„Ultra jest we mnie” - Przemek Stupnowicz, rekordzista Polski w biegu 12-godzinnym U23


Opublikowane w pt., 22/06/2018 - 09:24

Przemysław Stupnowicz, trener i propagator nordic walking, utytułowany chodziarz a od niedawna także rekordzista Polski w biegu 12-godzinnym w kategorii do 23 lat. Swój czas dzieli między bieganie i marsze z kijami. Na koncie ma ponad 300 startów i kilka zaskakujących tytułów. Jest między innymi Mistrzem Polski Lekarzy i Techników Weterynarii. Na co dzień pracuje w korporacji i trenuje. Stawia sobie jasne cele…

Gdybyś miał opowiedzieć o sobie…

Przemysław Stupnowicz, sportowiec amator z Łodzi, lat 23. Na co dzień pracuję w korporacji, trenuję, prowadzę zajęcia z zakresu nordic walking i spełniam swoje marzenia.

Treściwie. Jak zaczęła się Twoja przygoda ze sportem?

Ze sportem związałem się na początku 2011 rok i już po kilku miesiącach, we wrześniu, wystartowałem w pierwszych zawodach. Był to bieg na 10 km w Tomaszowie Mazowieckim. Biegać postanowiłem celem poprawy kondycji, bo grałem w piłkę nożną. Po niedługim czasie piłka odeszła w zapomnienie a ja już tylko biegałem. Potem dołączyłem nordic walking. Jestem zawodnikiem drużyny Epoka Nordica Łódź. Bieganie i nordic walking to moje dwie pasje.

Równorzędne czy jednak któraś jest bliższa sercu?

Obecnie zdecydowanie bieganie. Przy trenowaniu oby dyscyplin, ani w jednej, ani w drugiej nie byłem na takim poziomie, jakim chciałem. Dlatego po kilku latach sukcesów w nordic walking postanowiłem skupić się tylko na bieganiu i to zaprocentowało. W nordic walking zrobiłem sporo na imprezach typu Puchar Polski. Startowałem w półmaratonach i maratonach, gdzie zawsze udawało się zajmować czołowe lokaty.

Zaspokoiłeś swoje ambicje? Nie ma już nic, co chciałbyś osiągnąć w nordic walking?

Jedyne, co jeszcze kusi mnie w nordicu, to złamanie 5 godzin w maratonie. Najlepszy mój czas z Mistrzostw Polski z Osielska to 5:00:14, więc niewiele brakowało. Kiedyś powalczę z kijami na dystansie 42.195 km. Na ten moment prowadzę treningi. To bardzo mnie cieszy i całkowicie wystarcza.

Dlaczego wybrałeś akurat biegi ultra i to w takiej formie? Dlaczego nie maratony, biegi górskie albo cokolwiek innego?

Zawsze marzyłem, żeby biegać coraz więcej i więcej. Stąd duża liczba maratonów, biegów 6 czy 12 godzinnych i innych ultra. Zwyczajnie czuję, że to coś dla mnie. Biegi na krótszych dystansach też mają w sobie coś fajnego i chętnie je biegam, ale jednak ultra jest we mnie. Co do biegów górskich, to na ten moment nie widzę się w nich. Planuje sprawdzić się w tym roku w biegu 24 godzinnym i, jak do tej pory, biegać sporo maratonów i krótkich ultra. To mój cel. Byle zdrowie dopisywało, a o resztę zadbam.

„Biegać sporo maratonów i krótkich ultra”? Ile masz ich na koncie?

Trudno teraz policzyć dokładnie. W samych przygotowaniach do Dąbrowy, w tym roku wyszło 6 maratonów i 3 ultra. Na pewno wiem, że od kwietnia 2017, czyli w ciągu trochę ponad roku, Dąbrowa była startem nr. 21.

Jechałeś tam na Ultramaraton DG24h z myślą o rekordzie? Taki był cel?

Pierwszy raz o rekordzie pomyślałem przed startem w Rudzie Śląskiej 28 kwietnia. Tam jednak udało się nabiegać tylko 103,2 km. Do Dąbrowy pięć tygodni później jechałem z wiedzą na co nie tracić czasu podczas biegu i, przede wszystkim, z serwisantami, dzięki którym wybiegałem 112,750 km. Nie sądziłem, że po Rudzie i dwóch maratonach po drodze będę odpowiednio wypoczęty i gotowy, ale wszystko poszło dobrze i nabiegałem wymarzony wynik. Podziękowania należą się w tym miejscu Marcinowi i Kasi z supportu, wszystkim kibicującym i wspierającym moją osobę oraz Michałowi, z którym trenowałem.

Jakie jest Twoje największe marzenie?

Największym marzeniem jest w zdrowiu i rozsądku sprawdzać swoje siły na coraz dłuższych biegach. Chodzi po głowie bieg 48 godzinny… No i chciałbym wejść do Klubu 100 Maratonów.

Trzymamy zatem kciuki. Powodzenia!

Rozmawiała KM


Polecamy również:


Podziel się: