Więcej przełaju w przełaju. Bieg i Marsz Powstańca w Dobrej [ZDJĘCIA]


Opublikowane w ndz., 24/02/2019 - 20:16

Podłódzka wieś Dobra znana jest z bitwy z rosyjskimi zaborcami, która rozegrała się tu podczas Powstania Styczniowego w 1863 roku. Od kilku lat część obchodów jej rocznicy odbywa się na sportowo, za sprawą miejscowego Klubu Biegowego „Powstaniec”. W niedzielę 24 lutego po raz siódmy jego członkowie zorganizowali Bieg Powstańca na 10 km, a także marsz nordic walking (6,5 km), który odbył się szósty raz. Między startem kijkarzy i biegaczy rozegrano biegi dzieci w trzech kategoriach wiekowych.

Trasy marszu i biegu przebiegają malowniczymi terenami Wzniesień Łódzkich, więc płasko nie mogło być. Impreza od początku jest z założenia przełajowa, lecz w tym roku organizatorzy postanowili jeszcze bardziej ograniczyć asfalt, w zamian dokładając więcej terenu i dodatkowy podbieg. Trasa już kilka razy ulegała zmianom, lecz ta edycja została okrzykniętą najtrudniejszą w historii biegu – może z wyjątkiem pierwszej, o której później. Było tak mimo korzystnej pogody (przymrozek, bez opadów, lekki wiatr) i na ogół suchego podłoża. Potwierdzają to czasy zwycięzców – wyraźnie wolniejsze, niż w kilku poprzednich latach, przy takim samym dystansie.

Z tych zmian ucieszyli się kijkarze, którzy wystartowali o 10:00 na trasę wydłużoną o pół kilometra. Kijki do NW w końcu nie są stworzone do dziobania asfaltu. Wygrał Sławomir Kacprzak (39:07), do końca goniony przez Wojciecha Kolasę (39:20). Obydwaj zyskali większą przewagę nad trzecim Marcinem Radomskim (40:27). Pierwsza z pań i szósta w open była żona Wojtka, Joanna Balcerak-Kolasa (43:31), wyprzedzając Małgorzatę Cyrulewską (44:31) i Annę Ścibut (45:09). W marszu wzięła udział rekordowa ilość 92 zawodników. Pełne wyniki można zobaczyć TUTAJ.

– Cieszę się z tego zwycięstwa tym bardziej, że udało mi się wygrać trzeci raz z rzędu – opowiadał Sławek Kacprzak. – Błota prawie nie było, ale dzięki górkom się zrobiło ciekawie, no i Wojtek mnie cały czas gonił. – Ze Sławkiem nie miałem szans – dodał jego główny rywal. – Trzymałem się z nim na początku, ale jak mi uciekł na pierwszym podejściu, to już nie dałem rady zniwelować dystansu.

W samo południe wystartowaliśmy na trasę biegu. Z siedmiu edycji opuściłem tylko zeszłoroczną. O zmianach trasy dowiedziałem się tuż przed startem. Zamiast półtora kilometra asfaltu, prawie od razu skręciliśmy w gruntową, wiejską drogę. Świadomy braku formy, trzymałem się gdzieś w połowie stawki. Pierwszy kilometr, choć lekko pod górę, wszedł poniżej pięciu minut, później musiałem się trochę uspokoić. Przed półmetkiem pierwszy długi podbieg z bardziej stromą końćówką, znany z poprzednich edycji zbieg, a następnie w bonusie dodatkowa górka, której wcześniej nie było. Pod górę dyszałem jak pies, w dół jak zwykle zyskiwałem.

Na półmetku 26 minut, a tu jeszcze czekał największy podbieg. Zamiast tradycyjnej wersji po zniszczonym asfalcie, tym razem trasę poprowadzono równoległą do niego leśną dróżką, znaną mi z treningów. Było zdecydowanie ciekawiej. Tuż przed wbiegnięciem na nią wyprzedziła mnie dziewczyna w pomarańczowej koszulce. Niewiele myśląc usiadłem jej na ogonie, zostawiając za sobą kolejnych współzawodników na podbiegu.

Ze szczytu górki prowadził najdłuższy asfaltowy odcinek, zakończony agrafką dla uzyskania równej dychy. Pomarańczka cały czas trzymała mocne tempo, a mi nie pozostawało nic innego, jak zacisnąc zęby. To optymistyczne, że znów byłem w stanie biec po 4:40-4:50 na km. Kiedy wróciliśmy na gruntową drogę przed znaczkiem 9 km, wyskoczyłem przed nią, podziękowałem jej i zachęciłem do trzymania się za mną. Na zbiegu wrzuciłem najwyższy bieg, wyprzedziłem jeszcze kilkoro współzawodników i wpadłem na kreskę z 50:37 netto. Lepiej, niż się spodziewałem.

Pomarańczowa Renata dobiegła chwilę za mną. – Odegrałam się za poprzedni raz – cieszyła się – bo ostatnio miałam tu znacznie słabszy czas.

Bieg zdominowała drużyna Reebok Run Crew LDZ, która zgarnęła oba najwyższe stopnie pudła. Zwyciężyli jej przedstawiciele: Michał Adamkiewicz (36:27) i Anna Matusiak (45:32). Podium dopełnili: Artur Kamiński (36:40) i Krzysztof Krygier (37:38) oraz Klaudia Klik (47:04) i Aneta Goździk-Zaręba (48:02). Bieg ukończyło 297 osób. Pełne wyniki można zobaczyć TUTAJ.

– Pierwszy raz wystartowałam w Dobrej – przyznała zwyciężczyni. – To miał być trening, tym bardziej, że tuż przed startem miałam przedłużoną, pięciokilometrową rozgrzewkę, a na mecie nie czułam się specjalnie zmęczona. To część moich przygotowań do łódzkiego maratonu, gdzie chcę złamać trzy i pół godziny. Tej trasy zupełnie nie znałam, ale słyszałam od innych biegaczy, że jest dosyć ciężka, i to się sprawdziło. Myślę, że wrócę tu za rok.

Najszybszy z panów Michał nie pamiętał już dokładnie, czy wystartował tu trzeci, czy może czwarty raz. – Jednak dopiero pierwszy raz się udało wygrać – cieszył się. – Walka była do samego końca, bo najbliższy rywal nie odpuszczał i stracił do mnie tylko 13 sekund. Wcześniej trzymaliśmy się razem do około czwartego kilometra. Musiałem w to zwycięstwo włożyć sporo wysiłku, ale dzięki temu lepiej ono smakuje.

Znakomite 13. miejsce zajął weteran Biegu Powstańca Wojciech Zalasa, który zaliczył wszystkie jego edycje oprócz pierwszej. – Trasa była ciekawa, wymagająca, z paroma podbiegami, trochę wiało, na szczęście błota nie było. Czy lepsza? Zależy, co kto lubi. Wcześniej bywało więcej asfaltu, co mi trochę bardziej odpowiadało, więc teraz było mi trudniej.

Niektórzy wspominali właśnie tę pierwszą odsłonę z 2013 roku, kiedy po wielodniowych, intensywnych opadach śniegu dzień przed biegiem przyszła odwilż i cała śnieżna masa zaczęła się topić. Jej uczestnicy do dziś pamiętają przedzieranie się przez głęboką, grząską breję. Wtedy też uzyskałem proporcjonalnie najlepszy wynik na tle stawki współzawodników, bo dla mnie im trudniej, tym lepiej. Może za rok znów w Dobrej będzie ekstremalnie? Przyjedziemy, zobaczymy…

KW


Polecamy również:


Podziel się: