"Trening z Tomaszem Lewandowskim zmienił wszystko!" Patrycja Wyciszkiewicz, wicemistrzyni świata w sztafecie 4x400 m


Opublikowane w śr., 09/10/2019 - 20:35

Patrycja Wyciszkiewicz to jeden z „Aniołków Matusińskiego”. 25-letnia biegaczka z Wielkopolski z przytupem wróciła do składu sztafety 4x400 metrów, w której w ubiegłym roku zdobyła wicemistrzostwo świata w hali oraz złoty medal Mistrzostw Europy w Berlinie. Borykała się z kontuzjami, ostatnio jej miejsce w składzie zajęła Anna Kiełbasińska.

W minionym tygodniu na MŚ w Dosze pobiegła w eliminacjach i zrobiła to tak znakomicie, że trener Aleksander Matusiński postawił na nią także w biegu finałowym. Tam, na drugiej zmianie – odpaliła prawdziwą petardę!

Według oficjalnego pomiaru IAAF, Patrycja Wyciszkiewicz przebiegła okrążenie Stadionu Kalifa w 49,7 sekundy! Tak szybko nie biegała w Polsce żadna sprinterka od lat 70, od czasów legendarnej Ireny Szewińskiej! Wydatnie przyczyniła się do tego, że polska sztafeta wróciła do kraju jako wicemistrzynie świata!

Rozmowy z biegaczką AZS Poznań nie mogłem zatem zacząć od niczego innego i pytania, czy spodziewała się tak rewelacyjnego występu.

Wiem, że pobiegłam bardzo dobrze, zresztą na całych mistrzostwach biegało mi się świetnie. Idealnie trafiliśmy z Tomaszem Lewandowskim, który jest moim indywidualnym trenerem, z formą na zawody w Katarze, bardzo mu jestem za to wdzięczna. Uzyskałam bardzo dobry wynik, ale wiadomo, że 49,70 sek. uzyskałam na zmianie lotnej, co nie równa się takiemu samemu czasowi w biegu z bloków startowych.

A ile trzeba dodać do wyniku ze startu lotnego, żeby porównać to ze startem z bloków?

Plus minus 7 dziesiątych sekundy, co i tak daje wynik w granicach 50 i pół sekundy, a to by był dla mnie rewelacyjny rezultat (rekord życiowy Wyciszkiewicz to 51,31 sek. - red.). Ja wierzę w to, że jeżeli zdrowie pozwoli (bo cały czas mam różne kłopoty zdrowotne) zacznę w końcu szybko biegać. Jestem zdeterminowana do treningu i ciężkiej pracy po to, żeby później cieszyć się z rekordów życiowych.

Skąd ta eksplozja formy akurat w Dosze?

Na sierpniowych mistrzostwach Polski w Radomiu poszło mi nie do końca tak jak oczekiwałam (Patrycja Wyciszkiewicz zajęła 5 miejsce w biegu na 400 m z czasem 53,38 sek. - red.), ale wiedziałam, że w Dosze będę w bardzo dobrej formie. Trener tak wszystko zaplanował, żebym odpaliła petardę właśnie tam.

Nie było nawet iskierki niepewności, że coś jest nie tak?

Przed MP podupadłam na zdrowiu i głównie dlatego słabiej wypadłam w Radomiu. Ale wiedziałam, że mistrzostwa kraju są tylko przystankiem przed MŚ w Katarze. Do końca wierzyłam, że zdążę zrobić minimum na start indywidualny. Nie udało się, ale trener kadrowy Aleksander Matusiński dostrzegł formę, którą wypracowaliśmy z trenerem Lewandowskim i pozwolił mi biegać w Dosze w eliminacjach sztafety. To zaowocowało tak dobrym wynikiem na zmianie.

Byłaś pewna, że w eliminacjach sztafety staniesz na bieżni?

Nie. To się decydowało do ostatniej chwili. Wiedziałam tylko, że trener Matusiński będzie chciał jak najbardziej oszczędzić siły dziewczyn, które biegały w finale indywidualnym (Iga Baumgart-Witan i Justyna Święty-Ersetic – red.), ale kto pobiegnie: ja czy Ania Kiełbasińska, Ola Gaworska czy nawet Asia Linkiewicz, długo nie było wiadomo. Dowiedziałam się dzień wcześniej, że pobiegnę w eliminacjach. Świetnie wyglądałam treningowo, byłam bardzo szybka na sprawdzianie, który trener zorganizował, moja dyspozycja rosła i cieszę się, że zostało to dostrzeżone. (czytaj dalej)

Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce