"Pozdrowienia z gór Tienszan!" Wojciech Kopeć nadaje z... Kirgistanu [ZDJĘCIA]


Opublikowane w pon., 11/02/2019 - 13:47

Republika Kirgistanu w środkowej Azji to kraj mało znany w naszym kraju, do tej pory też chyba żaden z biegaczy nie wybierał tego kierunku na organizację obozu wysokogórskiego. Okazuje się, że wyjazd do Kirgistanu jest atrakcyjny także cenowo.

– Do Kirgistanu nie potrzebujemy wizy. Loty z Warszawy widziałem w cenie 1000-1800 zł w obie strony, a z Pragi - nawet za 700 zł! Za mieszkanie i wyżywienie (dwa posiłki domowej roboty - bardzo dobre!) płacę około 55 zł za dzień. Dodam do tego zakupy codzienne (owoce, pieczywo, woda itp.) to koszt całego obozu wyniesie około 4500 zł. Czyli: 48 dni w Kirgistanie wyniesie mnie (z przelotem!) taniej niż miesięczny pobyt w Szkalarskiej Porębie! – śmieje się biegacz z Olsztynka, zawodnik AZS UWM Olsztyn. – Na dodatek ja mieszkam tutaj sam, a można by spokojnie było dzielić mieszkanie na dwóch.

Kopeć zastrzega jednak: – Ale trzeba mieć dojścia, żeby tak korzystnie to załatwić. Bez pomocy mojego trenera, nigdy bym tutaj nie przyjechał, bo logistycznie ciężko byłoby mi wszystko zorganizować.

Wyjazd w tamten rejon i trenowanie z biegaczami z Rosji czy Ukrainy wzbudziło nieco kontrowersji wśród biegaczy śledzących poczynania Kopcia: zawodnicy z tamtych krajów są często łapani na stosowaniu dopingu, a Rosja za „doping państwowy” została nawet wykluczona z międzynarodowych struktur lekkoatletycznych. – Nie boję się trenować z nimi, ponieważ mam swój rozum. Stosuję tylko sprawdzone od lat suplementy i niczym innym się nie wspomagam – mówi nasz biegacz. – A mój trener Dmitrij Safronow jest, owszem, Rosjaninem, ale miał przecież paszport biologiczny, wielokrotnie startował w ważnych zawodach i był kontrolowany, m. in. jak zajął drugie miejsce w Fukuoce czy zdobył brązowy medal na ME w Barcelonie w 2010 r. Wiem, że wszystko wypracował ciężkim treningiem, właśnie na takich obozach w Kirgistanie, gdzie przebywał przez połowę roku, albo nawet dłużej.

Znaczącej poprawy wyników po obozie w górach Tienszan oczekuje także Wojciech Kopeć. – Chciałbym wrócić do swojego poziomu z 2014 roku, czyli wrócić do biegania maratonu w czasie poniżej 2:20 (rekord życiowy Kopcia z 2014 r. to 2:17:22 – red.). Chcę też regularnie biegać półmaraton poniżej 1:06 oraz zaatakować barierę 30 minut na 10 km. Najważniejszy jednak jest maraton, marzy mi się rekord życiowy w Orlen Warsaw Marathonie.

Daleki wyjazd ma dla warszawskiego maratończyka jeszcze jedną zaletę. – Ja kocham podróżować, poznawać nowe miejsca i ludzi, i to też jest mój cel na tym obozie. Jak już mówiłem, chciałbym również nauczyć się komunikatywnie języka rosyjskiego. A potem – śmieje się – podbijać kolejne ciekawe państwa w Azji: Kazachstan, Uzbekistan, Mongolię… I samą Rosję przejechać koleją... Marzenie! – mówi Wojciech Kopeć.

Piotr Falkowski

zdj. Wojciech Kopeć


Polecamy również:


Podziel się: