Zimowo-wiosenny Bieg Wedla. Dla takiej czekolady warto biec!


Opublikowane w sob., 22/02/2014 - 19:48

Gdy jakiś miesiąc temu decydowałam się na start w Biegu Wedla, nie byłam do niego na 100 % przekonana. Bałam się, że będzie siarczysty mróz i śnieg po pas. Obawy okazały się płonne. 22 lutego pogoda była bardzo łaskawa. Kilka stopni ciepła, ani śladu śniegu. Nic tylko biegać.

Do Parku Skaryszewskiego dotarłam ok. godz. 11.30. Mój bieg na 5,5 km zaczynał się o 12.00, więc zdążyłam zrobić jedno okrążenie jeszcze przed startem na rozgrzewkę. Bieg składał się z trzech takich kółek.

Przed 12.00 ustawiłam się z innymi zawodnikami przed linią startu. Po strzale startera spokojnie zaczęłam bieg z zawodnikami z tylnych rzędów, wychodząc z założenia, że jeśli będę miała siłę, to wyprzedzę, jeśli nie, nie będę przeszkadzać tym szybszym. Nie czułam się zbyt pewnie przez wyleczoną dopiero niedawno kontuzję i wymuszoną 2-miesięczną przerwą w bieganiu. Po starcie biegu widać było, że wiele osób potraktowało bieg czysto rekreacyjnie. Biegli, nie spiesząc się i rozmawiając spokojnie. Był też akcent ukraiński – jeden z zawodników biegł z żółto-niebieską flagą zarówno podczas biegu 5-kilometrowego, jak i potem podczas dychy.

Ja biegłam swoim tempem, na pierwszym okrążeniu minęłam sporo tych „biegowych spacerowiczów”. Na drugim okrążeniu już nie było tak łatwo wyprzedzać. Chyba udało mi się dogonić po prostu tych szybszych zawodników. Gdy kończyłam drugie okrążenie, z szybkością rakiety wyprzedzili mnie dwaj panowie. Dla nich to była już trzecia pętla i finiszowali z prędkością światła jak dla mnie. Przede mną było ostatnie okrążenie. Powoli dawało mi się we znaki zmęczenie. Miałam wrażenie, że w asfaltowych ścieżkach Parku Skaryszewskiego jest jakby więcej dziur i pęknięć i muszę bardzo uważać, żeby nie zaliczyć wywrotki przez coraz ciężej pracujące nogi.

W końcu zobaczyłam przed oczami upragniony metę. Na ostatnich metrach wykrzesałam resztki energii na przyspieszenie. Ufff... udało się. Za linią mety, mimo że przybiegłam daleko za zwycięzcami, czułam się jak gwiazda. Dostałam torbę pełną słodkości od Wedla, dyplom, na mojej szyi wylądował medal, a najprzyjemniejszą wisienką na torcie był kubek pysznej gorącej czekolady. Delektowałam się nią bez wyrzutów sumienia, bo przecież zasłużyłam. Warto było dobiec choćby dla tych przyjemności. Czas w okolicach 30 minut [update po sprawdzeniu wyników: czas netto wyniósł 28.40]. Biorąc pod uwagę niedawną przerwę w treningach, jestem zadowolona. Poza tym to pierwszy start w tym roku, następne – mam nadzieję – będą coraz lepsze.

O 13.00 wystartowali zawodnicy biegu na 10 km. Teraz już obserwowałam zawody na spokojnie w roli kibica. W międzyczasie skorzystałam z kulinarnych atrakcji Biegu Wedla, czyli gorącej grochówki, herbaty i kawy. Miło było rozgrzać się w oczekiwaniu na finał imprezy i podziwianiu zwycięzców. A zarówno wśród mężczyzn, jak i kobiet wygrały te same osoby, co bieg na 5,5 km , czyli Piotr Kopeć i Dominika Ulfik-Wiśniewska. Podobno pierwszy raz w historii biegu tak się zdarzyło.

Po 14.00 rozpoczęła się ceremonia wręczania nagród i losowania różnych gadżetów wśród wszystkich uczestników. Postanowiłam zaczekać, mając nadzieję, że los się może uśmiechnie i do mnie. Liczyłam po cichu na karnet na zajęcia jogi. Karnetu niestety nie wygrałam, ale opłaciło się zaczekać, gdyż wylosowałam książkę „Jedna rzecz”. Rzecz ta co prawda nie jest o bieganiu, a o tym (co wywnioskowałam z szybkiego przekartkowania), że żeby odnieść sukces, trzeba się skupić na jednej rzeczy naraz, a nie dziesięciu. Ale może właśnie taka wiedza i umiejętność skupienia się na dążeniu do wybranego celu przyda mi się właśnie w treningach biegowych.

Wróciłam do domu obładowana słodyczami (staram się o nich nie myśleć, przecież próbuję wrócić na wiosnę do wagi startowej...), z książką pod pachą, medalem na szyi i numerem startowym do mojej małej kolekcji. Bardzo przyjemny ten zimowo-wiosenny Bieg Wedla. Szykuję się już na jubileuszową X edycję, która jest planowana za rok.

US

Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce