[AKT.] Wojtek Kopeć w krainie kangurów. „Takich warunków nie dostałem nigdzie"


Opublikowane w czw., 10/10/2019 - 12:55

Pamiętacie powieść „Tomek w krainie kangurów” Alfreda Szklarskiego? Teraz swoją historię na Antypodach napisze Wojciech Kopeć, trzeci zawodnik Biegu 7 Dolin 100 km z 2018 r., który rusza na podbój tamtejszych biegów. Zawodnik znalazł się w elicie maratonu w Melbourne. – Takich warunków nie dostałem jeszcze nigdy, w żadnym maratonie na świecie, nie mówiąc już o polskim podwórku! – przyznaje biegacz.

Maratończyk z Olsztynka powinien mieć pseudonim „Kopeć Travel”, bo trudno wskazać miejsca których nie odwiedził i w których nie biegał. Teraz czeka go najciekawszych startów. Już sam lot z Dubaju - gdzie ostatnio przebywał - do Melbourne, trwał aż 18 godzin… nie licząc przesiadek.

W czerwcu Wojtek zajął drugie miejsce podczas maratonu na Arubie (3:00:00 - jak on to wymierzył?). To była jednak typowa biegowa turystyka i miły urodzinowy wyjazd. Dużo poważniejsze ściganie miało nastąpić wiosną podczas ORLEN Warsaw Marathon. Do tego startu biegacz przygotowywał się w dość nieoczywistym miejscu, w Kirgistanie.

Skończyło się na wyniku 2:25:14, dalekim od rekordu życiowego (2:17:27 z 2014 roku) a przede wszystkim, dalekim od oczekiwań samego biegacza. Niestety pod koniec przygotowań do tamtego startu przyplątała się choroba, która na długo osłabiła organizm Wojtka. I teraz maratończyk - obieżyświat pojechał do Australii nieco osłabiony. – Zawsze przed głównym startem moje zdrowie szwankuje. Chyba się starzeje… – żartuje.

Kopeć próbował aplikować do kilku europejskich maratonów jak Walencja czy Frankfurt, a także do maratonów w Japonii. Nieoczekiwanie, odpowiedź przyszła z odległego Melbourne.

Zdaniem Wojtka, taka przygoda może się już nie powtórzyć.

– Myślałem że maraton jest 13 listopada. Później zobaczyłem że to 13 października i złapałem się za głowę. Pomyślałem, że to za wcześnie i nie dam rady się przygotować. Odpuściłem w głowie ten start.. – wspomina Wojtek.

– Potem pomyślałem, że przecież i tak mnie zlekceważą ze względu na wysokie standardy sportowe i nagrody finansowe. Na pewno zapraszają tylko elitę, o odpowiednim standardzie sportowym, więc po co im taki gość jak ja, który w 2014 roku co prawda biegał w miarę szybko, a od kilku lat kręci się w granicach 2h25’ - 2h30’. Myślałem, że oleją sprawę i nikt ostatecznie nikt nie odpisze… – ciągnie nasz rozmówca.

– Zdziwienie było wielkie kiedy dostałem maila od organizatora z odpowiedzią, że chcą mnie w elicie maratonu, i warunkami startu. Bez wahania się zgodziłem. Takich warunków nie dostałem jeszcze nigdy w żadnym maratonie na świecie, nie mówiąc już o polskim podwórku! – podkreśla Wojciech Kopeć.

Ambitny maratończyk ma za sobą kilka startów kontrolnych, m.in. Bieg na Piątkę w Warszawie (15:08), a wcześniej - półmaraton w Iławie (1:10:59). Jego planem minimum na Melbourne jest uzyskanie lepszego wyniku niż podczas ORLEN Warsaw Marathon.

– Będę celował w wynik poniżej 2h20’ i na taki rezultat będę starał się biec. Wszystko oczywiście zweryfikują samopoczucie, stawka, pogoda… Ocenię też profil trasy, ponieważ będę miał dwa dni wolnego przed startem. Ogólnie czuje, że stać mnie na dobry wynik, tylko teraz muszę przeliczyć ile z formy zabrała mi ostatnia choroba. Do dzisiaj mam katar i pobolewa mnie jeszcze gardło. Osłabienie przyplątało się podczas treningu, już po Biegu na Piątkę. Mimo to realizowałem plan przygotowań. Nie mam nic do stracenia, będę walczył! – zapewnia Wojciech Kopeć.

Faworytami głównego biegu Melbourne Marathon Festival są Kenijczycy Isaac Birir, z rekordem życiowym 2:14:08, oraz William Chebon, z najlepszym wynikiem w karierze 2:08:21. Gospodarze liczą na Reece’a Edwardsa, z najlepszym wynikiem w karierze 2:16:43.

– W elicie biegu znalazło się około 25 zawodników z różnych krajów, w tym spora grupa Kenijczyków. To ta nacja wygrywa zwykle te zawody, przynajmniej od czasu gdy honoraria są tam wysokie (za miejsca i czasy). W stawce nie brakuje też miejscowych biegaczy. Jest to największy maraton w Australii i Oceanii, przynajmniej tak piszą, oraz jeden z najszybszych. Może być ciekawie – opisuje Wojciech Kopeć.

Bieg w Melbourne startuje w niedzielę 13 października o godz. 7:00 czasu lokalnego. W Polsce będzie jeszcze sobota i godz. 23:00. Rok temu wygrywali Australijczyk Liam Adams z czasem 2:15:13, oraz bardziej znana 42-letnia rodaczka Sinead Diver, z wynikiem 2:25:19.

RZ


AKTUALIZACJA

Wojtek kończy zmagania na 19. miejscu z czasem 2:27:02. Jak pisze w swojej relacji, chciał pobiec szybciej ale podjął się biegu z pacemakerami i... umarł. Ze startu jest zadowolony. - Wracam na właściwe tory - podkreślił.

red.


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce