Szymon Dorożyński - biegacz na „piątkę”. „Może za rok uda się wygrać MP na bieżni”


Opublikowane w wt., 20/08/2019 - 11:37

Po sensacyjnym zdobyciu tytułu mistrza kraju w biegu ulicznym na 5 km, Szymon Dorożyński dołożył do swojego dorobku tytuł wicemistrza kraju w biegu na 5000 m. O biegaczu z Opola mało kto słyszał, choć przed 5 laty zdobywał już medale MP. Dziś wraca do szybkiego biegania i już tworzy krajową czołówkę. Wydaje się, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Z biegaczem z Opola rozmawialiśmy tuż po zakończeniu Mistrzostw Polski w biegu na 5000m w Sieradzu.

Czy srebro mistrzostw Polski może smakować jak złoto?

Szymon Dorożyński: - Na pewno cieszę się z medalu. Mam to, do czego szykowałem się od października. Chciałem pobiec 14:20, a jest 14:14.75 (rekord życiowy - red). Osiągnąłem swój cel. A to, że ten wynik dał mi medal, jest świetną sprawą! Oczywiście, zdaje sobie sprawę z tego, że w Sieradzu nie było najmocniejszej obsady. Chłopaki mają inne przygotowania, większość z nich szykuje się do maratonu. Ja jednak to wykorzystałem i mam srebro.

W pewnym momencie trener krzyknął „Dawaj jak na Ursynowie”. Była szansa na wygraną?

Pierwszy kilometr pobiegliśmy za wolno o jakieś 5 sekund. Później biegło mi się bardzo dobrze. Obiegałem te szybkości na treningach. Szkoda, że na dwa koła przed końcem nie wyszedłem przed Krystiana Zalewskiego, bo czułem się bardzo dobrze. On zaczął prowadzić stawkę na 600 metrów do mety i w mojej głowie zadziało się coś dziwnego. Spiąłem się i nie było już biegania. Może, gdybym wyszedł na prowadzenie, tak jak chciałem, to wszystko rozegrałoby się inaczej... Teraz to już tylko gdybanie. Jednak ja się cieszę. Krystian na pewno też, bo zdobył kolejny tytuł. Może za rok on pójdzie w maraton, a mi się uda się wygrać (śmiech).

Wspomniałeś o obsadzie mistrzowskiego biegu. Tylko kto mógłby tu jeszcze wystartować?

Są Szymon Kulka, Tomasz Grycko i Adam Nowicki. To już kandydaci podium. Mamy też doświadczonych zawodników jak Henryk Szost, Marcin Chabowski czy Artur Kozłowski, który tym razem wykonał super pracę przy organizacji mistrzostw.

Jak wyglądały Twoje przygotowania do mistrzostw?

Każdy tydzień jest inny, a plany dostaje codziennie. Niektóre treningi robię na 16-19 km z dużą intensywnością. Jest jakiś główny schemat, zarys przygotowań, ale trener Antosiak, w zależności od zmęczenia, wysyła mi codziennie rano informacje co mam robić. Trenuje u siebie, w Opolu. Natomiast w ostatnich sześciu tygodniach trenowałem w Zieleńcu (trzy tygodnie) i Bydgoszczy (dwa tygodnie). Ostatnie dni przed startem spędziłem w Opolu.

Na ten sezon obraliśmy sobie z trenerem dystans 5 km. Dlaczego? Bo w 2014 roku za szybko wszedłem na większy kilometraż i skończyło się kontuzją.

W 2014 roku byłeś wicemistrzem Polski na 10 000 m. Później na pięć lat zniknąłeś z powodu kontuzji ścięgna Achillesa, aż do Biegu Ursynowa. Czy tamta wygrana coś zmieniła?

Na pewno media zaczęły się mną interesować. Także biegacze zaczepiają mnie na imprezach i mówią „cześć Szymon”. To miłe. Bo przez blisko pięć lat praktycznie nikt mnie przecież nie znał.

Czujesz, że to dobry rok dla Ciebie?

Oczywiście. Jedyne czego nieco żałuję, to to, że nie wystartowałem w przełajowych mistrzostwach Polski. Już wtedy czułem się mocny. Wygrałem we Wrocławiu cykl City Trail z Darkiem Boratyńskim (w Sieradzu zdobył brąz – red), jednak docelowym startem były właśnie MP na 5000m. Nawet gdyby nie było medalu w Warszawie, a stanąłbym na podium później na bieżni, to i tak bym uznał sezon za udany.

Jakie są Twoje dalsze plany?

Pewnie teraz pobiegam trochę w biegach ulicznych. Biegałem już w tym roku półmaraton w Bydgoszczy w 1:08:43 i to mnie nie satysfakcjonuje. Może spróbuje się poprawić ten czas podczas Mistrzostw Polski. Wykorzystam, to że jestem w gazie. Jeszcze nie nie zastanawiałem się co będzie w przyszłym roku.

Rozmawiał Robert Zakrzewski


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce