Rzeźnia w Beskidach po raz czwarty. Eliminator Ambasadora


Opublikowane w wt., 11/06/2019 - 09:54

Dystans 1,7 km. 450 metrów przewyższenia. Przeciętne nachylenie stoku: ok. 27%. Jak jesteś wytrzymały – pomnóż te dwie pierwsze liczby przez cztery. Taką „Rzeźnię w Beskidach” przygotowała 8 czerwca w Ustroniu Fundacja Biegu Rzeźnika.

Relacja Kacpra Mrowca, Ambasadora Festiwalu Biegów

Zawsze zastanawiałem się gdzie kończy się granica między bieganiem, a... no właśnie czym? Chodem, trekkingiem, wspinaczką? Rozważania odnośnie tego wydarzenia nie są przypadkowe, gdyż samego biegu (oczywiście w moim przypadku, ale też wielu innych zawodników) było być może 150-200 metrów. Tylko na samym jego starcie!

 

W tym roku wyjątkowo Eliminator zorganizowano w czerwcu. Wcześniejsze trzy edycje odbywały się bowiem w listopadzie. Wydaje mi się, że przez to dodano kolejną zmienną sprawiającą, że określenia „rzeźnia” została użyta przez organizatorów nie bez przypadku. Upały nie ominęły też tej malowniczo położonej górskiej miejscowości.

Regulamin zawodów na pierwszy rzut oka wydaje się być bardziej skomplikowany niż zwykle, lecz można go streścić pisząc: jesteś zbyt wolny – zostajesz odcięty. Dosłownie. Na mecie na zawodników czyha siekiera, która zostaje opuszczona w dół w momencie, gdy limit zawodników na kolejne etapy został już osiągnięty.

A jest ich maksymalnie cztery. Podczas gdy w pierwszym etapie startują wszyscy zapisani zawodnicy, w drugim etapie startuje już tylko 75% początkowej liczby startujących. W trzecim i czwartym etapie startuje odpowiednio 50% i 25% początkowej liczby zawodników. Ale to jeszcze nie koniec...

Jeśli myślisz, że wybiegniesz na górę i będziesz miał wystarczająco czasu na odpoczynek przed kolejnym etapem – to nic bardziej mylnego! Starty kolejnych etapów rozpoczynają się odpowiednio po 50 minutach dla mężczyzn i 60 dla kobiet. Więc jeśli jak np. ja drugi etap pokonałeś w 25 minut, to masz równe drugie tyle, by zejść i wyczekać na wystrzał z broni sygnalizującego start. Po tym wszystkim chyba nie muszę Ci wspominać, że z góry na start dostajesz się za pomocą siły własnych nóg, a nie kolejką krzesełkową obok?

Osobiście zostałem odcięty na trzecim etapie. Powinno to się stać już na drugim etapie, lecz wówczas wraz z nowopoznanym biegaczem Tomkiem zostaliśmy uratowani spod gilotyny przez... organizatorów. Jak do tego doszło?

Chcąc osiągnąć kolejny etap możliwie jak najmniejszym nakładem sił, byliśmy jednymi z pierwszych zawodników nie kwalifikujących się do kolejnego etapu. Jednak po krótkiej rozmowie i wiedzą, że istnieje możliwość przyznania „dzikich kart”, zostaliśmy dopuszczeni do możliwości trzeciego poskromienia Czantorii. Z tej strony chciałbym wykonać olbrzymi ukłon w ich stronę za otrzymany akt łaski!

Na co jeszcze można było liczyć tego dnia oprócz zapewnienia sobie porządnych zakwasów czworogłowych uda na kolejne dni?

Piwo na mecie. Nawet jeśli wyznajecie zasadę, że to bezalkoholowe piwem nie jest, to (przynajmniej na chwilę) zapomnicie o tej opinii, gdy dostaniecie spod koca termicznego wolontariuszy owy chłodny trunek. Koc spełniał swoje zadanie – po trzecim etapie nadal było one chłodne i... po prostu idealne!

Prysznice, szlaufy, węże ogrodowe. Pod dostatkiem. I na szczycie, i na dole.

Opaski na głowę. Zależnie od tego w którym momencie odpadniecie dostaniecie ją w kolorze: zielonym, niebieskim, czerwonym bądź czarnym. Podobnie sprawa wygląda z opaskami na rękę, które dostajecie wraz z kolejnymi kwalifikacjami i które skazują was na kolejny wysiłek w postaci „zaledwie” 1700 metrów. Pod koniec będziecie mogli się poczuć niczym influence’rzy po lecie pełnym festiwali.

Posiłek na mecie (żurek / potrawka ). A w dodatku: jeden żel od ALE oraz jabłka i cukier tuż przy starcie. Osobiście polecono mi z tej dwójki to drugie i nie żałowałem swego wyboru.

Wstęp do Uzdrowiskowego Instytutu Zdrowia na basen solankowy. Z tej możliwości akurat nie skorzystałem, ale jak zapewniono - każdy zawodnik mógł skorzystać z niego w ramach pakietu okazując swój numerek startowy. Tam też odbyła się dekoracja.

Jeśli więc jesteś miłośnikiem gór czy biegania w niecodziennej formule, koniecznie musisz dołączyć do kolejnej edycji Eliminatora w 2020 roku! Sam pojawiłem się na nim nie z nastawieniem na wynik, gdyż przygotowuję się aktualnie do zupełnie innego typu zawodów, lecz głównie na dobrą zabawę i chęci sprawdzenia do którego etapu uda mi się dotrzeć. Także... ja już sprawdziłem i Was też do tego zachęcam!

Kacper Mrowiec, Ambasador Festiwalu Biegów

fot. Jolanta Błasiak Wielgus


Polecamy również:


Podziel się: