"Teraz mam apetyt na rekord w półmaratonie". Karolina Nadolska, rekordzistka kraju na 10 km


Opublikowane w ndz., 12/01/2020 - 20:30

Karolina Nadolska zajęła ósme miejsce w prestiżowym biegu ulicznym na 10 km w Walencji ustanawiając rekord Polski czasem 32 minuty i 8 sekund. To wynik o sekundę lepszy od najlepszego do tej pory wyniku w historii, który od 7 lat należał do niej samej. Forma naszej zawodniczki bardzo cieszy, bo Nadolska to na razie jedyna Polka, która jest pewna startu w olimpijskim maratonie na tegorocznych igrzyskach w Tokio.  

"Mam apetyt na więcej!" Karolina Nadolska, pierwsza Polka z minimum olimpijskim w maratonie

10K Valencia Ibercaja to bieg znakomicie obsadzony i szalenie szybki. W Hiszpanii padły rekordy świata mężczyzn na 10 km i "po drodze" na dystansie o połowę krótszym, rekord Europy panów i wspomniany rekord Polski Nadolskiej, a triumfatorce biegu do najlepszego wyniku w historii zabrakło zaledwie 3 sekund.

Ależ to był bieg! REKORDY ŚWIATA, EUROPY i POLSKI (!) na 10 km w Walencji!

Gdy zatelefonowaliśmy do 38-letniej biegaczki z gratulacjami, roześmiana, bo bardzo zadowolona, Karolina Nadolska powiedziała na to:

– Fajnie, cieszę się, ale ja patrzę na te rekordy świata i inne najlepsze wyniki. Choćby dzisiaj trzy kobiety pobiegły poniżej 30 minut! Porównując się, człowiek może się załamać...

Ale chyba cieszysz się z rekordu Polski?

Tak, oczywiście! Jakby nie było pobiegłam najszybciej w życiu i najszybciej spośród wszystkich Polek w historii! Poprawiłam swój najlepszy wynik sprzed aż 7 lat! Wiem przynajmniej, że się nie cofam (śmiech).

Bieg był - i tak jest zresztą z innymi imprezami w tym mieście - niezwykle szybki. Co Walencja ma takiego w sobie?

Ja bardzo lubię biegać w Walencji i zawsze się o niej wypowiadam pozytywnie, bo startowałam tu i na 15 km, i w półmaratonie, a tę „dychę” biegłam już po raz drugi – rok temu uzyskałam tu wynik 32:20. Trasa jest super szybka, z długimi prostymi, prawie bez zakrętów, jedynie obiega się rondo. Z tym musi się jeszcze zgrać pogoda. Z temperaturą nie ma nigdy problemu, czasem tylko są tutaj mocne wiatry, zdarzają się dni, że solidnie wieje. Ale organizatorzy biegów mają takie szczęście, że w dniu startu akurat zawsze jest bezwietrznie! (śmiech). Tak było rok temu na dziesiątce, tak było na półmaratonie... Mają chyba jakiś układ z Bogiem (śmiech).

Opowiedz nam, jak Ci się dzisiaj biegło nad Morzem Śródziemnym.

Od początku bardzo szybko. Uważam nawet, że zbyt szybko. Nieskromnie zaryzykuję stwierdzenie, że byłam dzisiaj gotowa na "złamanie" 32 minut. Rzadko składam takie deklaracje, bo zwykle uważam, że jestem przygotowana na tyle, ile nabiegałam. Ale w Walencji tak właśnie powiem. Zbyt szybko jednak zaczęłam, bo pierwszy kilometr pobiegłam w 3:04 min., a to jest dla mnie za mocno. Ja już nie operuję na takich prędkościach (śmiech).

Ale cóż, w takich mocnych biegach trzeba biec odważnie, bardzo szybko od samego startu i próbować, próbować, próbować... Aż się uda. W Walencji wyszło z tego 32:08 i pobiłam swój rekord Polski, choć na końcówce troszkę mi już brakowało. To był właśnie efekt zbyt mocnego początku, bo w tej chwili jestem naprawdę bardzo dobrze przygotowana wytrzymałościowo. Ja najlepsze wyniki wybieguję zawsze z wytrzymałości, więc czas z Walencji jest odzwierciedleniem mojej obecnej dyspozycji, chociaż uważam, że nie wykorzystałam jej do końca.

To na jaki wynik w biegu na 10 km stać Cię w tej chwili?

Trudno powiedzieć co do sekundy, ale na pewno stać mnie na ulicy na czas poniżej 32 minut. Może nie 31:40, ale już 31:55 jestem w stanie „nalatać”.

Prawdą jednak jest, że do wyników najlepszych zawodniczek świata trochę brakuje...

Oczywiście. Jestem (i wszystkie polskie zawodniczki są) bardzo, bardzo daleko za najlepszymi na świecie. Nie oszukujmy się, nie należę do ścisłej czołówki (śmiech). Ale te wyniki mnie zadowalają, bo znam swoją metrykę i datę urodzenia. Nie mam 30, a już ponad 38 lat na karku, a jednak biję „życiówki” i ciągle jestem jedną z lepszych Europejek. W Walencji były trzy nie byle jakie Brytyjki, jedna nawet z rekordem życiowym 31:35, a jednak je ograłam.

Ale też jestem świadoma, że do wyników światowych brakuje mi, niestety, bardzo dużo i jest to poziom dla mnie nie do osiągnięcia. Muszę więc stawiać sobie małe cele jak choćby złamanie 32 minut i to też jest wartościowe. I też się z tego bardzo cieszę!

Twoim najbliższym dużym celem w 2020 roku są mistrzostwa świata w półmaratonie, które odbędą się w Gdyni. „Dycha” w Walencji daje nadzieję na bardzo dobry wynik w tych zawodach.

Tak, bieg w Walencji był tylko środkiem do wielkiego celu w Gdyni. Ale do MŚ w półmaratonie zostało jeszcze 2 i pół miesiąca, więc może się wydarzyć wszystko. Za 11 tygodni będę zupełnie inną Karoliną Nadolską niż jestem dzisiaj. Mam nadzieję, że w jeszcze lepszej dyspozycji. W tym kierunku jest sterowany mój trening przez Zbyszka Nadolskiego, mojego męża i szkoleniowca.

Złapałam dobrą formę po 6-tygodniowym pobycie w górach w Alamosie (prawie 2300 metrów n.p.m.) w amerykańskim stanie Kolorado. Tak się dzieje zawsze po treningach w tej mojej oazie spokoju i skupienia. Teraz plan jest taki, żebym się z tej wysokiej formy „wypstrykała”. Obecnej nie mogę ciągnąć aż do Gdyni, broń Boże!

Potrzebuję zatem kilku mocnych startów, które spowodują, że dobra dyspozycja się rozejdzie i za 4 tygodnie wyjeżdżamy znowu na półtoramiesięczne treningi do Alamosy, żeby na bazie tej szybkości, którą mam, zbudować nową formę właśnie na gdyńskie MŚ w półmaratonie. Teraz trenujemy w Portugalii i szukamy startów, problem w tym, że nie bardzo takie w Europie widzimy. Ale rozglądamy się aktywnie.

A co planujesz zwojować na MŚ w Gdyni?

Trudno teraz mówić o planach, nie szykujemy się na jakiś konkretny wynik, ale... Jestem spokojna o wysoką formę w Gdyni, bo jestem w rękach jednego z najlepszych polskich fachowców, męża i trenera w jednej osobie. Mnóstwo przeszliśmy razem przez te kilkanaście lat od 2007 roku, gdy Zbyszek został moim trenerem i mam do niego całkowite zaufanie.

Mam nadzieję, że treningi górskie w Alamosie pozwolą na to, żeby w Gdyni pobiec w granicach rekordu Polski, a może nawet go pobić. Teraz nie jestem rekordzistką Polski, chociaż mam najlepszy wynik w historii – w marcu 2017 roku uzyskałam czas 1:09:53, który jednak nie został uznany za rekord z powodu niespełnienia przez organizatora półmaratonu warunków proceduralnych.

10 PKO Poznań Półmaraton: rekord Polski Karoliny Nadolskiej, ale... impreza NIE zgłoszona do kalendarza PZLA!

Tyle wtedy w Poznaniu pobiegłam, więc chciałabym zakręcić się raz jeszcze koło tego wyniku i wreszcie w 2020 roku zostać pełnoprawną rekordzistką Polski (uśmiech).

Rozmawiał Piotr Falkowski


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce