Rekord frekwencji i slalom zwycięzców. 37. Łowicki Półmaraton Jesieni [ZDJĘCIA]


Opublikowane w pon., 24/09/2018 - 08:45

Jeden z najstarszych biegów w regionie, 37. Łowicki Półmaraton Jesieni o Puchar Burmistrza Miasta Łowicza, został rozegrany w niedzielę 23 września. Po niedawnych upałach biegacze z ulgą powitali chłodniejszą pogodę. Wiatr i kropiący przed startem lekki deszcz nie przeszkadzały w szybkim bieganiu. Najlepsi zawodnicy poprawili rekord trasy. Rekordowa była również frekwencja, która wyniosła 527 osób.

Łowicka połówka odbywa się na czterech pętlach, ze startem i metą na bieżni stadionu MOSiR-u. Zawodnicy wbiegają na nią na każdym z okrążeń. Zaletą tej trasy jest dość płaski, szybki profil, natomiast jej wada to właśnie ilość pętli, powodująca masowe dublowanie. Wśród uczestników dały się słyszeć głosy, że taka ilość biegaczy to w tych warunkach za dużo.

Wygrali zdecydowanie kenijscy zawodnicy z Benedek Team, o których organizatorzy nie ukrywali, że przyjechali po nagrody finansowe. Najszybszy był Mathew Kosgei (1:05:11) przed Evansem Tanui (1:05:13) i Nelsonem Cherutichem (1:07:39). Czwarty był Ukrainiec Pawło Wereckij (1:09:06), a najlepszy z Polaków, Krzysztof Pietrzyk z Koluszek, dobiegł na piątym miejscu (1:13:06).

Jako pierwsza z pań do mety przybiegła Walentyna Kiliarska z Ukrainy (1:16:39; 11. miejsce open), wyprzedzając Kenijki Ruth Muthee (1:18:31) i Hellen Kimutai (1:18:42). Czwarta była najszybsza z naszych rodaczek, Zuzanna Mokros z Pabianic (1:21:21).

Pełne wyniki można zobaczyć TUTAJ.

Kenijczycy w trójkę pokonali pierwsze okrążenie trasy, lecz na drugim zostało na prowadzeniu już tylko dwóch z nich, którzy ścigali się do końca. Podczas finiszu na bieżni organizatorzy najwyraźniej nie poradzili sobie ze skierowaniem ich na wewnętrzny tor, przeznaczony dla zawodników zmierzających do mety. Afrykańczycy finiszowali więc slalomem w tłumie dublowanych uczestników biegu. Wygrał ten, który znalazł bardziej optymalną drogę, co widać na zdjęciach. Dopiero następni finiszerzy wbiegali na metę już po wewnętrznej...

Na uwagę zasługiwały medale z łowickimi akcentami i oprawa biegu w lokalnym klimacie. Medale wręczali wolontariusze w miejscowych ludowych strojach. W podobnym ubiorze pobiegła jedna z zawodniczek. Niektórzy inni dodali do swojej kreacji przynajmniej mały łowicki akcent, tak jak Sylwia Ambroziak, biegająca pod opieką miejscowego trenera Sebastiana Kosędy, która wygrała klasyfikację najszybszych łowiczanek. – Biegam w tej spódniczce w całej Polsce, staram się w ten sposób rozsławiać moje miasto – powiedziała nam przed startem.

Na 9. miejscu, a pierwszym w kategorii wiekowej, przybiegł doskonale znany w sportowym środowisku Marcin Konieczny, nasz mistrz świata M40 w triathlonie na długim dystansie (IronMan). – Po zdobyciu mistrzostwa zdecydowałem się postawić w tym roku na maraton – powiedział nam. – To dla mnie ostatni dzwonek na walkę o złamanie 2:30. Według mnie jest to zdecydowanie trudniejszy cel, niż MŚ w triathlonie. Aktualną życiówkę mam 2:34.

– Na wiosnę trenowałem bardzo mocno – opowiadał o swoich przygotowaniach – ale niestety chyba się przetrenowałem, coś mi się stało w nogę. Potem tak na pół gwizdka trenowałem w triathlonie, bo cel miałem tylko jeden, zakwalifikować się na przyszłoroczne MŚ. A teraz czas na maraton. Próbę podejmę 28 października we Frankfurcie. Tutaj miałem dobry sprawdzian. Trasa jest z atestem, mój GPS pokazał 21.4 km, bardziej wierzę atestowi niż jemu, ale z tempa w zegarku jestem zadowolony. Pierwsze dwa kółka pobiegłem szybciej, niż w niedawnych zawodach na dychę, więc to niezły przedmaratoński prognostyk.

Osobisty rekord poprawił Jarosław Cichosz, który przybiegł na 13. miejscu. – Chciałem mieć czas poniżej 1h16, nie udało się, wyszło 50 sekund wolniej, ale i tak życiówka jest – cieszył się łodzianin. – Brakowało już siły na końcówce, może to przez ostatnie ciężkie treningi. Dystans na zegarku też mi wyszedł trochę dłuższy, ale jest atest, więc nie ma co narzekać. Było chłodno, trochę wiało, ale to super pogoda do biegania. Była walka do końca, jestem zadowolony. Teraz czas na złamanie 36 minut na dychę w Kutnie.

Jeszcze bardziej zadowolona na mecie była Marta Bukowska z Tomaszowa Mazowieckiego. – Nie wierzę, że się udało złamać półtorej godziny! Chyba wiatr mi pomógł – powiedziała. – Zaczęłam wolniej, co mi się rzadko zdarza, bo zwykle od startu się podpalałam. Dziś ładnie pobiegłam z narastającą prędkością. Jestem bardzo szczęśliwa. Życiówka poprawiona o około półtorej minuty, ale na tej trasie poprawiłam swój poprzedni wynik o 5:20. Teraz mogę umierać! – zakończyła ze śmiechem.

Na koniec porozmawialiśmy z najszybszym z Polaków, Krzysztofem Pietrzykiem. – Nie miałem żadnego planu, żadnego czasu też nie zakładałem – przyznał stary wyjadacz. – Po prostu biegłem swoje i na trasie się okazało, że jest szansa powalczyć o pierwszą piątkę. Biegłem za Jankiem Wychowałkiem, ale po 10 km stwierdziłem, że czuję się dobrze, zaatakuję i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Już swoje lata mam, na bieganiu zjadłem zęby i to doświadczenie pomogło. Szybkości nie mam, ale jestem wytrzymały i wiedziałem, że tempo ok. 3:25 min./km jestem w stanie utrzymać. W Pucharze Marszałka już chyba nie mam szans na pierwszą trójkę, ale bawimy się do końca.

Jak wspomniał nasz rozmówca, Łowicki Półmaraton Jesieni wchodzi w skład cyklu biegów o Puchar Marszałka Województwa Łódzkiego. W tym roku zostały w nim jeszcze biegi na 10 km w Kutnie i Uniejowie oraz Bełchatowska Piętnastka. Więcej szczegółów o całym cyklu można zobaczyć TUTAJ.

KW

Polecamy również:


Podziel się: