Chomiczówka: Głowala po raz trzeci, Gardzielewski po raz szósty! Rekord trasy kobiet „dla babci”. 12-latka na podium 5 km! [WYNIKI, WIDEO, DUŻO ZDJĘĆ]


Opublikowane w ndz., 20/01/2019 - 17:47

Nieco na peryferiach Warszawy rozgrywany jest bieg, który co roku koncentruje uwagę stołecznych biegaczy. Na starcie 36. Biegu Chomiczówki, z niezbyt popularnym dystansem 15 km, stanęła niemal cała krajowa czołówka. - To mogły być mistrzostwa Polski - oceniła wielokrotna reprezentantka kraju Izabela Trzaskalska.

„Tradycja” to słowo, które podczas Biegu Chomiczówki jest odmieniane przez wszystkie przypadki. To jedna z najstarszych imprez biegowych w stolicy - od 1984 roku uczestniczyło w niej wiele pokoleń biegaczy. Na Bielanach zawsze można spotkać zarówno debiutantów, jak biegaczy bardziej doświadczonych i byłych mistrzów. Nie inaczej było i tym razem.

Po raz trzeci…

Pogada dopisała, choć jeszcze kilka dni temu organizatorzy ostrzegali, że może być mroźno i śnieżnie. Istotnie było chłodno, ok. minus 6 stopni, ale w przeciwieństwie do kilku poprzednich biegów, nie trzeba było odśnieżać ulic i skuwać lodu. W historii imprezy organizatorom i uczestnikom nie raz już przychodziło walczyć z tak trudnymi warunkami.

Zanim rozgorzała sportowa walka, uczestnicy uczcili pamięć prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, wysłuchując w skupieniu fragmentu utworu „Sound of Silence”. Piosenka stała się symbolem tragedii, do której doszło doszło w poprzednią niedzielę. Nie zabrakło flag Gdańska i Warszawy (Paweł Adamowicz pośmiertnie otrzymał tytuł honorowego obywatela stolicy). Później już tylko wspólne odliczanie i start na 15 km.

Od początku na prowadzeniu znalazła się piątka zawodników. Tempo dyktował Kamil Jastrzębski, a obok podążali Błażej Brzeziński, Emil Dobrowolski, Ukrainiec Andrzej Starżyński oraz Robert Głowala. Na drugim okrążeniu doszło do pomyłki. Na niezbyt dobrze oznaczonym zakręcie zawodnicy wbiegli w barierki i taśmy. Pobiegli po najkrótszej linii, a nie jak chciał tego organizator, do środka skrzyżowania i dopiero w prawo. Czołówka szybko jednak się pozbierała i ciągnęła do mety.

Finisz również dostarczył emocji. Robert Głowala samotnie zmierzał po trzecią wygraną z rzędu. Unosił już ręce do góry, cieszył się, by po chwili „w bramie” paść na ziemię, trzymając się za brzuch. Szarfę przerwał biegnący za nim Ukrainiec Andrzej Starzyński Ponieważ jednak taśma trzymana była kilka metrów za punktem pomiaru czasu, bieg wygrał zawodnik Wilgi Garwolin z czasem 46:26.

- Padłem, bo ostatnie 4-5 km biegłem ze straszną kolką. Bałem się zaryzykować i pójść mocniej w końcówce. Ruszyłem dopiero ostatnie 1500 metrów, ale z ogromnym bólem. Ktoś mnie straszył, że nie przerwałem szarfy, ale mam nadzieję, że to ja wygrałem… - mówił na mecie Robert Głowala. - Wiedziałem, że jest dużo zakrętów i barierek, dlatego starałem się trzymać nieco z tyłu. Szczerze mówiąc, trochę się zamyśliłem w pewnym momencie i pobiegłem w prawo, zamiast odbić w lewo. Ale skorygowałem pomyłkę - wspominał niefortunne zdarzenie nasz rozmówca.

Wśród pań od początku wysokie tempo narzuciła Izabela Trzaskalska. Dziesiąta zawodniczka berlilńskich ME w biegu maratońskim zostawiła za sobą Aleksandrę Lisowską, Dominikę Stelmach i Ewę Jagielską. Biegaczka z Terespola wygrała z rezultatem 51:31 bijąc własny rekord imprezy (51:58). Była to już jej czwarta wygrana na głównym dystansie (2014, 2015, 2016).

- Biegło mi się bardzo dobrze, choć lekko nie było. Zaczęłam może trochę za mocno i praktycznie cały czas biegłam sama. Czuć było wiatr i zimno. Najgorsze były agrafki, bo tam najwięcej traciłam. Jestem jednak zadowolona, bo to bardzo dobry wynik jak na styczeń - powiedziała nam Izabela Trzaskalska.

- Wygraną chciałabym zadedykować babci z okazji jej dnia. Wczoraj, niestety, mieliśmy jej pogrzeb... (chwila ciszy). Ona zawsze mi kibicowała i dziś ze mną też była pewnie obecna... - dodała biegaczka.

… i po raz szósty

Zanim z trasą zmierzyli się uczestnicy biegu głównego, godzinę wcześniej odbył się 14. Bieg o Puchar Bielan na dystansie 5 km. Już po raz szósty z rzędu wygrał Arkadiusz Gardzielewski, który na pokonanie trasy potrzebował 14:37 min. To nowy rekord trasy, lepszy o sekundę od poprzedniego, także należącego do maratończyka z Wrocławia.


Polecamy również:


Podziel się: