Zimowy Maraton Świętokrzyski – 7/6 maratonu na 5 z plusem [ZDJĘCIA]


Opublikowane w ndz., 19/01/2020 - 10:26

Fanfary, uderzenia w gong, wiwatujący tłum na mecie a wcześniej czterokilometrowa eskorta… Zwycięzca maratonu? Nie, właśnie dwie ostatnie uczestniczki 4. Zimowego Maratonu Świętokrzyskiego docierają do mety. Na trasie spędziły ponad 13 godzin. Jest prawie 21:00, przed Europejskim Centrum Edukacji Geologicznej nieopodal zamku w Chęcinach zebrały się prawdziwe tłumy. – Tak jest tylko tutaj – rzuca ktoś z uczestników. I ma sporo racji.

Trudno znaleźć bardziej dopieszczoną imprezę, której organizatorzy zadbaliby o uczestników z taką starannością i sercem. To widać przede wszystkim w szczegółach: świetnie przygotowanych i przekazanych informacjach przed startem (czy gdzieś jeszcze zamieszcza się zdjęcia budynków, w których będą punkty kontrolne, by ułatwić ich znalezienie?), wspaniałej atmosferze, świetnie oznakowanej trasie i punktach odżywczych zaopatrzonych niczym szwedzkie stoły w czterogwiazdkowych hotelach.

Dość powiedzieć, że na uczestników ZMŚ czekało aż pięć różnych zup, w trzech punktach – bo w każdym z nich przygotowano także wersję dla wegetarian. Do tego dziesiątki przekąsek: żółty ser, kabanosy, kilka rodzajów ciastek, świeże i suszone owoce (w tym figi i daktyle!), zimne napoje, kawa i legendarna herbata prezesa.

Właściwie można narzekać, bo ten Zimowy Maraton Świętokrzyski nie był zimowy, bo w tym roku po raz pierwszy na trasie zabrakło śniegu. Nie był też maratonem, raczej 7/6 maratonu, bo trasa mierzyła około 49 kilometrów (wg zapowiedzi organizatorów 48,5, wg pomiarów uczestników ok. 50 km). Nikt jednak się nie skarżył, przynajmniej na poważnie: - Mam pretensje do organizatorów, bo zapraszali na zimowy a okazało się, że jest jesienny. Będę chciał jakiejś satysfakcji, bo jestem rozczarowany… - żartował pan Marek Siudak. - A tak poważnie: było naprawdę fajnie. To piękna impreza, świetnie zorganizowana, z ciekawą i miejscami wymagającą trasą. Lubię takie.

- Świetne warunki pogodowe, trasa super oznakowana, organizacja na piątkę z plusem – oceniał Tomasz Jaskólski, który pokonał swój najdłuższy w życiu dystans. - No i zaskoczyło mnie, że tu jest tak pięknie. Nie wiedziałem, że w świętokrzyskim mamy takie miejsca. A że nie było zimy? Gorzej, gdyby było błoto, ale przy takim lekkim mrozie nawierzchnia była fajnie zmrożona i biegło się dobrze.

Cała trasa została świetnie przygotowana i oznakowana a w newralgicznych miejscach pilnowali jej policjanci, którzy zadbali o bezpieczeństwo uczestników. Nie było pomiaru czasu, zamiast tego należało się odznaczyć w pięciu punktach kontrolnych, w tym dwóch samoobsługowych. To kolejny fenomen, który sprawia, że ZMŚ staje się imprezą dla wszystkich: dobrze czują się tutaj biegacze, miłośnicy nordic walking i wędrowcy, miłośnicy górskich „wyryp”, którzy z zawodami nie mają nic wspólnego.

W Chęcinach stają wspólnie na starcie i nikt nie czuje się lepszy od drugiego. Nie ma znaczenia czy ktoś pokonał trasę w 6 czy w 14 godzin. Na mecie słyszy fanfary i gong a trud nagradzany jest medalem i dyplomem. Te wręczane są… następnego dnia, bo Zimowy Maraton Świętokrzyski to nie jest impreza, którą odhacza się i ucieka z mety prosto do domu. Stali bywalcy przyjeżdżają w piątek i zostają do niedzieli. Czas spędzają wspólnie, co umożliwiają organizatorzy, przygotowując nie tylko biesiadę, ale nawet koncerty!

KM


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce