Wings for Life World Run 2018: Sukcesy Polaków w RPA i Australii, ale bez globalnego podium. Druga wygrana wózkarza [ZDJĘCIA]


Opublikowane w ndz., 06/05/2018 - 18:21

Przyzwyczajeni do sukcesów w ostatnich edycjach „światowego biegu” ostrzyliśmy zęby na kolejne zaszczyty dla Biało-Czerwonych w tej imprezie. Podium tym razem nie było, były za to dobre biegi i dobre miejsca naszych zawodników w rankingu globalnym. Wygrał po raz drugi z rzędu zawodnik na wózku ręcznym. Przewaga, z jaką to zrobił każe jeszcze mocniej zastanowić się nad sensownością rywalizacji wózkarzy i biegaczy w tej samej kategorii.

Ale po kolei...

Dokładnie 102 862 osoby w 12 miastach na świecie i kilkuset kolejnych lokalizacjach wirtualnych, zgłosiło się do piątej edycji biegu Wings for Life World Run, biegu, którego celem jest zbieranie funduszy na badania nad uszkodzeniami rdzenia kręgowego; wszystkie opłaty startowe są przeznaczane na ten właśnie cel. Ostatecznie wystartowało kilkanaście tysięcy osób mnie - 75 701 osób odnotowanych w systemie biegu. Poznań po raz kolejny stał się jedną z największych lokalizacji biegu, z piątą frekwencją w ujęciu globalnym (8 120 osób zgłoszeń, 7 193 osoby na starcie). Z telefonami biegano m.in. w Ustroniu, Białymstoku i Kaletach.

W stolicy Wielkopolski zmianie uległa lokalizacja miasteczka biegowego (przeniesione znad Malty do Międzynarodowych Targów Poznańskich) i trasa biegu, poprowadzona w odwrotnym kierunku względem lat ubiegłych. Reguły gry pozostały niezmienne - biegacze ruszyli przed siebie o godz. 13:00. Po 30 minutach na trasę wyjechał samochód meta - z początkową prędkością 15 km/h. W miarę upływu czasu przyspieszał do 16, 17, 20 km/h i ostatecznie do 35 km/h.

Gwiazdy kontuzjowane lub zapracowane

Polskie gwiazdy WfLWR - Bartosz Olszewski i Dominika Stelmach - wybrały na ten rok zagraniczne starty. Bartosz - najlepszy biegacz ubiegłorocznej edycji w ujęciu globalnym z wynikiem 88 km (lepszy był tylko zawodnik na wózku Aron Andersson – 92 km, który tym razem rywalizował w Sunrise na Florydzie) - wybrał się do Rio de Janeiro, niemniej ze względu na kontuzję tylko rekreacyjnie; przemaszerował 3,76 km. Dominika - globalna zwyciężczyni WfLWR sprzed roku, pobiegła w Pretorii w RPA. Tomasz Walerowicz - triumfator dwóch ostatnich edycji biegu w Poznaniu, kilka miesięcy wcześniej ogłosił zakończenie biegowej kariery; postawił na karierę zawodową i rodzinę.

W globalnej stawce zabrakło też m.in. znakomitego Włocha Georgio Calcaterry czy nieprzewidywalnego Kolumbijczyka Huamana Remigio Quispe. Z kolei zwycięzca edycji 2014 i 2015 Lemawork Ketema pobiegł rekreacyjnie w Wiedniu, pchając wózek inwalidzki.

Dla jednych piątka, dla innych maraton...

Pierwsze godziny biegu to tradycyjnie święto amatorów – jedni pokonywali symboliczny odcinek kilkuset metrów, inni kończyli zmagania na zaplanowanym wcześniej dystansie 5 czy 10 km. Jeszcze inni walczyli do upadłego by nie dać się połknąć samochodowi - mecie (w Polsce prowadził go ponownie Adam Małysz).

Po godzinie biegu w Poznaniu rywalizowało jeszcze 6 160 z 7 193 osób, a stawkę prowadzili Marcin Kęsy i Iwona Maciąg. Na świecie, na oficjalnych trasach i za pośrednictwem aplikacji – biegło wówczas 76 881 osób. Pierwszym liderem został czarnoskóry Admire Muzopambwa, biegnący w Pretorii w RPA.

Warunki do biegania na świecie były skrajnie różne – od 9 stopni w ekwadorskim Quito, położonym na wysokości 2800m n.p.m., przez 14 stopni Celsjusza i nocną porę rywalizacji w Melbourne, po 34 stopnie w Indiach, gdzie biegano za pośrednictwem aplikacji. W Poznaniu temperatura oscylowała wokół 20 kreski na termometrze.

Maratończycy w natarciu

Po 90 minutach biegu i ok. 17 kilometrach pokonanych przez samochód metę, stawkę w Poznaniu prowadzili maratończycy Wojciech Kopeć (kolejny start w imprezie, w 2015 r. uzyskał dystans ponad 61 km) i Wioletta Paduszyńska (zwyciężczyni m.in. 35. Toruń Marathonu). Po wielkopolskiej trasie biegło wtedy już tylko 3 742 zawodników, pozostali odbierali już medale w miasteczku biegowym na terenie MTP.

Na świecie liderem był wciąż Admire Muzopambwa. W Pretorii doskonale poczynała sobie Dominika Stelmach, która prowadziła na tym etapie rywalizację kobiet w tej lokalizacji. Polka, która przygotowuje się do startu w Comrades Marathon potraktowała start w RPA (na wysokości 1300 m n.p.m) jako swoisty rekonesans przed docelową imprezą. Niemniej chciała walczyć o pełną stawkę (założyła bieg na tempo ok. 4 min. / km i wynik zbliżony do ubiegłorocznego – 68,21 km).

Skala trudności biegu sukcesywnie rosła – zmęczenie się nawarstwiało, samochód meta przyspieszał.

Po dwóch godzinach biegu i 24 km pokonanych przez „catchar car”, w rywalizacji pozostawało już tylko 5 800 osób na całym świecie (wliczając aplikacje mobilne), w tym nieco ponad tysiąc w Poznaniu. W Polsce prowadzili wspólnie Wojciech Kopeć i Dariusz Nożyński, wicemistrz WfLWR Poznań z ubiegłego roku, a w biegu pań Wioletta Paduszyńska. Na świecie liderem był wciąż Admire Muzopambwa (piąte miejsce zajmował wózkarz Aron Anderson) i Vera Nunes, biegnąca w Niemczech (trzecia zawodniczka ubiegłorocznej edycji globalnie). Dominika Stelmach plasowała się w tamtym momencie w ścisłej czołówce (strata ok. 2,5 km do Portugalki wg danych organizatora).

Ultraściana

Po 2,5 h rywalizacji na trasie walczyło jeszcze nieco ponad dwa tysiące zawodników na całym świecie. W Poznaniu już tylko 338 osób. Świetną dyspozycję prezentowały Dominika Stelmach i Wioletta Paduszyńska, plasując się w „top 5” biegu w ujęciu globalnym! Samochód meta jechał już z prędkością 17 km/h.

Po 2 godzinach i 40 minutach zmienił się lider w Polsce. Wojciech Kopeć oddał prowadzenie Dariuszowi Nożyńskiemu, który w asyście rowerzystów organizatora powoli zbliżał się do dystansu maratonu. Zmienił się też lider na świecie – na czoło stawki wysforował się obrońca tytułu globalnego zwycięzcy, wózkarz Aron Anderson. Rywalizację kobiet prowadziła Portugalka Vera Nunes.

W trzecią godzinę „światowego biegu” biegu wkroczyło już tylko 552 biegaczy na całym świecie (wliczając aplikacje mobilne). Na tym etapie rywalizacji liczniki samochodu mety pokazywały już dystans 39 km. Liderzy globalnej rywalizacji byli jednak o wiele dalej – Aron Anderson na 51. kilometrze, Vera Nunes na 46. kilometrze. Polscy liderzy biegu plasowali się na 7-8 miejscu w globalnym rankingu, z dorobkiem ok. 43 km (Stelmach i Paduszyńska) oraz 48 km (Nożyński).

W międzyczasie na prowadzenie biegu w Melbourne wyszedł... Jacek Cieluszecki, ultramaratończyk, zwycięzca WfLWR 2017 w Cambridge, zamieszkały na stałe w Wielkiej Brytanii. Ze wszystkich liderów miał najbardziej korzystne warunki biegu – ok. 10 stopni Celsjusza i gwiazdy nad głową.

Znamienny uśmiech

Po 3,5 godzinie biegu przed samochodem metą uciekało już tylko 128 osób na całym świecie, w tym 18 w Poznaniu (wg. systemu organizatora).

Po 3 godzinach i 33 minutach, po pokonaniu 48,9 km swoją metę znalazła Wioletta Paduszyńska, zostając zwyciężczynią poznańskiej edycji Wings for Life World Run 2018, i jak się później okazało – dziewiątą zawodniczką imprezy w ujęciu globalnym. Na spotkanie z Adamem Małyszem tylko się uśmiechnęła. Mistrz z Wisły... musiał jechać dalej. Na trasie w stronę komorowa zmierzało jeszcze 14 Polaków, prowadzonych przez Dariusza Nożyńskiego.

Sto metrów od sławy

Po 3 godzinach i 37 minutach „catcher car” dogonił Dominikę Stelmach. Polka wygrała rywalizację w Pretorii z wynikiem 49,42 km, ale na jej twarzy widać było niedosyt. Dominika zajęła czwarte miejsce w globalnym rankingu – do podium zabrakło ponad 4 km.

Korespondencyjny pojedynek o wygraną stoczyły Portugalka Vera Nunes, biegnąca w Monachium, Chorwatka Nikolina Sustić, biegnąca w szwajcarskim Zug i Rosjanka Olesya Nugaleva, rywalizująca w tureckim Izmirze. Bieg na kilometry przekształcił się w bieg na metry, bo wszystkie zawodniczki poruszały się w podobnym tempie. Szacunki organizatora, uwzględniające odległość samochodu mety do każdej z trzech biegaczek, wskazywały, że zwyciężczyni uzyska ok. 54 km.

Pasjonujący pojedynek rozstrzygnął się szybciej i… bardzo szybko, bo w ciągu zaledwie 30 sekund. Pierwsza z rywalizacji o wygraną odpadła Olesya Nugalewa (pokonała dystans 53,6 km). Po kilkunastu sekundach, niemal jednocześnie „catcher car” dopadł Verę Nunes i Nikolinę Sustić.

Ostatecznie globalną zwyciężczynią Wings for Life World Run 2018 ogłoszono Verę Nunes (53,78 km). Pierwszą trójkę dzieliło zaledwie 100 metrów! To najbardziej zacięta edycja w rywalizacji Pań w historii globalnej imprezy!

- Nie mogę w to uwierzyć. To mój najgorszy kilometraż w historii imprezy, ale wygrałam. Niesamowite! - skomentowała na mecie Vera Nunes.

Nie dawał za wygraną

Wyścig mężczyzn dopiero wkraczał w decydującą fazę. W piątą godzinę biegu wbiegło 34 zawodników, w tym m.in. rywalizujący wirtualnie rekordzista świata w biegu z wózkiem Kanadyjczyk Calum Neff, a także dwóch Polaków - Dariusz Nożyński w Poznaniu i Jacek Cieluszecki w Melbourne. Prowadził Aron Anderson z wynikiem ponad 66 km. Widać było, że bardzo chce poprawić swój ubiegłoroczny wynik 92 km (pomiary cząstkowe wskazywały, że jechał szybciej niż w ubiegłorocznej edycji, prognoza mówiła o 94 km na mecie).

Po Dariuszu Nożyńskim było widać zmęczenie. 38-latek zatrzymywał się na punktach z wodą, rozciągał ciało, dużo pił, obficie się polewał (tylko wodą, bo jak przyznał w jednym z wywiadów nie stosuje na co dzień żadnych izotoników ani odżywek).Samochód meta jechał już z prędkością 20 km/h i sukcesywnie skracał dystans do naszego zawodnika. Po kilku minutach dopadł w końcu Nożyńskiego. Nie udało się powtórzyć ubiegłorocznego wyniku – 68,3 km – ale z wynikiem 66,86 km udało się wygrać w Poznaniu. 

Globalnie Dariusz Nożyński uplasował się na wysokim dziesiątym miejscu.

– Chciałem pobić swoją życiówkę w tej imprezie, czyli ok. 70 km, ale po 10 km wiedziałem, że nie pozwoli mi na to pogoda. Dodatkowo moja lewa noga nie była w 100 procentach zdrowa. Biegliśmy z kolegą (Wojtkiem Kopciem - przyp red.) do maratonu, potem była już samotna walka z dystansem. Koledzy na rowerach dopingowali i tak dociągnąłem do 67. kilometra – opowiadał na mecie Pan Dariusz.

- Oddech Małysza czułem od 50. kilometra, gdy był jakieś 8 km za mną. Miałem już dość biegu, ze względu na nogę…

- To, że wygram czułem dawno. Kolega nie był dla mnie przeciwnikiem na dystansie ultra, na krótszym na pewno tak. Nie ma życiówki, ale trzeba się cieszyć tym co jest...

- W ubiegłym roku debiutowałem w WflWR. Chciałem zobaczyć jak to wygląda, pobiegłem z fantazją. W tym roku planowałem ten start. Niestety było dużo cieplej. Rok temu było chyba z 8 stopni, bo zmarzłem… To był dopiero mój drugi bieg ultramaratoński. Biegam maratony, hobbystycznie po godzinach... - opowiadał dziennikarzom specjalista IT Dariusz Nożyński. Dodał, że jest szansa, że i w przyszłym roku zobaczymy go na trasach Wings for Life World Run.

Najlepszym Polakiem tegorocznej imprezy został Jacek Cieluszecki, który wygrał w Melbourne z wynikiem 67,3 km. Globalnie uplasował się na dziewiątym miejscu.

And the winner is…

Po 4,5 godz. na trasie zostało już tylko czterech zawodników (Admire Muzopambwa pożegnał się z biegiem po pokonaniu nieco ponad 63,2 km, wygrywając w Pretorii). Po kolejnych 10 minutach stawka skurczyła się do 3 zawodników. Prowadził niezagrożony wózkarz Aron Anderson.

Kroku próbowali mu dotrzymać Niemiec Andreas Strassner, biegł w Monachium, i Rosjanin Aleksandr Cheburkin, biegnący w gruzińskim Kakheti. Obaj biegacze tracili do wózkarza już jednak ponad 8 km w dystansie i już na wiele, wiele minut przed zakończeniem imprezy można było ogłosić zwycięzcę. Anderson uniósł ręce w geście zwycięstwa już na 77. kilometrze. Na mecie zmierzono mu 89,85 km. 

- Zbieramy pieniądze na leczenie urazów kręgosłupa. Dziękuj wszystkim za to, że zorganizowaliście ten wyścig. Jestem potwornie zmęczony. Chciałem pojechać jeszcze dalej by zebrać jeszcze więcej pieniędzy... - powiedział na mecie Aron Anderson.

Najlepszym z biegaczy Wings for Life World Run 2018 został Andreas Strassner uzyskał dystans 76,77 km. Tuż za nim uplasował się Aleksandr Cheburkin, który nabiegał 74,69 km.

red. na podst. transm. online / TVN24

fot. Red Bull Content Pool


Polecamy również:


Podziel się: