Udany powrót Łódzkich Biegów Górskich [ZDJĘCIA]


Ubiegłej zimy łódzka ekipa UKS Orientuś, jednego z najsilniejszych polskich klubów biegów na orientację, zadebiutowała z cyklem biegów bez mapy i kompasu. Na lokalizację Łódzkich Biegów Górskich wybrano Las Łagiewnicki. Podobno największy w Europie miejski kompleks leśny, pełen większych i mniejszych górek, znany jest chyba prawie wszystkim łódzkim biegaczom.

W niedzielę 25 listopada Łódzkie Biegi Górskie powróciły do Łagiewnik. Bazą zawodów pozostała Szkoła Podstawowa nr 61 przy ul. Okólnej 183, jednak trasa uległa zmianie. Start i meta zostały ze środka lasu przeniesione pod samą szkołę. Trzy największe podbiegi są wciąż te same, natomiast najbardziej stromy zbieg stał się... czwartym podbiegiem. Leśną pętlę znów można pokonywać jedno- lub dwukrotnie, co wraz z dobiegiem od startu i do mety daje dystans odpowiednio 6,6 lub 10,5 km, z sumami podbiegów 140 i 220 metrów.

Największą górą na trasie jest – nomen omen – Podbieg Orientusia, o długości ponad 400 m i około 40-metrowym przewyższeniu. Jego rzeczywiste nachylenie jest dużo większe, niż by wynikało z tych liczb – pośrodku ma niewielką hopkę z dołkiem, by pod koniec znów stanąć dęba. Jego nazwa wzięła się stąd, że biegacze UKS Orientuś urządzają sobie na nim czasówki pod górę.

W pierwszej odsłonie tegorocznego cyklu na krótszym dystansie wygrał Sebastian Duszyński z Rawy Mazowieckiej (25:38) przed Piotrem Rzeńcą z UKS Orientuś (26:07) i Robertem Filipiakiem z K.S. Cel Ironman (26:53). Damskim podium niepodzielnie zawładnęły zawodniczki Orientusia: Weronika Fortuniak (31:20), Natasza Nikitczenko (33:24) i Wiktoria Doreń (34:23).

Drugi najszybszy czas wśród pań miała jednak Joanna Spułtowska (33:02), która wystartowała pięć minut później w grupie biegaczy z psami. Byli oni klasyfikowani oddzielnie. Pobiegła ona wraz z mężem Pawłem i synem Adamem i trójką psiaków ze schroniska Medor w Zgierzu, w ramach akcji Bieg na 6 Łap. Dla jej kudłatego towarzysza Rufusa był to pierwszy występ na biegowych zawodach. Jak widać, okazał się bardzo szybkim psem wyścigowym.

– Nigdy tu wcześniej nie biegałem, w dodatku wracam po wielomiesięcznej kontuzji kolana, więc tym bardziej cieszę się ze zwycięstwa – powiedział na mecie Sebastian Duszyński. – Chciałem wykorzystać ten bieg treningowo, zgodnie z zasadą, że nawet najgorszy start jest najlepszym treningiem... a jak widać wyszło wcale nie najgorzej, chociaż zupełnie nie spodziewałem się, że wygram. Trasa jest bardzo ciekawa, wymusza interwałowy wysiłek.

Warto dodać, że Sebastian jest znakomitym specjalistą od biegów wojskowych, w pełnym umundurowaniu i z obciążeniem. Do jego największych sukcesów zaliczyć można m.in. 5. miejsce w słynnym Maratonie Komandosa w Lublińcu w 2016 roku i 2. w tegorocznym Ćwierćmaratonie Komandosa w Czarnem na Pomorzu.

– Nowa trasa jest według mnie cięższa – stwierdził drugi na mecie Piotr Rzeńca z ekipy organizatorów – a ten nowy, ostatni podbieg zabija. Kiedy wydaje się, że już koniec, na górze wyrasta jeszcze dodatkowa ścianka. W następnym biegu spróbuję powalczyć o zwycięstwo.

– Fajnie, że jest ten jeden podbieg więcej – cieszyła się zwyciężczyni Weronika Fortuniak – dzięki temu trasa jest bardziej wymagająca. Chyba wolę ją w tej wersji, niż ubiegłoroczną. Długo biegłyśmy razem z Nataszą, potem się rozdzieliłyśmy. – Na podbiegach umierałam – dodała Ukrainka z Kijowa, która od czterech lat mieszka w Łodzi – ale udawało mi się nadrabiać na zbiegach. Cieszę się, że wygrała koleżanka z mojej ukochanej drużyny. W zeszłym roku zabrakło mi jednego startu do klasyfikacji w całym cyklu, teraz zamierzam to nadrobić.

W biegu na dłuższym dystansie daleko w pobitym polu zostawił rywali Maurycy Oleksiewicz z Szakali Bałut i Trucht.com (40:43) – do niedawna czołowy łódzki biegacz uliczny, który ostatnio zajmuje czołowe miejsca w biegach górskich. Z prawie dwuminutową stratą przybiegł inny łodzianin Michał Stawski z Trucht.com (42:32), a podium dopełnił Damian Lemański z Rąbienia (42:50). Wśród pań również zwyciężyła znana górska biegaczka – Tamara Mieloch z Podkowy Leśnej, reprezentująca Kingrunner Ultra Team (48:13), przed Dominiką Wiechą z Orientusia (50:30) i Edytą Bartelą z łódzkiego Dzik Komanda (51:32).

Pełne wyniki obu dystansów oraz biegu z psami na krótszym dystansie można zobaczyć TUTAJ.

– Mój partner z Biegu Rzeźnika nie dał mi żadnych szans – opowiadał o Maurycym Michał Stawski – jest dużo bardziej do przodu z treningami. Ja dopiero zaczynam na nowo mocniej biegać, potrzebuję ze dwóch miesięcy, żeby dojść do lepszej formy. Ta nowa trasa ma według mnie podobny poziom trudności, ale jest ciekawsza. Zaskoczyło mnie, że na ten dawny zbieg tym razem trzeba było się wdrapać!

– Miesiąc temu zakończyłem krótkie, dwutygodniowe roztrenowanie – powiedział zwycięzca. – Niedawno poleciałem warszawski Bieg Niepodległości. Chociaż rzadko ostatnio biegam na asfalcie, to 35 minut pękło, jakaś pamięć mięśniowa jest. Dziś mam mały niedosyt, że zabrakło tych kilkudziesięciu sekund do złamania czterdziestki na tej trasie. Może się uda za miesiąc, bo to chyba jest dla mnie do zrobienia, jak nie będzie błota ani śniegu. A na razie oby to było dobre przetarcie przed czekającym mnie za tydzień PółLeśnikiem w Beskidzie Śląskim – będzie paru mocnych zawodników, oby była ciekawa rywalizacja.

– Do drugiego miejsca zabrakło minuty – opowiadała Edyta Bartela – ale Dominika mnie pocisnęła na tej ostatniej górce, więc jej się należało. Co do nowej trasy, to zdecydowanie ją wolę, bo jest pół kilometra po płaskim, gdzie mogę nadrobić. Wolę również podbiegi od zbiegów, więc to „odwrócenie” ostatniej góry też mi odpowiada.

O przyczynach zmian organizacyjnych opowiedział nam prezes Orientusia Łukasz Charuba. – Po pierwszej edycji przeprowadziliśmy wśród zawodników ankietę - powiedział. Przedstawiony w niej nasz pomysł na zmianę trasy spotkał się z ich uznaniem. Szczególnie to, by start i meta były w bardziej atrakcyjnym miejscu, przy szkole i autobusowej krańcówce, a jednocześnie by było jeszcze więcej gór. Niektórzy mówili, że zeszłoroczne dalekie dojście na start i powrót na metę były trochę uciążliwe, więc wyszliśmy im naprzeciw. Inni jednak już po ogłoszeniu wyników żałowali, że zlikwidowaliśmy najfajniejszy zbieg. Rzeczywiście ta nowa góra niejednemu przysporzy wiele trudności. Jeśli ta trasa się ludziom spodoba, to zostawimy ją też na przyszły rok. Dziś pogoda jest znakomita do biegania, ale czekamy na śnieg. Z ubiegłorocznych odsłon dwie były prawdziwie zimowe. Zobaczymy, jak będzie w tym roku – zakończył organizator.

Kolejne biegi zostaną rozegrane 16 grudnia, 20 stycznia, 10 lutego i 17 marca, wszystkie o 11:00. Do bycia sklasyfikowanym w całym cyklu potrzeba trzech startów. Strona organizatorów: http://gorywlodzi.pl/

KW


Polecamy również:


Podziel się: