Świrnięty Mikołaj – Łódź pobiegła z prezentami


Mimo uprzednich znacznie liczniejszych deklaracji, tylko najtwardsi, a może najbardziej świrnięci Mikołaje stawili się w mikołajkowy wieczór w łódzkim Sklepie Biegacza na ul. Żeromskiego 74, by w wyjątkowo niesprzyjającej pogodzie pobiec ponad 5 km do Domu Dziecka na Złotnie. Ledwo powyżej zera, ulewa i lodowaty wiatr – co może być gorszego? Chyba tylko marznący deszcz i gołoledź...

Nie znaczy to jednak, że łódzka biegowa brać zawiodła. Przez kilka ostatnich dni do sklepu zniesiono spore ilości zabawek, ręczników, artykułów żywnościowych itp. potrzebnych rzeczy dla najmłodszych podopiecznych placówki, która była naszym celem po raz drugi z rzędu. Chyba ze względu na lejący deszcz, w przeciwieństwie do ubiegłorocznej akcji nikt nie podjął się niesienia choćby symbolicznego worka z prezentami. Wszystkie fanty pojechały więc na pace towarzyszącej nam furgonetki.

Akcję „Zostań Biegowym Mikołajem” rozpoczął przed dwoma laty Sklep Biegacza w Gliwicach. Rok później dołączyły do niej oddziały w całej Polsce, zbierając prezenty dla wybranych domów dziecka. W tym roku jest ich już kilkanaście.

W tych wyjątkowo selektywnych warunkach atmosferycznych zebrała się nas tylko szóstka biegaczy i jeden – najmłodszy i najdzielniejszy – rowerzysta Piotruś. To właśnie on na początku nadał ostre tempo, które chwilami stawało się szybsze niż konwersacyjne. Po wydostaniu się na Polesie okrążyliśmy znany z biegowych imprez park na Zdrowiu i lasek na Mani, by dotrzeć na Złotno do Domu Dziecka dla Małych Dzieci na ul. Drużynowej 3/5.

W trzech oddziałach tej placówki znajduje się obecnie 37 dzieci – w większości niemowlaków, lecz nie tylko. Najstarsze ma 9 lat i przebywa tam, by go nie rozdzielać z rodzeństwem. Kiedy dotarliśmy na miejsce, podopieczni już spali. Tylko jedna malutka dziewczynka się obudziła i została przyniesiona do nas przez opiekunkę.

Panie opiekunki nas bardzo serdecznie powitały. Złożyliśmy sobie świąteczne życzenia. Prosiły przede wszystkim, by im życzyć szczęśliwego rozwiązania rodzinnych sytuacji dzieciaków – są to bowiem sieroty społeczne, pochodzące z rodzin z problemami.

Po całej akcji zgodnie stwierdziliśmy, że nikt z nas samemu by się w taką pluchę nie wybrał na bieganie. Czego się jednak nie robi dla dobrego celu...

KW


Polecamy również:


Podziel się: