Studzianka: Crossem w wiosce polskich Tatarów [ZDJĘCIA]

Studzianka: Crossem w wiosce polskich Tatarów [ZDJĘCIA]



Studzianka to na pozór zwyczajna wioska jakich wiele we wschodniej Polsce. Położona w powiecie bialskim, w północnej części województwa lubelskiego, na uboczu od głównych dróg. Na pozór zwykła, lecz po bliższym poznaniu okazuje się, że przez swą historię, niezmiernie interesująca.

W Studziance jeszcze sto lat temu mieszkali Tatarzy. Były to głównie rodziny wojskowych, których król Polski Jan III Sobieski nagrodził za wierną służbę Rzeczypospolitej nadając im ziemię, między innymi właśnie Studziankę. Tatarzy ci egzystowali w okolicy przez ponad 200 lat. Z biegiem czasu ich społeczność coraz bardziej asymilowała się z miejscową ludnością i zatracała swój tradycyjny, tatarski charakter. Kres tatarskiej Studzianki przypadł na początek ubiegłego stulecia. Wtedy to, pożoga Wielkiej Wojny pochłonęła zabudowę, w tym stojący w środku wsi, drewniany meczet.

Dzisiejsi mieszkańcy, świadomi ciekawej przeszłości swoich rodzinnych stron chętnie do tej historii nawiązują.

Łukasz Węda, mieszkaniec Studzianki, historyk Tatarów, animator kultury a równocześnie biegacz amator organizując zawody w Studziance w naturalny sposób nawiązał do bardzo oryginalnej, tatarskiej przeszłości wsi. Zapytany o pomysł na bieg odpowiedział:

- Tutaj mieszkała kiedyś społeczność tatarska, była parafia tatarska, przy szkole stał meczet. Chcieliśmy tym biegiem upamiętnić dawnych mieszkańców, którzy przez ponad 200 lat zamieszkiwali Studziankę. Ponadto pragnęliśmy zaktywizować ludzi wokół spotkań z kulturą tatarską i regionalną więc poszliśmy w kierunku sportu. [...] „Tatarska piątka” to nie tylko sam crossowy bieg ale też cały klimat wokół dziedzictwa kulturowego Studzianki i okolic. Są serwowane potrawy tatarskie, jest strzelanie z łuku, tatarski turniej rodzinny, zwiedzanie dawnego cmentarza tatarskiego, różne dawne gry i zabawy, przyjeżdża też społeczność tatarska.

Amatorów zawrotnych prędkości oraz łowców życiówek trzeba jednak uczciwie uprzedzić - „Tatarska piątka” to nie jest szybki bieg ani też bieg na życiówkę. Trasa biegu głównego jest nietypowa: liczy 5280 metrów i składa się z dwóch pętli. Prowadzi polnymi drogami, miejscami po grząskim piachu. Start i meta są w nieprzypadkowym miejscu bo przy meczecisku, czyli tam, gdzie stał spalony przez Rosjan w 1915 roku meczet.

Na egzotykę biegu w Studziance wpływała w poprzednich latach nie tylko tatarskość, ale też jego zwycięzca. Był nim wielokrotnie Yassine Mhimda, marokański mistrz biegowy (życiówka w maratonie 2:11), który bywając akurat w tym czasie w Białej Podlaskiej „podskakiwał” do pobliskiej Studzianki na bieg, który spokojnie wygrywał.

W tym roku Marokańczyk nie przyjechał co dało szansę na zwycięstwo, chwałę na podium, zgarnięcie pucharu oraz sękacza – lokalnego ciasta, miejscowym amatorom biegania. W biegu głównym wzięły udział 124 osoby. W całej imprezie, wliczając marsz Nordic Walking oraz krótkie biegi dla dzieci – ponad 300 zawodników.

W biegu głównym walka o zwycięstwo rozegrała się pomiędzy dwoma mocnymi amatorami z regionu: Pawłem Młodzikowskim z Adamowa oraz Markiem Jaroszukiem z Łomaz. Panowie nie ścigali się zażarcie na całym dystansie o czym opowiadał finalnie drugi na mecie, Paweł Młodzikowski.

- Marokańczyk nie przyjechał więc od początku założenie było takie, że z Markiem Jaroszukiem będziemy się ścigać. Na pierwszym kółku ładnie razem współpracowaliśmy. Około 3 kilometra ja miałem lekki kryzys, Marek kulturalnie na mnie poczekał, zwolnił. Około 4 kilometra on miał kryzys, to i ja zwolniłem czekając na niego. Przegrałem przed samą metą o 3 setne sekundy, na długość 3 palców. W sumie w całym biegu bardziej z Markiem współpracowaliśmy, dopiero na końcówce się ścigaliśmy.

Biegacz z Adamowa, obecny na wszystkich sześciu edycjach „Tatarskiej piątki” tłumaczył dalej, że nie był to jego bieg docelowy gdyż priorytety ma inne:

- Dla mnie to było dobre, szybkie tempo treningowe. Od tego roku wziąłem się za triatlon i za 2 tygodnie mam 1/2 Ironmana w Gołdapii. To start docelowy i tam chciałem powalczyć a tu przyjechałem 110 km rowerem i chciałem ten bieg potraktować zakładkowo-treningowo. Ale też nie jestem taki, abym odpuszczał.

Wyniki rywalizacji mężczyzn w biegu głównym: pierwszy Marek Jaroszuk (00:17:48), drugi Paweł Młodzikowski (00:17:49), trzeci Jacek Chruściel (00:18:48).

Wśród Pań zwyciężyła Katarzyna Pajdosz z Białej Podlaskiej osiągając wynik 00:22:56. Druga była Beata Chruściel (00:24:43), tuż za nią Grażyna Głowacka (00:24:47). Pełne wyniki biegu oraz marszu Nordic Walking dostępne są TUTAJ.

Tymczasem Łukasz Węda już dziś zaprasza na VII Taratską Piątkę, za rok.

- Rozwijamy się cały czas, frekwencja powoli rośnie. Mamy elektroniczny pomiar czasu i koszulki, będziemy myśleć nad medalem, żeby zaskoczyć. W tym roku medal jest wypalany z gliny. Za rok będziemy chcieli zaskoczyć ciekawym medalem i fajnym pakietem startowym. Zapraszamy!

Paweł Pakuła


Polecamy również:


Podziel się: