"Warto było tu być". Biegające Żabcie i Bieg Konstytucji w Warszawie


Opublikowane w wt., 07/05/2019 - 09:05

Bieg z tradycją, bieg z historią... tak można nazwać to wydarzenie, bo Bieg Konstytucji 3 Maja to nie tylko zwykłe bieganie, to lekcja historii. Warto uczestniczyć w nim wraz z rodziną. Dzieci uczą się podczas takich imprez. Jeśli co roku będziecie powtarzali ten bieg to w końcu zapamietają datę 3 maja jako ważną. Im starsze dziecko tym więcej wiedzy można przekazać w trakcie podróży na wydarzenie. Kiedyś na pewno zauważycie, że… pamiętają.

Dlatego też w tym roku również tu byliśmy i pobiegliśmy całą rodziną a kibicowała nam babcia!

Na początku był bieg dzieci. Wielkie emocje towarzyszą temu zawsze. O ile starsze dzieciaki biegną same, to te mniejsze z rodzicami. Wydawać się mogło, że więcej jest ich na starcie niż dzieci i że nie jest to Bieg z Maskotką a Bieg z Rodzicami.

Nie mogę doczekać się kiedy Miśka pobiegnie tu sama. Zwykle tak właśnie jest lub łapię ją na trasie zaraz za startem i towarzyszę a tu po prostu nie chciała. Strach w oczach. W końcu dziki tłum, tysiąc dzieciaków!

Była rozgrzewka, jest rozliczanie i bum! Pędzimy przed siebie. Widzę jak spięta twarz córki przemienia się w uśmiech z każdym kolejnym, biegowym krokiem. Czyż to nie jest piękne? Biegnie poboczem, krzyczy „ile dzieci!” i się śmieje...

800 metrów i wpada na metę z czasem 4:43 - dostaje piękny medal i przesympatyczną maskotkę żyrafkę. Nie zabrakło też bananów i napoju dla dzieci.

 

Babcia już czeka by zabrać wnuczkę na strefę zabaw dla dzieci. A my - rodzice - znikamy w tłumie podążając na start naszego 5-kilometrowego biegu.

Na miejscu spotykamy znajomych, wymieniamy kilka zdań. Przychodzi czas na odśpiewanie hymnu - tu zawsze zastanawiam się czemu przy takich okazjach nie śpiewamy go całego?

Odliczamy i ruszamy. Tata Żabcia jak to facet gdy kobieta mówi mu „pilnuj się mnie”… Poleciał i tyle go widziałam!

Utrzymywałam tempo 5:43 min./km, aż tu nagle AGRYKOLA! No i to by było na tyle z fajnego biegania, bo podbiegów to ja nie cierpię. Druga część trasy była nawet ok, bo przecież jak jest w górę to musi być w dół. Tak więc 500 metrów zbiegu i potem jeszcze kolejne 500 po prawie płaskim i mamy metę!

Żabol tak szybko przez nią wpadł, że Michalinka z babcią w ogóle go nie zauważyły. Za to ja chętnie skorzystałam z ich dopingu i przyspieszyłam na końcówce. Czekał na mnie piękny medal i narzeczony, który oczywiście zaraz się zgubił, bo.… uwaga - Ja poszłam po zielonego, niedojrzałego banana, a on po żółtego!

No i tak… trochę się szukaliśmy, takie tam 10-15 minut. A wszystko przez kolor banana!

Wszyscy wróciliśmy do domu zadowoleni ze wspólnie spędzonego czasu.

Pogoda była super na życiówki, nie nasze oczywiście. Mamy nadzieję, że Wam udało się wybiegać super czasy a nawet jeśli nie to i tak warto było tu być i tworzyć tradycję nauki o historii naszej pięknej Polski!

Biegające Żabcie, Ambasadorzy Festiwalu Biegów


Polecamy również:


Podziel się: