Sprzątanie Rudzkiej Góry. Plus dla łódzkich biegaczy, minus dla strażników miejskich


Opublikowane w ndz., 06/10/2019 - 02:07

Położona na południowych przedmieściach Łodzi Rudzka Góra to kolejny teren zielony, który miejscowi biegacze postanowili posprzątać. Wcześniej takie akcje odbywały się już na dawnym poligonie na Brusie, na Torfowisku Rąbień oraz na Chojnach nad Olechówką. Tym razem za inicjatywą stała trenująca tu regularnie amatorska drużyna Droga Do Ultra wraz z Anią Paturą, która wykorzystała swoje doświadczenie ze zorganizowanego przez siebie sprzątania na Chojnach.

Rudzka Góra nie zajmuje dużego obszaru, lecz pomimo bliskości zabudowań jest dość dzika. Może właśnie dlatego stanowi znakomite miejsce rekreacyjno-treningowe. Z powodu zróżnicowanego ukształtowania terenu, sporych przewyższeń i stromych stoków często odwiedzają ją kolarze górscy, biegacze, a zimą także saneczkarze, czy nawet skoczkowie narciarscy.

Impulsem do posprzątania była inna szlachetna akcja w tym samym miejscu, czyli sto kilometrów dla zwierzaków ze schroniska „Medor” w wykonaniu ultrabiegacza Marcina Mikołajczyka, do której w całości przyłączył się jego przyjaciel Sławomir Pasikowski. O tej inicjatywie również pisaliśmy – TUTAJ.

– Może przed samym bieganiem warto posprzątać Rudzką, co by chłopak się nie zaplątał w śmieciach – stwierdziła wtedy łódzka biegaczka Ania Patura. Termin akcji udało się jednak ustalić dopiero na tydzień później, czyli sobotę 5 października. Marcin Mikołajczyk wraz z żoną Agnieszką utworzyli wydarzenie w mediach społecznościowych, na które zaprosili znajomych biegaczy.

– Z Marcinem spisaliśmy się, a później zdzwoniliśmy – wspominała nam Ania. – Powstała data wydarzenia i wysłano zaproszenia. Na miejscu drużyna Droga Do Ultra była w przewadze liczebnej. Wcześniej, tuż przed tegoroczną majówką, wraz z pobliskim sklepem Carrefour, który wsparł tamtą akcję, zrobiłam sprzątanie nad Olechówką na Chojnach. Bardzo się wtedy napracowaliśmy, ale po pięciu miesiącach znów widać tam pełno śmieci. Jest to smutne.

– Nie mam jakiś specjalnych kontaktów w Urzędzie Miasta – opowiadała dalej – ale pojechałam osobiście i porozmawiałam. Dostałam worki i rękawiczki oraz obietnicę zabrania śmieci w poniedziałek. Muszę zaznaczyć, że w Urzędzie jest bardzo miłe podejście do interesanta, a pamiętam inne czasy, kiedy nie było tak słodko.

„Śmieganie”, czyli śmieci zbieranie i bieganie, rozpoczęło się w samo południe. Ze względu na stromość terenu i trudną dostępność niektórych miejsc przydawały się buty z dobrym bieżnikiem. Biegania było jednak niewiele, a więcej spaceru farmera z ciężkimi worami zebranych odpadów, gdyż stan zaśmiecenia Rudzkiej Góry jest przerażający.

W akcji wzięło udział około 30 osób, włącznie z trenującymi tam rowerzystami, którzy na miejscu przyłączyli się do sprzątania. Na oko zebraliśmy co najmniej 2000 litrów śmieci, w tym kilka sztuk wielkogabarytowych. Wyjątkowo uciążliwe były odłamki szkła z rozbitych butelek, których szczególnie dużo zalegało na zeskoku skoczni narciarskiej. Z braku czasu i ludzi nie udało się jednak zebrać wszystkich odpadów i dalsze sprzątanie będzie jeszcze potrzebne.

Grupkę uczestniczących w akcji biegaczy spotkał nieprzyjemny incydent ze strony funkcjonariuszy Straży Miejskiej. Zebrane śmieci mieliśmy pozostawić na parkingu, gdzie stoi co prawda tabliczka z zakazem ich wyrzucania, jednak ich odbiór był wcześniej uzgodniony z Urzędem Miasta Łodzi w tym miejscu na poniedziałek.

– Strażników spotkaliśmy, kiedy zostawialiśmy worki ze śmieciami w umówionym miejscu – opowiedział nam Arek, współzałożyciel Drogi Do Ultra. – Powiedzieli, że jest zakaz wyrzucania śmieci, to im odpowiedziałem, że uczestniczymy w akcji sprzątania i nie wyrzucamy ich, tylko zbieramy już wyrzucone przez innych ludzi. Stwierdzili, że nic nie wiedzą i spisali mnie, strasząc mandatem jak śmieci nie znikną. Powiedziałem im, że zamiast piętnować naszą dobrą wolę, powinni nas wspierać. W odpowiedzi mnie wyśmiali.

– Strażnicy zapowiedzieli, że sprawdzą czy ta akcja była gdzieś zgłoszona i jak nie, to mogę spodziewać się mandatu. Powiedziałem im, że akcja jest uzgodniona z UMŁ i śmieci znikną w poniedziałek, bo tak jest umówiony odbiór. Stwierdzili, że oni już znają takie wymówki – opowiadał uczestnik akcji.

Rozumiemy, że strażnicy miejscy muszą wykonywać swoją pracę i zachować zawodową czujność. Spisanie uczestników akcji dla wyjaśnienia sprawy można w tych okolicznościach zrozumieć. Inicjatywa wyglądała jednak na pierwszy rzut oka na zorganizowaną i służącą dobrej sprawie. Spotykając się z wiarygodnym wyjaśnieniem, powinni oni również wykazać się odrobiną samodzielnego myślenia, nie mówiąc już o zrozumieniu i szacunku dla pracujących społecznie dla dobra swojego miasta uczestników sprzątania, zamiast podejrzewać ich z góry o złe zamiary.

KW


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce