"Tokio to nie maratońskie być albo nie być". Ale Arkadiusz Gardzielewski marzy o igrzyskach


Opublikowane w wt., 21/01/2020 - 17:39

Arkadiusz Gardzielewski po raz siódmy z rzędu (!) wygrał Bieg o Puchar Bielan na dystansie 5 km, towarzyszący 37. Biegowi Chomiczówki w Warszawie. Niespełna 34-letni maratończyk z Wrocławia poprawił własny rekord trasy wynikiem 14:34 min.

Start do sezonu olimpijskiego masz znakomity: jeszcze nigdy w styczniu nie biegałeś tak szybko. Czy to oznacza, że będzie forma na wiosenną walkę o maratońskie minimum na igrzyska w Tokio?

Tak, przy czym sam wynik nie jest jakiś kosmiczny, powiedzmy sobie szczerze. Ale biegłem tu po raz siódmy, dobrze znam tę trasę i wiem, że trudno na niej o naprawdę szybkie bieganie. Jest płaska, ale ma mnóstwo miejsc, które spowalniają: progi zwalniające, liczne ostre zakręty, „agrafki” (nawroty – red.). To wybija z rytmu i sprawia, że czas na mecie jest słabszy niż wynika z dyspozycji zawodnika.

Często startując na tej samej trasie wiesz, co oznacza uzyskany wynik i na co cię stać. Rok temu miałem na Chomiczówce czas o 3 sekundy gorszy, a już miesiąc później pobiegłem „piątkę” w Irlandii w 14:04. Skoro biegłem tu po raz siódmy i osiągnąłem najlepszy rezultat, to znaczy, że jestem w niezłej formie.

Ale to jeszcze nie czas na najwyższą formę, w niej po raz pierwszy w tym sezonie powinieneś być na wiosnę. Kiedy dokładnie?

W połowie kwietnia. Na ten czas staram się przygotować docelową formę, bo wtedy pobiegnę maraton na olimpijskie minimum. Na razie nie tknąłem jeszcze treningu specjalistycznego, robię tylko rozbiegania i trening w strefie mieszanej, czyli drugie zakresy i dwie delikatne zabawy biegowe. I to z tego nabiegałem wynik na Chomiczówce.

Czyli praktycznie jeszcze z niczego?

Może nie do końca, bo nie oznacza to, że trenuję lekko. Po prostu nie robię jeszcze treningu specjalistycznego. Mój kilometraż wynosi już ponad 200 kilometrów w tygodniu, więc sporo. Ale jest to trening objętościowy, wytrzymałościowy, bez szybkiego biegania. Dopiero teraz pomału będę dorzucał szybsze jednostki, żeby zacząć się rozpędzać.

Formę na połowę kwietnia szykujesz na jaki start? Gdzie będziesz walczył o Tokio?

Na pewno mogę powiedzieć, że wystartuję na 42 km i 195 metrów (śmiech). Jeszcze nie wiem na pewno, gdzie pobiegnę maraton, bo niedawno sytuacja trochę się skomplikowała. Na sto procent wiem tylko, że nie wystartuję w Orlen Warsaw Marathonie (śmiech).Wkrótce podejmę decyzję, ale wielkiej filozofii nie ma. W Polsce nie mamy wtedy szybkiego maratonu.

Pachnie mi tu Wiedniem. Maraton w stolicy Austrii ma szybka trasę, dobrą stawkę zawodników i jest 19 kwietnia, czyli w tym samym terminie, co planowano OWM...

Chyba węszysz w dobrym kierunku (śmiech). Początkowo myślałem o maratonie w Dębnie 5 kwietnia, ale musiałem z niego zrezygnować, bo w tym terminie mamy wojskowe mistrzostwa świata w biegach przełajowych. Wcześniej prawdopodobnie pojedziemy w góry i na maraton wchodzą w grę dwie niedziele: 19 albo 26 kwietnia.

Wiedeń byłby dobrym wyborem, tam kiedyś ustanowiłem aktualną wciąż „życiówkę”, przy czym musi być jeszcze odpowiednia grupa zawodników biegnących na 2:10-2:11, żebym mógł się podłączyć. Jest kilku mocnych Austriaków, jeden z naturalizowanych zawodników biega 2:10, inny 2:11, może więc organizatorzy stworzą pod nich grupę i będę mógł skorzystać z prowadzących „zająców” oraz możliwości wspólnego biegu.

Tokio bardzo siedzi Ci w głowie?

Jak najbardziej! Mój rekord życiowy wynosi 2:11:34, to zaledwie 4 sekundy wolniej niż wskaźnik wymagany na igrzyska. Trochę czasu od tamtej pory wprawdzie minęło („życiówka” Gardzielewskiego pochodzi z 2012 r. - red.), ale cały czas kręcę się w okolicach tego wyniku. Biegam w różnych maratonach po 2:13, jesienią ubiegłego roku uzyskałem tyle na niełatwej trasie podczas Igrzysk Wojskowych w Chinach. Jeśli więc zgra się wszystko i będę miał szczęście do zdrowia i pogody, będzie szansa wywalczyć minimum olimpijskie.

A czujesz, że najszybsze bieganie w życiu jest jeszcze ciągle przed Tobą?

Myślę, że tak. W tej chwili jest cała masa zawodników, którzy prawie do czterdziestki biegają bardzo szybko, a nawet po 40 osiągają najlepsze wyniki. Stajemy się długowieczni, bo inaczej, lepiej podchodzimy do siebie i swego trybu życia, coraz profesjonalniej dbamy o zdrowie, bardziej je szanujemy. Stąd wydaje mi się, że jeszcze przez dobrych kilka lat będzie mnie stać na bieganie na wysokim poziomie.

Wierzę, że skutecznie powalczysz o igrzyska i w lipcu wystartujesz w Tokio, a właściwie w Sapporo, bo tam z powodu bardzo trudnych warunkach atmosferycznych ma być przeniesiony olimpijski maraton. Jak ty się czujesz w takim klimacie? Biegałeś kiedyś maraton w podobnych warunkach?

Startowałem w maratonie w Paramaribo w Surinamie oraz w Rio de Janeiro, w klimacie tropikalnym, mam więc trochę doświadczenia. Warunki w Japonii będą chyba zbliżone: wysoka temperatura i bardzo duża wilgotność. Biega się w nich bardzo ciężko, mój organizm przy długotrwałym, maratońskim wysiłku reaguje nie za dobrze. Ale podobne problemy mają praktycznie wszyscy zawodnicy z naszej strefy. Trzeba by po prostu pokombinować z przygotowaniami, pomyśleć jak się przystosować i lepiej znieść japońskie warunki.

Brytyjczyk Callum Hawkins pokazał na mistrzostwach świata w Dosze, że Europejczyk też może sobie z tym poradzić (zajął czwarte miejsce – red.). Fajnie by było wcześniej przetestować bieganie w tamtejszym klimacie, ale... nie będzie na to czasu. To będzie po prostu „złoty strzał” (śmiech), podejmiemy ryzyko i zobaczymy. Ale najpierw trzeba się zakwalifikować na igrzyska.

Cały czas rozmawiamy o wariancie optymistycznym. A co, jeśli – odpukać – na wiosnę nie uda ci się uzyskać odpowiedniego wyniku i na igrzyska nie pojedziesz? Artur Kozłowski po nieudanym starcie w ubiegłorocznym 41 PZU Maratonie Warszawskim powiedział królewskiemu dystansowi: „basta!” Ty też tak radykalnie podchodzisz do przedolimpijskiej próby?

Ja jeszcze czuję szansę na szybkie bieganie i poprawę najlepszego wyniku w maratonie. Poziom 2:13, na którym jestem ostatnimi czasy, rokuje bardzo dobrze. Tak czy inaczej zostanę więc przy maratonie, jeśli zdrowie dopisze szacuję swoją biegową karierę na jeszcze jakieś 5 lat.

Kwietniowy maraton nie będzie Twoim „być albo nie być” na dystansie 42,195 km?

Na pewno nie! Wiadomo, że poziom kiedyś „siądzie”, ale dopóki będę biegał na odpowiednim, nie ma powodu żeby kończyć. Optymistycznie patrzę w przyszłość, pamiętam, że Grzegorz Gajdus biegał najszybciej w wieku 36 lat, Heniu Szost ma już 38, Marcin Chabowski jest moim rówieśnikiem... Wszystko więc, mam nadzieję, przede mną!

To tego Ci życzymy i powodzenia w walce o igrzyska!

Dziękuję bardzo!

Rozmawiał Piotr Falkowski


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce