Prawdziwa zima i gorące letnie plany – 3. Trail Kamieńsk [ZDĘCIA]


Opublikowane w pon., 22/01/2018 - 08:51

Pod znakiem prawdziwej zimy i rekordowej frekwencji odbyła się trzecia edycja Trailu Kamieńsk – górskiego biegu w centrum Polski. Miejsce jego rozgrywania – zrekultywowana hałda bełchatowskiej kopalni – już od dawna jest ulubionym miejscem treningowym nizinnych górali z tej części kraju, a począwszy od 2015 roku areną letnich i zimowych zawodów.

Uczestnicy zimowego Trailu Kamieńsk ponownie mogli wybrać między dystansami 6 i 30 km (wystartowało odpowiednio 145 i 267 osób). Ten dłuższy wchodzi w skład cyklu Łódzkie Ultra, a jego trasa prowadzi wokół całego płaskowyżu Góry Kamieńsk. Krótszy bieg to początkowy odcinek trzydziestki – startuje w górę i w dół narciarskiego stoku (750 m długości i 125 m różnicy wzniesień), by po płaskim kilometrze ponownie osiągnąć szczyt płaskowyżu łagodniejszym podbiegiem i powrócić do mety szalonym zbiegiem wzdłuż wyciągów narciarskich.

Mając za sobą jeden start letni na Kamieńsku (50 km w pierwszej edycji), teraz zdecydowałem się na mocny i szybki rozruch na krótkim dystansie, przed czekającą mnie za tydzień 24-godzinną górską Zamiecią. Wystartowaliśmy punkt 10:00, pięć minut przed peletonem zawodników z dłuższego biegu.

Pierwsze podejście tym razem nie zostało poprowadzone rowerową trasą zjazdową, lecz po przeciwnej stronie stoku. Kopny śnieg powyżej kostek zmrożony kilkustopniowym mrozem nie ułatwiał podejścia, a szczególnie wyprzedzania obok wąskiej wydeptanej ścieżki. Czułem się jednak dobrze, więc na przemian podchodząc i podbiegając przesuwałem się do przodu. Ale dopiero na zbiegu pokazałem, na co mnie stać. We wciąż gęstym peletonie zyskałem kilkadziesiąt miejsc.

Jesteś dwudziesty drugi! – krzyknął ktoś do mnie, kiedy przebiegałem pomiarową matę. O w mordę, aż tak dobrze? Wiedziałem jednak, że na najbliższym równym kilometrze stracę to, co zyskałem na zbiegu. I tak się właśnie stało. Przestałem już liczyć wyprzedzających mnie zawodników, wśród których była jedna dziewczyna. Wytrzymałość szybkościowa na płaskim do zdecydowanej poprawy od lutego...

Następny podbieg składał się z łagodniejszych odcinków przeplatanych bardziej stromymi progami, również w kopnym śniegu. Tu już z zaciśniętymi zębami trzymałem pozycję, dając się przegonić tylko kilku zawodnikom z doganiającej nas czołówki długiego dystansu. Na kilometrze prowadzącym szczytowym wypłaszczeniem znowu trochę osłabłem, ale starałem się ograniczać straty i zachować siły na zbieg do mety.

Zbieg to już była ułańska szarża z obłędem w oczach. A pod koniec z mroczkami przed oczami, do zupełnego odcięcia. Nie liczyłem wyprzedzanych rywali, ale odrobiłem praktycznie wszystkie wcześniejsze straty. Najdłużej bronił się kolega Kondzio z KS Alaska, mający zapas szybkości z biegania z psim zaprzęgiem, ale i jemu pokazałem plecy tuż przed metą. Na kresce czas 44:09 netto i 24. miejsce. Padłem na cztery łapy i długo nie mogłem się podnieść. Szkoda, że nie było oddzielnej klasyfikacji najszybszych zbiegaczy...

W biegu na 6 km najszybsi byli: Kamil Romas z Bełchatowa/Rajsport Active (34:55), Mateusz Koziarski z Żelechlinka/LKS Koluszki (35:08) i Michał Welber z Nowego Miasta nad Pilicą/Lacho Team (35:57) oraz Magdalena Pierzchała z Justynowa/LKS Koluszki (39:00, 7. open), Monika Glonek-Sikora z Żyrardowa/LKS Koluszki (45:298) i Agnieszka Kowalczykowska z Łodzi/Rysioteam (46:28). Pełne wyniki można zobaczyć TUTAJ.

– Pierwszy raz tu biegłem w zawodach, ale często trenuję na Kamieńsku, bo mieszkam w Bełchatowie – opowiadał zwycięzca Kamil Romas, który jak przyznał, częściej startuje w biegach ulicznych (życiówka na dychę 38:20). – Te treningi bardzo mi pomogły, dzięki nim znałem trasę i wiedziałem, jak rozłożyć siły. Zyskałem trochę przewagi na pierwszym podbiegu, ale na prostej przed następną górką doszła mnie trójka rywali. Tam znowu rozciągnąłem grupkę. Później wyprzedził mnie Mateusz, ale przewrócił się na zbiegu i znów odzyskałem prowadzenie, którego już nie oddałem.

Więcej o dramatycznej walce o zwycięstwo opowiedział nam z pozycji trzeciego miejsca Michał Welber. – Widziałem przed sobą, jak Kamil pomylił trasę i odbił w prawo na nawrotce przed zbiegiem. Szybko się zorientował, ale Mateusz wtedy zdążył go wyprzedzić, ale wkrótce w połowie zbiegu do mety zaliczył wywrotkę... Michał, podobnie jak Kamil, specjalizuje się w biegach asfaltowych. Najbardziej lubi dystans „połówki” – teraz przygotowuje się do marcowego Półmaratonu Warszawskiego, a następnie czeka go maraton w Krakowie. Na Trail Kamieńsk, jak powiedział, przyjechał zrobić mocny trening.

Niczym zabójca na miejsce zbrodni, do Kamieńska każdej zimy powraca – i wygrywa – Magdalena Pierzchała, tradycyjnie przygotowując się do MP w biegach górskich. – Bardzo lubię tę górę – przyznała – gdyż u nas w okolicach Koluszek nie ma takich dużych podbiegów. Tym razem jednak tego nie planowałam, wystartowałam zupełnie spontanicznie, a formalności z zapisami dopełniłam dwa dni przed biegiem!

Pierwszy w życiu start w zawodach zaliczył Jurek z Bełchatowa, namówiony przez bardziej doświadczonego kolegę. – Zacząłem biegać w marcu zeszłego roku, by się przygotować do debiutu w triathlonie na ten rok w 1/4 IM – przyznał – bo wcześniej dużo jeździłem na rowerze i pływałem. Bieganie to moja najsłabsza strona, a stare kości już nie te co kiedyś – śmiał się – więc na śniegu musiałem uważać na niebezpiecznych zbiegach. Ale nie byłem ostatni, wyszedł nie najgorszy czas, więc się bardzo cieszę!

– Jako drużyna pomagamy trochę zorganizować ten bieg – opowiadała po ukończeniu szóstki Gosia z Aktywnych Kamieńsk – bo dobrze znamy tę górę. Mamy tu regularne treningi w piątki i niedziele, a oprócz tego biegamy według własnego uznania. Robimy podbiegi, również te pętle co na dzisiejszej trasie, dłuższe wybiegania... Bierzemy udział w letnich i zimowych edycjach i zachęcamy do startu coraz więcej osób. Sama rok temu biegłam zimową trzydziestkę, było tak samo śnieżnie jak dziś. Ludzie z naszej grupy biegają też w większych górach – zakończyła miejscowa biegaczka.

Na dystansie 30 km najlepszymi okazali się: Tomasz Owczarek z Bełchatowa (2:28:49), Michał Stawski z Łodzi/Trucht.com (2:33:06) i Piotr Jasiński z Bełchatowa (2:34:39) oraz Marta Bukowska z Tomaszowa Maz. (3:21:08), Jolanta Kamińska z Marek (3:22:37) i Paulina Kołatek z Bełchatowa (3:24:13). Czwarta Daria Bartniak z Warszawy miała lepszy o 10 sekund od Pauliny wynik netto, ale do klasyfikacji liczył się czas brutto. Pełne wyniki można zobaczyć TUTAJ.

– Udało mi się dobrze rozłożyć siły i dzięki temu wygrałem – powiedział na mecie zadowolony zwycięzca Tomasz Owczarek. – Na początku biegłem w pewnej odległości za prowadzącą dwójką. Dopiero koło 25 kilometra wyszedłem na prowadzenie, a potem już tylko powiększałem przewagę.

Na początku było dużo roszad, na pierwszy podbieg wbiegłem piąty, potem po dobrym zbiegu już drugi, a w pewnym momencie nawet wyszedłem na prowadzenie i się na nim utrzymałem do 21 km – opowiadał nam Michał Stawski. Później Tomek mi uciekł i już nie było szans powalczyć o zwycięstwo. Drugie miejsce się udało utrzymać, chociaż ostatnią górkę już musiałem podchodzić. Zimowe warunki były według mnie porównywalne z zeszłym rokiem – zakończył. Dla Michała dzisiejszy wynik jest dobrym prognostykiem przed czerwcowym Biegiem Rzeźnika, w którym startuje w parze z innym łódzkim szybkobiegaczem Maurycym Oleksiewiczem.

– Pierwszy raz jestem na Kamieńsku, no i pierwszy raz w życiu pobiegłam 30 km – przyznała najszybsza z pań Marta Bukowska. – Prawdziwie zimowe warunki były dodatkowym utrudnieniem, ale poradziłam sobie i jestem zadowolona. Nie wiedziałam, na którym jestem miejscu, ani że współzawodniczki siedzą mi blisko na plecach. Dosłownie sto metrów przed metą ktoś mi powiedział, że jestem pierwsza. Kolejne dziewczyny wbiegły chwilę po mnie. – Czy ściganie się z facetami było dodatkową motywacją? – zapytaliśmy zwyciężczynię. – Dla mnie tak, dla nich nie! – odpowiedziała ze śmiechem – ale byli dżentelmenami i ustępowali mi miejsca na wąskiej wydeptanej ścieżce, i to było bardzo miłe!

Druga dzisiaj Jolanta Kamińska wygrała zeszłoroczną edycję letnią. – Zdecydowanie wolę tu biegać latem, ponieważ zimy nie lubię! – zadeklarowała – ale nie ukrywam, że dziś było bardzo sympatycznie. Słoneczko świeciło, lekki mrozek, włosy zamarzały, ale mimo to wolę lato, choć biegłam dłuższy dystans 50 km. Lubię długie terenowe biegi, mam już za sobą Rzeźnika. Pleców Marty dziś nie widziałam, tylko na ostatnim podejściu ktoś krzyknął, że jestem druga ze stratą 200 metrów do liderki, ale pod górę to było dla mnie za dużo do nadrobienia. Rywalek za sobą też nie widziałam, prawdopodobnie przez cały dystans biegłam jako druga – zakończyła Jola.

Dziewiąte miejsce zajął zwycięzca ostatniej letniej pięćdziesiątki Janusz Cłapiński z Łodzi. – Może dziś byli mocniejsi rywale, a może po prostu gorzej się czuję w bieganiu po śniegu – powiedział nam. Natomiast tuż za podium uplasował się regularnie zajmujący w Kamieńsku czołowe miejsca Andrzej Miedziejewski z Pruszkowa (drugi ostatniego lata na 50 km, wcześniejszy zwycięzca), który jak przyznał, potraktował ten start treningowo przed lutowym Trójmiejskim Ultra Trailem i czuł w nogach mocne treningi z ostatnich dni.

– Zima późno przyszła, tak jak rok temu, ale lepiej późno niż wcale, ten śnieg dodał kolorytu – powiedział nam organizator Bartłomiej Sobecki z firmy inesSport. – Dzięki temu skala trudności poszła w górę, ale o to chodzi w tym biegu. Z roku na rok impreza się rozwija dzięki zawodnikom z całej Polski, których coraz więcej tu startuje. Wyjeżdżają zadowoleni i następnym razem przywożą znajomych.

Na koniec pociągnęliśmy organizatora za język w sprawie najbliższej – dwudniowej(!) – edycji letniej, zaplanowanej na weekend 4-5 sierpnia. – Będzie bieg nocny, sztafeta, jakiś dystans krótszy niż 25 km, a także może jeszcze nawet coś dłuższego od dotychczasowej pięćdziesiątki w niedzielę – snuł letnie plany Bartek. – Będzie też możliwość spania w namiotach i ognisko dla lepszej integracji biegaczy. W miarę postępów organizacyjnych wkrótce zaczniemy stopniowo podawać coraz więcej informacji.

My też, zadowoleni z zimowego przetarcia, z niecierpliwością oczekujemy gorącego sierpniowego weekendu na Górze Kamieńsk. Który dystans wybierzemy? Czas pokaże, bo lato jest w fazie planowania...

KW

Polecamy również:


Podziel się: