Deszczowy, szybki i sentymentalny. Cracovia Marathon Waszymi oczami i nogami [ZDJĘCIA]


Opublikowane w pon., 29/04/2019 - 10:31

Deszczowa pogoda sprawiła że ponad tysiąc osób (!) wycofało się z maratonu w dawnej stolicy Polski. Ci, którzy jednak stanęli na starcie, mieli różne motywacje. Jedni walczyli o życiówki (najczęściej skutecznie), inni dokładali kolejną cegiełkę do upragnionej Korony Maratonów Polskich, prowadzili kogoś w debiucie, zwiedzali Kraków, sentymentalnie wracali na trasę swojego pierwszego maratonu lub… urządzali sobie biegową randkę w pięknym miejscu.

Ambasador Festiwalu Biegów Tomasz Opuchlik w trudnych warunkach wywalczył nowy rekord życiowy:

– Rzęsisty deszcz oraz niska temperatura dały solidnie popalić wszystkim uczestnikom. Nabiegałem 3:07:33, ale przez godzinę trząsłem się jak galareta – przyznał Tomek. – Planowałem poniżej 3:05, ale i tak cieszę się z nowej życiówki poprawionej o blisko 5 minut i ze zdobycia Korony Maratonów Polskich.

– Jak dla mnie najbardziej przyjazny pod względem trasy jest Wrocław, Kraków umieściłbym na drugiej pozycji wraz z Warszawą. Ale pod względem liczby kibiców i atmosfery panującej na trasie Kraków to jest zdecydowany nr 1! – chwalił biegacz.

– Organizatorzy po raz kolejny stanęli na wysokości zadania. Na pochwałę zasługuję zwłaszcza bogato wyposażone punkty odżywcze. Ogromne brawa i szacunek należą się wolontariuszom, którzy w taką pogodę licznie zjawili się na trasie maratonu – podkreślił Tomasz.

Marcin Hałas wprawdzie wybiegał „polską życiówkę”, bo szybciej pobiegł tylko raz na Cyprze, ale dokonał też innego wyczynu. W sobotę wystartował w Krakowie w maratonie na rolkach, w niedzielę biegiem. W międzyczasie zdążył pojechać do domu i pójść do pracy na nocną zmianę!

– Miałem cały tydzień nocną zmianę, więc w sobotę jechałem po pracy, ale ta ostatnia nocka nie była planowana. Dowiedziałem się w piątek, że mamy przyjść do pracy, bo odrabiamy 2 maja – mówił po drugim starcie Marcin. – Po maratonie na rolkach jazda do domu, trzy godziny snu, nocka w pracy i z powrotem do Krakowa… Na szczęście na trasie nie odczuwałem skutków wczorajszej jazdy na rolkach, bo to jednak nieco inne mięśnie pracują. Z wyniku jestem zadowolony. Biegło mi się dobrze, bo było deszczowo a ja wolę, kiedy jest chłodno.

– Trasę uważam za ciekawą. Dobrze poznać inne oblicza Krakowa, bo zwykle zwiedzamy tylko tę historyczną część. Brawa za świetną organizację biegu, w tym sprawne biuro zawodów i rewelacyjnych wolontariuszy, uśmiechniętych mimo deszczu. Na trasie było też kilka zespołów muzycznych zagrzewających do biegu – chwalił nasz rozmówca.

Na wynik nie biegli także Sylwia i Dariusz Krause, biegające małżeństwo z Radlina, założyciele Radlinioków w Biegu, w barwach których startuje m.in. Mateusz Mrówka. W Krakowie urządzili sobie nieco sentymentalną biegową randkę…

– Biegliśmy PM, czyli „po medal”, który w Krakowie zawsze jest piękny – uśmiecha się Sylwia. – Świetnie biegło się z pacemakerem na 4:15, bo opowiadał o Krakowie, mijanych miejscach, zagrzewał do biegu, motywował. Trochę się podczepiliśmy i wychodzi na to, że biegliśmy turystycznie. Wynik 4:17:03, czyli zadowolenie. Ciągle w biegu, stałym tempem, z elementami opowieści o historii Krakowa w tle. Po drodze słuchaliśmy między innymi Legendy o Lajkoniku.

– Ja biegłem turystycznie, takie dłuższe wybieganie przed Roztoczem 120 km – dodaje Darek. – Oczywiście zawsze mam cel: zrobić dużo zdjęć na trasie. Dzisiaj nie udało się ze Smokiem Wawelskim, bo zalało aparat. Atmosfera w Krakowie jest bajeczna. Dla mnie każdy maraton w tym mieście jest wyjątkowy. Tutaj zaczynałem swoją przygodę z maratonami w 2010 roku. Dzisiejszy był inny niż wszystkie, bo od startu do mety padał deszcz. Dla nas nie stanowiło to przeszkody. No i to był wyjątkowy czas, kolejne wspaniałe chwile spędzone z żonką, od startu do mety!

Państwo Krause także chwalili sprawną organizację biegu i pracę wolontariuszy, którzy mimo deszczu częstowali zawodników wodą, uśmiechami i ciepłym słowem. Podobała im się także trasa.

– Jedna pętla, zdecydowanie wolę taką trasę niż wtedy, kiedy były dwie. To mój czwarty maraton w Krakowie i poziom trudności co roku jest porównywalny. Było dużo tzw. agrafek, które ja osobiście lubię, bo mam wtedy możliwość witania się ze znajomymi, wypatrywania ich, przez co nie myślę o tym, że coś mnie boli. Atmosfera zawsze jest gorąca. Wspaniałe jest to, że start i meta są na rynku. Wbiegając na metę co roku odczuwam te same emocje i płaczę, jakby to był mój pierwszy maraton! – podkreślali.

A jaki był Wasz 18. PZU Cracovia Maraton? Piszcie w komentarzach – najciekawsze wypowiedzi opublikujemy w tym wpisie.

KM


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce