Wyścig na maksa i piknik na trawie. 9. Sztafetowy Maraton Szakala [ZDJĘCIA]


Opublikowane w ndz., 14/07/2019 - 21:10

Łódzkie Szakale Bałut lubią biegać watahą. Chyba dlatego niezmiennie od dziewięciu lat organizują w pierwszej połowie lipca Sztafetowy Maraton Szakala. Odbywa się on na kilometrowej pętli wokół największego ze stawów w Arturówku, w Lesie Łagiewnickim. Oprócz szybkiego ścigania i drużynowej rywalizacji, słoneczna pogoda zawsze pozwala na piknikowanie nad stawem, co doskonale sprzyja integracji biegowego środowiska Łodzi i okolic.

W sztafecie startują siedmioosobowe ekipy, z których każda musi mieć w składzie przynajmniej dwie kobiety. Każdy uczestnik pokonuje więc okrążenie sześciokrotnie, by drużyna uzyskała dystans 42 km. Niby jest czas, by wypocząć, ale później od nowa trzeba lecieć w trupa. „Sześć razy do porzygu”, „śmierć kliniczna razy sześć” – to niektóre z określeń, którymi zawodnicy opisują bieganie na Sztafetowym Maratonie Szakala.

Podobnie jak rok temu, rankiem 14 lipca na starcie stanęło 51 załóg. Już po pierwszej serii siedmiu zmian ustaliła się kolejność pierwszej trójki, która została zachowana do końca. Zwyciężyła drużyna trenera Radosława Sekiety Time4s.pl z wynikiem 2:14:54, przed Moreną Czołową (2:22:08) i Łódź Kocha Sport 1 (2:24:49). Pozostałe trzy nagradzane pucharami miejsca zajęli: Rysio Team 1 (2:26:48), Olej Running Team (2:26:59) i EverRun 1 (2:29:39).

Puchary otrzymali również zawodnicy z najszybszym średnim czasem zmiany: Magdalena Ciołak ze zwycięskiej ekipy Time4s.pl (3:26) oraz Adam Łukasik z Zespołu Szkół im. J. Grodzkiej w Łęczycy, którego drużyna zajęła 7. miejsce (2:58). Pełne wyniki TUTAJ.

– Na swojej pierwszej zmianie przybiegłem jeszcze jako drugi – wspominał Paweł „Pako” Kopaczewski ze zwycięskiej drużyny – ale po naszej pierwszej serii wyszliśmy już na prowadzenie. Na początku to były sekundowe różnice, ale później stopniowo powiększaliśmy przewagę i ostatecznie zrobiła się ona kilkuminutowa. Naszego ubiegłorocznego rekordu trasy nie udało się pobić, ale nie to było założeniem, chcieliśmy po prostu wygrać.

– Na mojej drugiej zmianie czułam trochę zmęczone nogi, ale to po prostu przez mocne treningi, które ostatnio robiłam – dodała jego drużynowa koleżanka Natalia Kowalska – ale ogólnie mi się świetnie biegało, tym bardziej, że tę trasę już znałam. Najszybszą miałam pierwszą zmianę, poniżej 3:30. Za rok chcemy obronić tytuł!

– Początek mieliśmy wcale nie taki najszybszy – opowiadała Marta Bukowska z Moreny Czołowej – jednak później stopniowo nadrabialiśmy. Po wyjściu na drugą pozycję udało się ją utrzymać do końca. Osobiście nie miałam dziś dobrego dnia, biegałam wolniej, niż tutaj przed rokiem, ale drużyna jak widać dała radę. Najlepszą robotę wykonał Robert „Badyl” Sobczak, który był u nas na gościnnych występach i biegał na ostatniej zmianie.

– Był plan, żeby wskoczyć na pudło i cały czas wierzyliśmy w jego wykonanie – przyznał Bartosz Strojkowski z Łódź Kocha Sport 1. – Dziś wystawiliśmy cztery załogi, ale do pierwszej siódemki poszedł cały nasz najszybszy skład, wzmocniony jeszcze Łukaszem Brzeźnickim, który mam nadzieję, że zostanie w naszej drużynie. Pozostali też dali z siebie wszystko, a na szczególna pochwałę zasługują dziewczyny: Agnieszka Adamska-Wysocka i nasz niedawny nabytek, czyli Ania Kociak. Może za rok powalczymy o jeszcze wyższe miejsce.

– Miałam farta, że od razu wskoczyłam do najlepszego składu – śmiała się wspomniana przez Bartka Ania. – To była wspaniała zabawa, chociaż męcząca! Wcześniej tylko raz biegałam w sztafecie, ale na zupełnie innych zasadach, teraz to było dla mnie coś nowego. Najtrudniej było mi na przedostatniej zmianie. Bardzo mi się to spodobało i za rok chcę wrócić.

– Czasem sam biegam, czasem jak dziś tylko pomagam w organizacji, to już dziewiąty raz – mówił Szakal Szymon Drab, współorganizator i nasz krynicki festiwalowy ambasador. – Z tego co pamiętam, zawsze była piękna pogoda, sprzyjająca nie tylko ściganiu na pełnej petardzie, ale też jedynej w swoim rodzaju, integracyjnej atmosferze naszej sztafety. Tutaj każdy, odpoczywając między swoimi zmianami, może spędzić towarzysko czas ze swoimi przyjaciółmi i jednocześnie biegowymi rywalami.

– Limit zapisów jak zwykle wyczerpał się w ciągu kilkunastu dni – dodał organizator – i ostatecznie na starcie stanęło 51 składów, tyle co rok temu. Trochę gorzej jest niestety z sierpniową sztafetą Wycie Szakala o Północy, która prawdopodobnie się w tym roku nie odbędzie, dajemy sobie przerwę i chcemy znów z nią ruszyć za rok. Może to zagęszczony okres w kalendarzu, a może ludzie boją się uszkodzić na trudnej, nocnej trasie o górskim charakterze? W przyszłym roku chciałbym też znowu sam pobiegać na naszych sztafetach. A już teraz zapraszamy wszystkich na październikowy Półmaraton Szakala!

KW


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce