Bieg Mikołajkowy na Kabatach jak... majówka. Prezenty dotrą, "zakwasów nie będzie" [ZDJĘCIA]


Opublikowane w sob., 05/12/2015 - 17:46

Tysiące Mikołajów w całej Polsce postanowiło dziś sprawdzić swoją formę nim ruszą w świat rozdawać prezenty. Wszak niełatwo jest skradać się z przepastnym workiem czy wchodzić przez kominy do domów. Prawdziwy zlot Mikołajów, Śnieżynek i... choinek miał miejsce na warszawskich Kabatach, gdzie rozegrano 13. edycję Biegu Mikołajkowego.

Bez śniegu i... orkanu

Chociaż mamy już początek grudnia, a Mikołajki są tuż tuż, to pogoda w niczym nie przypomina zimowej. W prognozie na najbliższe dni nie ma nawet wzmianki o opadach śniegu. W sobotę w Warszawie było blisko 10 stopni Celsjusza. Mikołajowie musieli, więc pozostawić swoje zaprzęgi na dalekim biegunie i poprzerzucać swoje kilogramy zupełnie samodzielnie.

Biegano na dystansie 10 km na trasie doskonale znanej wszystkim uczestnikom Grand Prix Warszawy. Start i meta znajdowały się obok Stacji Techniczno-Postojowej warszawskiego Metra, a prawidłowa ścieżka biegowa wiodła w większości prowadziły przez Las Kabacki.

Imprezę rozpoczęły panie. Śnieżynki ruszyły na trasę około 5 minut przed Mikołajami, którzy zdopingowali się głośnym odliczaniem. Słoneczna aura sprzyjała szybkiemu bieganiu. Co prawda momentami dało się odczuć mocniejsze podmuchy wiatru, jednak w porównaniu do Mikołajek z 2013 roku, gdy nad Polską szalał orkan Kswawery i organizatorzy nie mogli rozstawić namiotów, tegoroczna edycja była jak udana majówka.

Sam sobie Mikołajem

Jako pierwszy na mecie po nieco ponad pół godzinie pojawił się Sebastian Polak (33:16). Drugi był Wojciech Grądzki z minutową stratą. Trzeci finiszował Michał Jemioł, który rok temu również najniższe miejsce na podium w Biegu Mikołajkowym.

– Zwycięstwo to taki mały prezent, który sobie sprawiłem. Pogoda była super! Chociaż może z drugiej strony zachęciła do spacerowania i jazdy na rowerze... Trzeba było uważać na innych użytkowników lasu – relacjonował na mecie Sebastian Polak.

– Z Wojtkiem biegliśmy w czubie od samego początku. Z czasem zostałem sam, a po ponad trzech kilometrach dogoniłem pierwsze biegaczki. Szkoda było je wyprzedzać, ale nie dało się ominąć ich w inny sposób. Musiałem zrobić swoje... – śmiał się popularny „Słonik”.

Nie próżnował

– Na ten bieg dostałem zadanie od trenera - pobiec w okolicach 3:30 min/km – powiedział nam Wojciech Grądzki, zdobywca drugiego miejsca. – Zaczęliśmy równo z Sebastianem, ale on „odpalił” i zaczął biec gdzieś po 3:15 min/km. Dla mnie to jeszcze nie jest moment na takie bieganie. Jestem w trakcie przygotowań do swojego sezonu triathlonowego, to jest etap budowania mojej bazy. Czasem przeplatam to elementami szybkościowymi, a najlepszy test formy to start na zawodach. A przegrać z Sebastianem Polakiem to nie wstyd. To jest dobry biegacz. Ja też jestem zadowolony, bo zrealizowałem swoje założenia – cieszył się nasz rozmówca.


Polecamy również:


Podziel się: