Rozmowa z Jakubem Burghardtem zwycięzcą półmaratonu


Opublikowane w pon., 08/10/2012 - 13:49

Czy możesz opisać, jak przebiegała walka na trasie?
Jakub Burchardt: Założenie treningowe było takie, by biec jak najdłużej za plecami przeciwnika, czaić się tuż za nim i na ostatnich kilometrach przyśpieszyć, oderwać się i po prostu wygrać bieg. Ten plan mniej więcej zrealizowałem. Pierwsze 10 kilometrów przebiegliśmy bardzo szybko w 30 minut i 42 sekundy, gdybyśmy to tempo utrzymali, to byśmy uzyskali czas około jednej godziny i trzech minut. W drugiej części dystansu jednak zwolniliśmy, bałem się, że prowadzący Ukrainiec specjalnie zwolnił by dogonił nas trzeci zawodnik. Dlatego od 15 kilometra podkręciłem tempo, a zaatakowałem na 19 kilometrze. Na ostatnich dwóch kilometrach wypracowałem sobie przewagę, której nie oddałem do mety.

Jak oceniasz trasę biegu. Była szybka? Wymagająca?
Trasa była bardzo szybka, szeroka, przyjemnie się po niej biega. Myślę, że jest tu szansa biegania nawet na godzinę i 3 minuty. Ja pobiłem dziś swój rekord życiowy w półmaratonie.

W jakich biegach się specjalizujesz? Czy biegasz maratony?
W 2008 roku trenowałem pod maraton, bo miałem cel - zakwalifikowanie się do Igrzysk w Pekinie. Biegłem wtedy maraton w Dębnie, jednak na 23 kilometrze musiałem zejść z trasy z powodu bólów żołądka. Tak więc w swojej karierze maratonu jeszcze nie przebiegłem.

Jaki dystans najbardziej lubisz biegać?
Trudno powiedzieć, ponieważ startuje w biegach od pięciu kilometrów do półmaratonu. Biegałem nawet biegi górskie, w tym roku wygrałem bieg na Cergową (Beskid Niski), w którym pokonałem miedzy innymi Jana Długosza, jednego z najlepszych specjalistów od biegów górskich w Polsce, a ponadto pobiłem tam rekord trasy. Mogę więc startować i w biegach górskich i płaskich, ale nie ukrywam, że wolę uczestniczyć w biegach ulicznych.

Jak często występujesz w zawodach biegowych?
Aktualnie startuje niemal co weekend. Każdy otrzymuje jakiś dar od Boga, jeden jest świetnym lekarzem inny doskonałym adwokatem.  Ja chyba dostałem taki, że mogę biegać, sprawia mi to satysfakcję i ogromną frajdę, a przy okazji mogę coś dorobić.   

Czyli jesteś właściwie zawodowcem?
Takim półzawodowcem. Jak porównuję siebie do moich przyjaciół, np.  Henryka Szosta (mistrz Polski w maratonie), to nasze podejście do sportu wygląda nieco inaczej. On ma wszystko ułożone, w jakich zawodach występuje, trenuje dwa razy dziennie, poświęcił bieganiu swoje życie. Natomiast ja mimo to, że moje wyniki świadczą o tym, że jestem bliski zawodowcom, trenuję mało i startuję dość spontanicznie mogę bardzo dobrze pobiec. Moim marzeniem jest, by przed dużymi, ważnymi zawodami przez 3-6 miesięcy poświęcić się wyłącznie bieganiu. Dzięki temu mógłbym sprawdzić czy naprawdę mam ten talent czy nie. No ale do tego potrzebny jest sponsor...  

Jak zaczęła się Twoja przygoda z bieganiem?
W szkole podstawowej starowałem w wielu biegach przełajowych i najczęściej je wygrywałem. Jednak nauczyciele od wychowania fizycznego nie zwracali na to szczególnej uwagi. W szkole średniej, tam funkcjonowała sekcja lekkoatletyczna i co ważniejsze pracował mój pierwszy trener Józef Klimek. Na sprawdzianie biegowy na półtora kilometra osiągnąłem czas 5:01 i zacząłem trenować. Po roku wygrałem swoje pierwsze zawody i to był początek mojej przygody z bieganiem.  

Rozmawiał Łukasz Ciuba

Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce