Żandarm Kropeczka, Siergiej Bubka i striptizer. Jarek Piechota x115 dla WOŚP! [ZDJĘCIA]


Opublikowane w pon., 13/01/2020 - 08:42

Już trzeci rok z rzędu, podczas 28. Finału WOŚP w niedzielę 12 stycznia biegacz i trener Jarosław Piechota pokonywał przez dziesięć godzin klatkę schodową wieżowca Orion Business Tower przy ulicy Sienkiewicza w Łodzi, zbierając pieniądze dla Orkiestry. W poprzednich latach sztuka ta udawała mu się odpowiednio 100 i 102 razy. Tym razem podczas akcji „(z) Piechotą po Schodach” nie zapowiadał bicia rekordu...

Jak zwykle znaleźli się sponsorzy, którzy zadeklarowali określoną wpłatę za każde wejście Jarka. Datki do orkiestrowych puszek wrzucali również biegacze wspomagający go w tym wysiłku, a także wszyscy przechodnie. Kilka firm i osób prywatnych zapewniło aprowizację i nagrody do wylosowania dla uczestników imprezy, a także wyposażenie bohatera dnia w odzież i obuwie sportowe. Całe wydarzenie nie mogłoby się odbyć bez zaprzyjaźnionej z Jarkiem załogi Oriona.

O 10:30, a więc po półtorej godziny na schodach, Jarek miał już na koncie 20 wejść na 13. piętro. – Czuję się znakomicie fizycznie i psychicznie, adrenalina działa, wszystko idzie zgodnie z planem – powiedział nam wtedy. – Mam świetnie zorganizowaną pomoc fizjoterapeutyczną w osobie Pauliny, a także znakomite odżywianie.

– Pacjent wciąż ma luźne nogi, więc jestem dobrej myśli – potwierdziła Paulina Ograbek, znana jako „Fizjograbka”. – Jesteśmy dobrze przygotowani, mamy sprzęt do mechanicznego masażu uciskowego, Jarek będzie profilaktycznie się poddawał zabiegowi w nim co półtorej godziny.

– Przygotowuję się do zimowego Spartana Sprint w Bańskiej Bystrzycy na Słowacji już za tydzień – opowiadał nam Kuba Hendzlik, który przybiegł wspomóc Jarka. – Jedziemy z drużyną STG Łódź. Dziś na schodach robię ostatni mocniejszy trening, żeby nogi się przyzwyczaiły do podejść. W końcu marca biegnę też stadionowego Spartana na Stade de France w Paryżu, tam schodów będzie znacznie więcej na koronie stadionu, więc w lutym częściej będę się pojawiał na schodowych treningach z Jarkiem. (Jarosław Piechota prowadzi bezpłatne, otwarte treningi w Orionie, a także wraz ze swoją drużyną Piechotą po Schodach startuje w zawodach w całej Polsce – red.).

Biegacza jak zwykle wspierały niezawodne „Aniołki Piechoty”, czyli zaprzyjaźnione dziewczyny, odpowiedzialne za organizacyjną stronę przedsięwzięcia. W tej roli zadebiutowała Iza Łaszczuk.

– Byłam tu w zeszłym roku i atmosfera była fenomenalna – wspominała. – Teraz postanowiłam trochę więcej pomóc ekipie i zostać pełnoetatowym Aniołkiem. Znajdę też czas na przynajmniej jedno wejście po schodach z Jarkiem, bo bez tego dzisiejszy dzień nie będzie kompletny. Wczoraj przebiegłam też 14 km na Epokowych Kilometrach w parku na Zdrowiu.

– A ja już tu jestem w ekipie od początku, trzeci rok z rzędu – dodała Ewa Gierach. – Jest coraz fajniej, ciągle poprawiamy organizację. W drugiej godzinie akcji przychodzi na razie tyle ludzi, co w poprzednich latach, ale spodziewamy się większej ilości.

W ciągu dnia w Orionie pojawili się znani łódzcy sportowcy: reprezentantka kraju w koszykówce Alicja Bednarek oraz trener boksu z ŁKS-u, Grzegorz Goliński. Ten ostatni ponownie ufundował vouchery na prowadzone przez siebie treningi pięściarskie do wylosowania dla uczestników wydarzenia.

Ze względu na znaczną ilość chętnych do aktywnego wspomagania Jarka, ilość wejść na osobę została ograniczona do pięciu. Pilnowała tego niezawodna Kasia Wróbel, która zaznaczała mazakiem kropki na dłoniach biegaczy. Dzięki temu zapracowała sobie na przydomek „Żandarm Kropeczka”. Kilka bardziej zaprzyjaźnionych z bohaterem dnia osób zdołało jednak wśliznąć się na klatkę schodową nieco więcej razy...

Należał do nich Adam Bandel, który w zeszłym roku spędził tu dobre pół dnia, pomagając organizacyjnie. – Dziś miałem niestety więcej innych obowiązków – przyznał – ale udało mi się wpaść tu dwukrotnie i za każdym razem wejść z Jarkiem po pięć razy.

Dwanaście wejść na Oriona zaliczyła Marzena Golędzinowska, która dzień wcześniej wystartowała w biegu „Policz się z cukrzycą”, a dziś była najszybszą kobietą w zgierskim Jeżobiegu. U Jarka jednak jestem co roku – opowiedziała nam – i w ogóle czuję się szczególnie zobowiązana wspierać Orkiestrę. Sprzęt ufundowany przez WOŚP uratował kiedyś mojego synka, jak trafił do szpitala w stanie silnego odwodnienia z rotawirusem, kiedy miał cztery dni. Dziś Adaś ma pięć i pół roku.

– Czuję się znakomicie – stwierdził Jarek o 17:30, kiedy kartonowy „licznik” obsługiwany przez Aniołki na parterze Oriona wskazywał 98 wejść. Wtedy też pojawił się biegacz, który dokonał z nim jednego wejścia w... samych majtkach, skarpetkach i butach. Motywacją do tego była oferta jego znajomej, która dorzuciła dodatkowe 50 zł do orkiestrowej puszki. Zaproponowano, żeby zawodnik ten w przyszłym roku ufundował voucher na loterię jako... striptizer do wynajęcia na wieczory panieńskie.

Wbrew wcześniejszym zapowiedziom, Jarosław Piechota już na godzinę przed końcem czasu pobił rekord, wchodząc na 13. piętro po raz sto trzeci – Fajnie jest, ale przez 10 godzin bym tak nie chciał – podsumował na górze jeden z towarzyszących mu, zdyszanych biegaczy, wchodząc do windy.

Ostatecznie ubiegłoroczny rekord został zmiażdżony aż o 13 wejść, osiągając liczbę 115! Osoba, która trafnie obstawiła właśnie tyle, wygrała weekendowy pobyt u sponsora, czyli hotelu Double Tree by Hilton, dla jednej lub dwóch osób. – Tylko za rok nie typujcie 130, czy jakoś podobnie – śmiał się Jarek, ogłaszając wygraną.

Bohatera dnia zapytaliśmy, czy w takim razie będzie teraz co roku poprawiać rekord o jedno wejście, jak niegdyś Siergiej Bubka po centymetrze swoje rekordy w skoku o tyczce. – Nie chodzi o to, by w każdej edycji bić rekord, lecz o zbiórkę na szczytny cel – stwierdził Jarosław Piechota. – Po osiągnięciu pewnego pułapu nie da się rekordu dalej wyśrubować. Jednak będę co roku tę imprezę powtarzał, a dla uzbierania większej sumy chcemy poszukać więcej sponsorów.

– Nie wiem, czy jestem w życiowej formie – dodał biegacz – ale nie czuję dużego zmęczenia. Dziś po prostu zagrało wszystko: dyspozycja dnia, dobre przygotowanie, pomoc medyczna od Pauliny i posiłki podawane na czas przez Filipa Stratyńskiego z załogi Oriona i jego syna Wiktora. Poza tym dzięki znakomitej organizacji miałem więcej czasu na wchodzenie, mimo że towarzyszyło mi sporo więcej ludzi: 230 w porównaniu ze 180 w ubiegłym roku.

Film podsumowujący wydarzenie:

KW


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce