"Pozdrowienia z gór Tienszan!" Wojciech Kopeć nadaje z... Kirgistanu [ZDJĘCIA]


Opublikowane w pon., 11/02/2019 - 13:47

Wojciech Kopeć kontynuuje treningowy marsz na Wschód. Kilka dni temu poleciał do Moskwy, gdzie spędził kilkadziesiąt godzin, spotkał się ze swoim nowym szkoleniowcem, świetnym maratończykiem Dmitrijem Safronowem, zrobił z nim mocny trening 19 km i… poleciał do Kirgistanu! Góry Tienszan to właśnie tajemniczy kierunek, który Wojtek wybrał na przygotowawczy obóz wysokogórski, a którego do tej pory nie chciał zdradzić.

– Chciałem lecieć do Kenii, jak teraz robi wielu naszych biegaczy – zdradza nam Wojciech Kopeć. – Trener mi to jednak odradził. Powiedział, że on był tam rok temu i wielu biegaczy z Rosji także, ale po obozie w Kenii żaden z nich nie biegał na tym poziomie, co tam trenowali i co biegali wcześniej. Dima uważa, że Kenia jest fajna (potwierdzam, bo byłem w Kenii w 2011 r.), są piękne trasy, fajne góry i dobra temperatura, ale żeby dobrze biegać po obozie w tym kraju, trzeba tam albo mieszkać na stałe, albo jeździć regularnie na pół roku, potem startować i wracać. Wszystko ze względu na specyficzny klimat – opowiada Kopeć i dodaje: – Trener Safronow zaproponował mi wyjazd do Kirgistanu, bo po treningach w tamtejszych górach dużo lepiej biega każdy. Góry są trochę niższe, a klimat zbliżony do naszego. Uwierzyłem mu i dlatego tu jestem – mówi Wojtek.

"Mój cel: życiówka w maratonie z nowym, znakomitym trenerem! Potem może rekord w Krynicy". Wojciech Kopeć i jego rosyjski kierunek

– Kirgistan to miejsce, gdzie prawie zawsze można spotkać wielu trenujących biegaczy z Rosji i Ukrainy. Teraz jest tu na przykład Mykoła Niżnik, młodzieżowy rekordzista Ukrainy na 3 i 5 km (rekordy życiowe 8:01 i 13:37, w tamtym roku pobiegł półmaraton w 1:03:14). W Bostari trenuje także rosyjska maratonka z wynikiem 2:24, obecnie chyba najlepsza w swoim kraju. A za 10 dni przyjeżdża z Rosji zawodnik z życiówką w maratonie 2:09:58 – opowiada Wojciech Kopeć.

Kopeć spędzi na obozie w Kirgistanie 48 dni, wróci do Polski 17 dni przed Orlen Warsaw Marathonem. To, według jego trenera, optymalny moment na zjechanie z gór przed docelowym startem. – Mieszkam i trenuję na wysokości 1650-1700 m n. p. m., ale można wbiec nawet na 4 tysiące metrów, więc w góry też się pewnie nie raz wybiorę – mówi.


Polecamy również:


Podziel się: