6. Nocny 4F Półmaraton Praski: Nie masz cwaniaka nad... Kamila Jastrzębskiego! Katarzyna Kowalska na 5 km „jak dzik w buraki” [BIEGOWA FOTA - KUP ZDJĘCIA]


Opublikowane w ndz., 01/09/2019 - 00:55

Po raz kolejny 4F Półmaraton Praski przyciągnął obsadę godną mistrzostw kraju. To jednak nie główni faworyci odegrali pierwszoplanowe rolę, ale obrońca tytułu – Kamil Jastrzębski. Nie powiodło się nocne polowanie na rekord imprezy, który wciąż należy do Marcina Chabowskiego (1:03.32).

Prawa strona Wisły ma swój niepowtarzalny klimat, dobrze znany z szemranych piosenek Stanisława Grzesiuka. Poczuć ducha tej dzielnicy można było podczas wieczornego półmaratonu wiodącego ulicami Saskiej Kępy czy Gocławia. O cenne sekundy walczyć można było zwłaszcza na długiej prostej prowadzącej Wałem Miedzeszyńskim.

W sobotni wieczór aura sprzyjała biegaczom. Na termometrach było ok. 24 stopni. Po gorącym dniu można było nieco odetchnąć, choć i tak było duszno.

Mężczyźni

Od początku mocne tempo dyktowała krajowa czołówka: Henryk Szost, Mariusz Giżyński i Błażej Brzeziński – wszyscy przygotowują się do Światowych Wojskowych Igrzysk Sportowych. Prowadził ich Kenijczyk Cosmas Kyeva, a celem był wspomniany rekord imprezy. Kamil Jastrzębski nie zamierzał jednak łatwo oddać tytułu, a walczył też o życiówkę.

Pierwsze 5 km prowadząca trójka pokonała w 15:06. Za liderami, z niewielką, bo ok. 20-sekundową stratą podążał zawodnik z Kraśnika. Na półmetku szanse się wyrównały - na prowadzeniu znalazł się Henryk Szost (30:36), a za nim podążali Kamil Jastrzębski i Mariusz Giżyński. Z trasy zszedł zwycięzca Maratonu Warszawskiego z 2017 roku – Błażej Brzeziński.

Ostatecznie na błoniach Narodowego jako pierwszy, przy aplauzie kibiców i przy efektownych płomieniach sztucznych ogni rozświetlających strefę mety, zameldował się Kamil Jastrzębski. Wynikiem 1:04:57 ustanowił nowy rekord życiowy.

– Jestem bardzo szczęśliwy. Miałem swoje założenia, biec od początku po 3:04/3:05 min./km. To dawało wynik w granicach 65 minut. Udało mi się to zrealizować. Każde 5 km zafunkcjonowało jak w szwajcarskim zegarku. To dobry prognostyk przed jesiennym maratonem – mówił na mecie Kamil Jastrzębski.

– Ponieważ były zapowiedzi ataku na rekord imprezy, więc nie spodziewałem się wygranej. Jednak to ja tego dnia okazałem się najlepszy. Taki jest sport. Chłopaki bardzo mocno ruszyli, ale widziałem że słabną. Jak minąłem Mariusza Giżyńskiego i zbliżyłem się do Henryka Szosta, to już wiedziałem, że mogę to wygrać – relacjonował zwycięzca.

Drugie miejsce zajął Mariusz Giżyński, z wynikiem 1:06:16. Trzeci był Mateusz Kaczor z rezultatem 1:09:51.

Na 11. kilometrze z trasy zszedł rekordzista Polski w maratonie - Henryk Szost. Zawodnik przyznał, że od poniedziałku miał różne problemy zdrowotne, brał antybiotyk, ale wydawało mu się, że jest w stanie zrobić satysfakcjonujący wynik.

Kobiety

Nieco mniej emocji było w biegu pań. Tu samotną walkę z czasem stoczyła Aleksandra Brzezińska. Aktualna mistrzyni kraju w maratonie uzyskała wynik 1:16:38, pewnie wyprzedzając Emilię Mazek (1:20:13) i Karolinę Bilawę (1:23:44)

– Czas nie jest rewelacyjny, ale nie mogę narzekać. Jestem w trakcie przygotowań do maratonu. To mój piąty tydzień treningu, więc jak na ten okres to nawet jest dobrze – oceniła na mecie Aleksandra Brzezińska. – Od początku biegłam swoje, nie oglądałam się na rywalki, choć wiedziałam, że będą dobre dziewczyny.

– Na pewno wrócę tu, bo trasa bardzo mi się podoba. Jest płaska i szybka. Kibice też dopisali! – chwaliła zwyciężczyni.

Zgodnie z naszymi informacjami, na starcie zabrakło ubiegłorocznej zwyciężczyni Anny Łapińskiej, która przygotowuje się do jesiennego maratonu.

4F Praska Piątka: "Było komu biegać"

Godzinę przed startem półmaratonu swoje zmagania rozpoczęli uczestnicy biegu na 5 km. Wzruszającym akcentem był start chłopca wybudzonego ze śpiączki w Klinice Budzik, który o własnych siłach chciał postawić choć kilka pierwszych metrów. Kibice nagrodzili jego trud gromkimi brawami.

Stawka ruszyła falami spod stadionu PGE Narodowego w stronę Wybrzeża Szczecińskiego, i dalej ul. Sokolej, by po kwadransie wrócić na błonia. By uniknąć kolizji tras, finiszowali kilkadziesiąt metrów dalej niż stanęła główna meta półmaratonu.

Najszybciej z trasą uporali się Łukasz Parszczyński, który po zaciętym finiszu o 2 sekundy wyprzedził Daniela Żochowskiego, i utytułowana Katarzyna Kowalska, która od początku narzuciła swoje mocne tempo (16:30). Reprezentantka kraju wyprzedziła Mariolę Stasiewicz.

– Ten bieg kosztował mnie sporo zdrowia. Wiedziałem, że jestem dobrze przygotowany, ale nie sądziłem, że walka będzie taka wyrównana. Gdy zwyciężałem tu dwa lata temu, to nikt nie wytrzymał narzuconego przeze mnie tempa 3 min./km. Teraz praktycznie do końca była presja i rywale mnie naciskali. Ale to dobrze, bo znaczy że jest komu biegać! – ocenił na mecie Łukasz Parszczyński.

– Jak zawsze ruszyłam „jak dzik w buraki” (śmiech). To jest normalne i w moim stylu. Jakiś miesiąc temu wznowiłam treningi, nie jestem więc w topowej formie. Był też mój pierwszy start od wiosny, swoiste przetarcie i poszukiwanie szybkości. Jeszcze nie wiem gdzie wystartuje jesienią. Może podczas Światowych Wojskowych Igrzysk Sportowych. Zobaczymy… – mówiła Katarzyna Kowalska.

Łącznie w imprezie wzięło udział ponad 9400 osób. 4F Półmaraton Praski w formule wieczornej rozgrywany jest od 2017 roku.

RZ

fot. GR / RZ


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce