"Zadowoli mnie rekord życiowy". Błażej Brzeziński pobiegnie półmaraton w Hadze. Generalny sprawdzian przed Wiedniem


Opublikowane w czw., 07/03/2019 - 10:31

Nasz maratończyk cały okres przygotowawczy przepracował w Bydgoszczy, gdzie mieszka. – Ciągle mamy bardzo fajną pogodę i jeśli w marcu nagle nie spadnie śnieg, co przecież zawsze jest możliwe, do samego maratonu zostanę w Polsce. A jeśli zima nas zaskoczy, wyjadę w jakieś cieplejsze miejsce. Chodzi przede wszystkim o przyczepność i możliwość szybkiego biegania, żeby nie było ślisko.

– Ja nie potrzebuję jechać w góry. Najlepsze wyniki biegałem zawsze z przygotowań na nizinach, fizjologowie też potwierdzają, że mój organizm nie wymaga treningu na wysokości – mówi Brzeziński.  – Zwycięstwo i rekord życiowy w Maratonie Warszawskim 2017 osiągnąłem z przygotowań niemal w całości w Bydgoszczy, tylko na końcówkę pojechałem do Szklarskiej Poręby. Ubiegłoroczny maraton w Japonii (11 miejsce z czasem 2:12:43, trzeci wynik w karierze – red.) pobiegłem po treningach w Portugalii. Rekord życiowy w półmaratonie też wybiegałem z nizin, trenując u siebie w Bydgoszczy.

– Może to być, oczywiście, kwestia szczęścia – zastanawia się. – W ubiegłym roku na zgrupowaniu wysokogórskim w amerykańskim Albuquerque strułem się czymś (albo złapałem wirusa) i po powrocie z gór cały sezon miałem słaby. Z 9 lat mojego maratońskiego doświadczenia wynika, że trenując w podobnych, nizinnych warunkach wiem w jakim miejscu jestem, a moja forma jest stabilna.

– Po górach tymczasem bywa różnie. Czasami zrobimy jeden trening za mocno i po zjeździe na niziny przeżywamy rozczarowanie, bo powinno się biegać fajnie, a tak nie jest. Do treningu wysokogórskiego trzeba doskonale znać swój organizm. Wielu biegaczy z zagranicy jeździ regularnie w góry, ale czyni to od wieku młodzika czy juniora i mają trening na wysokości „przetrzepany” na każdej płaszczyźnie: góry wysokie i niskie, trening taki i owaki. Błędy popełniali w początkach swojej kariery, a ja jestem już zawodnikiem doświadczonym i nie mam czasu na pomyłki. Nie chcę ryzykować szukając nowości. Wolę skupić się na treningu i warunkach, które znam dobrze i które mój organizm akceptuje – mówi.

To dość konserwatywne podejście nie oznacza jednak, że Brzeziński nie szuka nowych bodźców. – Dawno nie biegałem na bieżni, nie poprawiałem prędkości – wyznaje. – Przygotowania do maratonu są specyficzne: to długie, ciężkie, katorżnicze wręcz treningi, prędkości są trochę mniejsze niż na stadionie, trzeba więc czasami do nich wrócić jeśli celuje się w poprawę rekordu życiowego, jak jest w moim przypadku. Chciałbym znacznie poprawić moje 2:11:27 z Warszawy, bo uważam, że jestem w stanie pobiec szybciej. Podkręcam więc moje prędkości, a jeśli wszystko będzie dobrze to może nawet wystartuję w tym roku w MP na bieżni.

Nad prędkością mocno pracuje, a co jest najmocniejszą stroną Błażeja Brzezińskiego? – Na pewno to, że nie męczą mnie biegi długie, 30-40 km.

O mojej dobrej wytrzymałości świadczy fakt, że często potrafiłem biec pierwszą połowę dystansu maratońskiego w czasie zbliżonym do rekordy życiowego w półmaratonie – przypomina. – Może to wynika z mojej trochę ułańskiej fantazji, ale uważam, że czasami trzeba zaryzykować i pobiegać na krawędzi swoich możliwości – deklaruje przed niedzielnym startem w Hadze.

Piotr Falkowski


Polecamy również:


Podziel się: