Szturmem na Śląski! Przeszkodowcy śmigali w Kotle Czarownic [ZDJĘCIA]


Opublikowane w pon., 08/07/2019 - 14:32

Szturm Śląski, czyli pierwszy bieg z przeszkodami na Stadionie Śląskim okazał się strzałem w dziesiątkę!

Organizatorzy zaprosili do legendarnego Kotła Czarownic biegaczy, umiejętnie wykorzystując infrastrukturę obiektu i jego otoczenia. Choć nie brakło drutu kolczastego, armatek wodnych, ścianek i podciągania w różnych wariantach, zmorą zawodników okazały się schody, których na stadionie nie brakuje. By ukończyć zmagania należało pokonać ponad dwa tysiące stopni, w tym część z oponą.

Bieg odbył się na dystansie około 5,5 kilometra, na trasie znalazło się dwadzieścia przeszkód. Nie zabrakło klasyków znanych z biegów przeszkodowych. Nowością było jednak wykorzystanie infrastruktury samego stadionu, w tym głównie bramek i schodów. Na zewnątrz obiektu czekały dodatkowe atrakcje, w tym przeszkody wodne, które nie pozwalały pokonać trasy suchym. Dodatkową atrakcją były start i meta ulokowane na bieżni Kotła Czarownic.

W rywalizacji i zabawie wzięło udział 230 osób. Najszybciej trasę pokonał Fabian Berync, który uzyskał wynik 24:34. Wśród kobiet najlepsza okazała się Klaudia Szuba-Łata z czasem 31:33. Organizatorzy przygotowali odrębne klasyfikacje dla zawodników w kategorii masters, czyli po 40 roku życia, nagrodzili też najlepszych mieszkańców Chorzowa. Na specjalnie przygotowanym torze mogli się ścigać najmłodsi – z mierzącą kilkaset metrów trasą radzili sobie świetnie, niezależnie od wieku.

Na starcie spotkali się doświadczeni wyjadacze i miłośnicy OCR oraz debiutanci, których przyciągnęła nietypowa lokalizacja imprezy a często także sentyment związany z Kotłem Czarownic. W pierwszej grupie był m.in. Mariusz Pisingas: - Nie zakończyło mnie nic, bo wiedziałem czego mam się spodziewać – przyznał. - Dałem z siebie wszystko, wykorzystałem każdą przeszkodę w 110 procentach...

- Cieszę się, że można stadion wykorzystać również w taki sposób i zebrać tylu zakręconych ludzi, by wspólnie mogli się zmęczyć i rywalizować. Najbardziej podobała mi się nasza współpraca, pomaganie innym na trasie, bo o to w tym chodzi. Na podium nigdy stać nie będę, ale za to mogę wesprzeć innych, pomagając im pokonać przeszkody. To buduje jedność! - podkreślił Mariusz.

Beata Szołtysek za namową Mariusza na płycie Śląskiego przełamała siebie: - Patrzyłam na taką poniewierkę zawsze z obawą, wręcz lękiem, bo wiem, na co mnie stać i akurat tu szanse miałam marne a doświadczenia żadnego. Bałam się, odsuwałam myśl o tym starcie, nie czytałam informacji, nawet usiłowałam przekonać panią w biurze zawodów, że na pewno zgubił się mój numer… - opowiadała po starcie.

- Co mnie zaskoczyło? Wszystko! A najbardziej to, że dałam radę! Ścianki, pozamykane barierki na trasie, czołganie, 2 000 schodów, ostatni raz góra-dół z oponą na plecach... Pokonała mnie ostatnia przeszkoda przed metą, od razu przeszłam tam do karnych burpees. Wszystkie przeszkody pokonywane „w małpim chwycie” mnie przerosły... Siła grawitacji jest nie do przeskoczenia i żadne kółka, drążki, liny nic tu nie pomogą! Przynajmniej nie mnie... Ale w końcu się udało! Emocji wystarczy mi na dość długo... Wiem, że się da i doceniam tę wiedzę! - cieszyła się nasza rozmówczyni.

Nie pozostaje zatem nic innego jak czekać na kolejną edycję Szturmu Śląskiego – zapewne jeszcze większą i jeszcze bardziej zróżnicowaną! Ku uciesze biegaczy i przeszkodowców!

KM


Polecamy również:


Podziel się: