Wave light – rekordowa przyszłość na bieżni? [WIDEO]


Opublikowane w wt., 09/07/2019 - 13:39

Jest jeszcze zbyt wcześnie, aby ogłaszać koniec „ery pacemakerów”, ale być może jesteśmy świadkami przełomu. Upowszechnia się bowiem technologia, która w dyktowaniu idealnego tempa – jak to technologia – eliminuje niedoskonały czynnik ludzki.

Śledzący zmagania Pucharu Europy na 10 000 m w Londynie zwrócili zapewne uwagę na podświetlany krawężnik wokół bieżni, za którym podążali zawodnicy. To system „Wave light”, którego rolą jest precyzyjne dyktowanie tempa biegu - z dokładnością co do milisekundy – i pomaganie w określaniu dystansu dzielącego czołówkę od założonego wyniku.

Niby nic wielkiego, or kilkaset światełek zapalających się jedna po drugiej w określonym czasie, ale „Wave light” daje to duże pole do działania organizatorom mityngów i samym zawodnikom. System może wskazywać rekord mityngu, kraju, kontynentu czy świata, a kibice jak na dłoni widzą, czy zawodnik lub zawodniczka, mają szansę na poprawę tego wyniku. Bez konieczności dokładnego obserwowania poczynań samego pacemakera, który może zawieść.

Oczywiście za plecami tego elektronicznego zająca nikt schowa się żaden zawodnik, nie osłoni od wiatru. Z drugiej strony, nikt nie będzie marudził, że biegł on za szybko lub za wolno.

Zdaniem Pauliny Kaczyńskiej, która podczas Pucharu Europy w Londynie zajęła 16. miejsce z życiówką 32:50.16, kontakt z nową technologią wypadł bardzo pomyślnie. Zawodniczka uważa, że taki system sprawdziłby się na mityngach Diamentowej Ligi, ale niekoniecznie w zastępstwie, a uzupełnieniu pracy pacemakerów.

- Muszę przyznać, że technologię jaką wykorzystali Brytyjczycy spisała się znakomicie. W skrócie, zające miały zająca. Dzięki technologii pacemakerzy nie musieli spoglądać co chwilę na zegarek, a tempo dyktowane przez system było idealne. Zawodnicy i zające wpasowali się w rytm migających zielonych światełek, które według mnie, pomagały. Dzięki tej technologi zawodnicy byli pewni, że zając, jak to zazwyczaj bywa, nie przeszarżuje na początku biegu - mówi mistrzyni Polski na 10 000 m.

Podobne zdanie ma mistrz kraju na 10 000m Krystian Zalewski. On również startował w Londynie. 

- I ja z tą technologią spotkałem się pierwszy raz. Na pewno jest pomocna gdy biegnie z nami zając, który ma dyktować tempo. Aby nie ruszył za mocno. Uważam jednak, że nadal będą potrzebni "standardowi" pacemakerzy - zaznacza Krystian.

Pierwszy raz system „Wave light” użyty został rok temu podczas mityngu w holenderskim Hengelo. W tym roku własny rekord Europy miała tam pobić Sifan Hassan (14:22.34). Ostatecznie nie udało się jej dogonić uciekających światełek i finiszowała z czasem 14:38.54.

Według holenderskiego producenta systemu, urządzenie jest łatwe w instalacji i obsłudze. W specjalną pokrywę wbudowanych jest 400 lamp LED, mogących świecić różnymi kolorami, wedle upodobania organizatora czy zawodników. Urządzenie jestem połączone z pistoletem startowym, a co za tym idzie - precyzyjne. Opcjonalnie można odpalić nawet cztery kolory lamp i śledzić cztery różne czasy - rekordy kraju, najlepszy wynik na światowych listach itd. Sam kolor światła jest sterowany ręcznie, ale może się też automatycznie dopasować do warunków otoczenia.

Przypomnijmy, że również podczas projektu #Breaking2 i próby złamania dwóch godzin w maratonie użyto laserowego znacznika, który miał dyktować tempo pacemakerom Eliuda Kipchoge i spółki.

RZ


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce