Wiosenne przesilenie. Wesołe Biegi Górskie na finiszu. Widzimy się jesienią! [ZDJĘCIA]


Opublikowane w ndz., 24/03/2019 - 00:40

„Masakra! Jak mi się dzisiaj ciężko biegło!” Takie słowa najczęściej wypowiadali na mecie uczestnicy finałowych zawodów Wesołych Biegów Górskich. Bieg po wydmie Mazowieckiego Parku Krajobrazowego w warszawskiej dzielnicy Wesoła odbył się w iście wiosennej aurze, przy przepięknej, słonecznej pogodzie. I może właśnie to było problemem…

– Bardzo trudno mi się biegło, nie wiem czy to przez nagły skok temperatury, czy może to wina ogromnej ilości piachu na trasie. Wbiegłam na metę umęczona – powiedziała po biegu zwyciężczyni Ola Pucek-Mioduszewska (czas 50:39), która wygrała w tym roku także cały cykl (bieg finałowy nie wlicza się do klasyfikacji generalnej).

– Wygrana w generalce to mój najlepszy wynik w Wesołej, kilka lat temu byłam druga – cieszy się Ola, której ostatnio biega się po warszawskich górkach bardzo dobrze. Tydzień temu stanęła w Falenicy na najniższym stopniu podium należącego do Ligi Festiwalu Biegów finału „starszego brata” Wesołej, czyli 16-letniego już cyklu Zimowych Biegów Górskich.

Wesołe Biegi Górskie to jedna z ulubionych imprez sobotniej zwyciężczyni. – Mocna, wymagająca trasa długości 10 km, a na niej 15 długich i kilka mniejszych podbiegów: to dobry trening dla osób, które lubią siłowe bieganie. Dobrze przekłada się później na bieganie górskie. W najbliższym czasie jadę z przyjaciółmi do Szczawnicy na maraton Wielka Prehyba, a potem z mężem na Maraton Gór Stołowych. Góry wciągają mnie coraz bardziej – deklaruje warszawianka.

Mąż najlepszej zawodniczki cyklu i finału też regularnie pojawia się w Wesołej. Trzy razy startował w biegu górskim, tym razem wybrał finał WesolIno, czyli towarzyszących (a raczej „pierwotnych”, bo organizatorzy WBG to pasjonaci orientacji) biegów z mapą. Mateusz Mioduszewski zajął siódme miejsce na najdłuższej trasie męskiej, ale przyćmiła go 8-letnia córka. Jasia zdecydowanie wygrała bieg na orientację dzieci, które bardzo licznie biegały nawigując z mapą. Najmłodszych rywalizowało prawie czterdzieścioro! Pięknie, że rodzice w ten sposób zaszczepiają nowym pokoleniom pasję aktywności fizycznej, dbając jednocześnie o ich rozwój intelektualny.

Finałowy bieg na 10 km mężczyzn wygrał piąty zawodnik całego cyklu WBG Tobiasz Nowakowski ze Stanisławowa koło Mińska Mazowieckiego. Jemu też, podobnie jak Oli i wielu innym zawodnikom, biegło się trudniej. W poprzednich startach, dwukrotnie (choć zajmował miejsca 3 i 4) był o kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt sekund szybszy niż w sobotę, gdy uzyskał czas 42:26.

Najlepsi zawodnicy cyklu WBG tym razem do Wesołej się nie pofatygowali, nie zabrakło za to Mieczysława Zielczyńskiego. 89-letni pan profesor, emerytowany fizyk jądrowy, tradycyjnie pokonał 2-kilometrową pętlę, a potem jeszcze rywalizował w biegu na orientację (pan Mieczysław jest jednym z pionierów tej dyscypliny sportu, startuje od jej zarania w Polsce, czyli od 1965 r.).

W Wesołej licznie pojawili się także kolorowi pasjonaci nordic walking, którzy pokonali z kijkami jedną lub trzy pętle.

Z wydmą w Wesołej żegnamy się… nie, wcale nie do następnej zimy. W październiku i listopadzie, organizatorzy z Teamu 360 stopni planują po raz kolejny jesienną odsłonę biegania po górkach.

– Z chęcią wrócę wtedy na tę trasę – zapowiada Ola Pucek-Mioduszewska. – Brawo dla wszystkich zawodników Wesołych Biegów Górskich i wielkie podziękowania dla organizatorów za wspaniałą atmosferę podczas wszystkich biegów!

Piotr Falkowski

zdj. Piotr Siliniewicz - Silne Studio


Polecamy również:


Podziel się: