Marcin Michalec: rekordzista Europy i pogromca Jaworzyny… na starcie Iron Run!


Opublikowane w pt., 06/09/2019 - 16:16

Rekordzista świata w maratonie nordic walking, świeżo upieczony mistrz Polski na dystansie półmaratonu, ubiegłoroczny pogromca Jaworzyny, Marcin Michalec, w tym roku postanowił spełnić swoje marzenie. Stanie na starcie najtrudniejszej festiwalowej konkurencji Iron Run.

Rok temu zaskoczyłeś wszystkich rewelacyjnym czasem, z którym wygrałeś MP w Hill Nordic Walking. Czym ta konkurencja różni się od innych startów z kijami?

Marcin Michalec: - Przede wszystkim to nordic walking pod górę, nie na płaskim. Trzeba do tego podejść z pokorą. To nie jest prosta góra. I właśnie to jest wyjątkowe w tym starcie, że człowiek nigdy do końca nie wie jak to będzie. Góra potrafi wycisnąć ostatnie siły, więc trzeba do tego tematu podejść naprawdę rozważnie.

Przygotowywałeś się do tego startu jakoś specjalnie?

Szczerze? (śmiech) U mnie to był totalny spontan. Byłem po UltraJanosiku, którego biegłem tydzień wcześniej. Po nim miałem tydzień luzu. I tak wystartowałem. Myślę, że mój organizm po prostu oddał to, co dostał w poprzednim starcie. Wytrenowałem się więc w innych startach…

Zasadniczo trenujesz bardziej bieganie czy nordic walking?

Teraz głównie biegam. Starty nordic walking nie są w tym sezonie moim głównym celem.

Ale wygrałeś ostatnio Mistrzostwa Polski…

Tak się złożyło (śmiech). Naprawdę niewiele razy miałem kije w rękach w tym roku. Mogę starty policzyć na palcach. Bazuję głównie na bieganiu, przede wszystkim górskim. Chodzenie z kijami mam po prostu w pamięci mięśniowej. Człowiek idzie i to się samo włącza…

Biegowo trenujesz więcej w górach czy po asfalcie?

Ze względu na obowiązki wygląda to tak, że raz albo dwa w tygodniu jestem na swoich pagórkach a reszta treningów jest wykonywana w płaskim terenie.

Jesteś bardzo uniwersalnym zawodnikiem: biegi płaskie, górskie, nordic walking. Jaki jest Twój główny cel w tym sezonie?

Iron Run. Powiedziałem rok temu, zjeżdżając kolejką z Jaworzyny, że za rok wystartuję w Iron Run. Uważam, że marzenia są po to, żeby je realizować, więc startuję. I mam nadzieję, że to marzenie o ukończeniu IR też uda się spełnić.

Którego z biegów boisz się najbardziej?

Czy się boję… Raczej podchodzę z pokorą. Każdy dystans ma coś w sobie i do każdego trzeba podejść poważnie, z szacunkiem. Nawet jeśli jest to mila albo 3 km. Ale największy respekt czuję przed 80 km i maratonem po nich. Wbieganie na Jaworzynę na koniec tego wszystkiego też będzie wyzwaniem.

Dotąd wchodziłeś na Jaworzynę, teraz będziesz musiał wbiec…

Wchodziłem, ale kiedyś już wbiegłem. Podczas jednego z Festiwali dostałem od fundacji udaru mózgu na expo koszulkę i prośbę, żebym wystartował w jakiś festiwalowym biegu. Postanowiłem wbiec na Jaworzynę. Wtedy była burza i oberwanie chmury, po zboczu Jaworzyny płynął strumień. Było straszliwie zimno.

Co uważasz za trudniejsze: wchodzenie czy wbieganie na Jaworzynę?

Wszystko jest trudne (śmiech). Ale pod kątem pracy mięśniowej nordic walking jest trudniejszy. Pracuje więcej mięśni i można bardziej się zajechać.

Czyli gdybyś miął wybór: wbiec albo wejść, wolałbyś wbiec na Jaworzynę?

Wbiec z kijami (śmiech).

Trzymamy zatem kciuki za każdy ze startów w ramach Iron Run!

Rozmawiała Katarzyna Marondel


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce