorzy słynnego ultramaratonu 6xBabia Góra obiecując zwycięzcy zwolnienie ze spełnienia wymogów kwalifikacyjnych.

Pytam Ewelinę, czy wierzy, że jeszcze kiedyś będzie biegała. - Nie... - uśmiecha się smutno. - Będę szczęśliwa mogąc chodzić na długie spacery – mówi. - A jednocześnie - dodaje - mam nadzieję, że dzięki nagłośnieniu mojego przypadku trochę więcej osób usłyszy o tej chorobie, bo jest bardzo mało znana, a osoby na nią cierpiące często nie mają, niestety, siły nigdzie iść, mówić o chorobie czy o coś walczyć. Wierzę też, że już wkrótce dostępność w Polsce do leczenia miastenii będzie taka jak za granicą, gdzie jest to już powszechne.

Pomóżmy Ewelinie i my! Zasłużyła na to! Jak to zrobić - dowiecie się na stronie Fundacji Avalon.

Piotr Falkowski

zdj. Piotr Oleszak, Tomasz Szwajkowski



 

Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce