Rewanż na Kilianie musi poczekać. "Rozbiłem kolano, rezygnuję z Sierre-Zinal", żałuje Bartłomiej Przedwojewski


Opublikowane w śr., 07/08/2019 - 19:45

Na drugi w tym roku pojedynek z Kilianem Jornetem i rewanż Bartłomieja Przedwojewskiego musimy poczekać dłużej niż myśleliśmy. Ostrzyliśmy sobie zęby na Sierre-Zinal. W niedzielę 11 sierpnia szwajcarskie Alpy miały być areną fascynującej walki naszego bohatera z legendą biegów górskich. Miał w niej uczestniczyć także m. in. rewelacyjny ostatnio Włoch Davide Magnini, zwycięzca Maratonu Mont-Blanc i DoloMyths Run Skyrace, drugiej i trzeciej odsłony Golden Trail World Series.

Musimy obejść się smakiem i poczekać, pewnie do październikowego finału cyklu pod himalajską Annapurną. – Nie wystartuję w Sierre-Zinal. Bardzo żałuję, bo ogromnie mi zależało na tym biegu. Mocno się do niego szykowałem trenując z Marcinem Rzeszótką w Alpach przez 3 tygodnie pomiędzy poprzednimi startami. Ale... rozwaliłem kolano na biegu w Dolomitach i mam półtora tygodnia przerwy w treningach! – zdradził nam fatalną wieść Bartłomiej Przedwojewski.

– Myślałem, że wrócę z Włoch do domu, 2-3 dni odpoczynku i będę biegał. Ale przerwa trwała aż 10 dni, dopiero w piątek powoli wróciłem do treningu. Uznaliśmy więc z trenerem, że trzeba odpuścić start na Sierre-Zinal. Zbyt mocno wypadłem z rytmu treningowo-startowego, kolano jeszcze delikatnie boli, a zawody z bólem nie byłyby sensowne.

Całe szczęście zatem, że sytuacja Bartka w Golden Trail World Series jest na półmetku cyklu dość komfortowa (po 3 biegach prowadzi w klasyfikacji generalnej), a punkty zdobyte na Zegamie, pod Mt. Blanc i w Dolomitach powinny bez problemu dać mu miejsce w finałowym biegu w Nepalu (wystąpi w nim czołowa dziesiątka po 6 biegach kwalifikacyjnych).

– Nie myślę w ten sposób – mówi jednak Przedwojewski. – Bardzo mi zależało na tym biegu, chciałem kolejny raz zmierzyć się z mocnymi rywalami. Ale planuję w cyklu jeszcze jeden start (Ring of Steall Skyrace 21 września w Szkocji - red.) i chcę się do niego dobrze przygotować, żeby zdobyć kolejne punkty i przystąpić do finału z jak najwyższej pozycji – wyjaśnia biegacz.

"Kilian był za mocny, ale wszyscy mówią, że za rok tu wygram!" Bartłomiej Przedwojewski wicemistrz Zegama-Aizkorri 2019

Na razie zatem wynik bezpośredniej rywalizacji Jornet vs. Przedwojewski wynosi 2:1. Katalończyk był szybszy w poprzednim Sierre-Zinal i na tegorocznej Zegamie. – Jest raczej dwa do zera – prostuje Przedwojewski, bo nie uznaje za swoje zwycięstwo nad Katalończykiem biegu Otter African Trail Run w RPA. Raczej niesłusznie, bo w finale GTWS 2018 Przedwojewski zwyciężył, a Jornet tych zawodów nie ukończył.

– Straszna szkoda, zapowiadało się mega ściganie – mówi jeszcze Przedwojewski, ale szybko znajduje pocieszenie: – Jestem do niedzieli, może poniedziałku w Jakuszycach, tu wracam w super warunkach do treningu i to jest bardzo fajne. Potem na dzień muszę wrócić do Wrocławia, a potem... może znowu gdzieś pojadę trenować, zobaczymy.

W taki sposób Przedwojewski, który na co dzień pracuje we Wrocławiu jako strażak, wykorzystuje urlop. – Mam sporo zaległego, a możliwość wykorzystania go właśnie w tym okresie załatwiałem sobie już w tamtym roku. Pogadałem z chłopakami w jednostce, zgodzili się puścić mnie na długo w lipcu i sierpniu, dzięki nim mogłem idealnie zaplanować kalendarz. Tym bardziej szkoda mi startu w Sierre-Zinal... No, ale taki jest sport, a ściganie się w tak mocnej stawce będąc nie w pełni sił jest bez sensu. Tam wystarczy odrobinę słabsza dyspozycja i od razu robi się przepaść – dodaje zawodnik Salomon Suunto Teamu.

Mamy jednak także dobrą nowinę dotyczącą naszego znakomitego biegacza: 2 tygodnie przed ostatnim startem w Golden Trail World Series, w dniach 6-8 września Bartłomiej Przedwojewski pojawi się w Krynicy, na 10 TAURON Festiwalu Biegowym.

Nie wiemy jeszcze, czy wystartuje w którymś z biegów, ale na pewno spotka się z uczestnikami Festiwalu na Forum Sport-Zdrowie-Pieniądze i opowie, jak „od środka” wygląda światowa czołówka biegaczy górskich i jak się w niej czuje chłopak, o którym jeszcze kilkanaście miesięcy temu nikt praktycznie na świecie nie słyszał, z którym teraz liczy się każdy, a którego oklaskuje Kilian Jornet. Tak czynił słynny Katalończyk na trasie ubiegłorocznego finału GTWS w Republice Południowej Afryki.

Piotr Falkowski

fot. Jan Nyka - fotografia


 

Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce