Anna Karłowicz: „Śmieszy mnie kiedy amatorzy..."


Wśród ponad 12 tys. biegaczy, którzy ukończyli 12. PZU Półmaraton Warszawski była m.in. Pani Anna Karłowicz (K60). Do mety dotarła w pełni zdrowia, lekko i z uśmiechem na ustach, zadziwiając niejednego 20- czy 30-latka. Po biegu zamieniliśmy kilka słów.

Aniu, z zawodu jesteś?

Anna Karłowicz: Filologiem, obecnie na emeryturze. I o ironio mam mniej czasu na bieganie niż wtedy kiedy tryb życia był uregulowany czasem pracy zawodowej.

Od kiedy biegasz? Co spowodowało, że zaczęłaś?

Biegam od prawie trzydziestu lat. Raz szybciej raz wolniej, ale nieprzerwanie. Zawsze lubiłam ruch na świeżym powietrzu. Najpierw było to kolarstwo: szosowe, torowe, rajdowe, potem pływanie a od kilkudziesięciu lat wierna jestem bieganiu. Po nim przyjdzie pewnie czas na Nordic Walking, ale jeszcze nieprędko.

Lekcje wf?

Sport szkolny, w każdej ze szkół począwszy od podstawowej po studia, nie był na zbyt wysokim poziomie, ale nigdy od niego nie stroniłam i rodzice nie musieli mi pisać zwolnień z WF. To właśnie na studiach zaczęły się moje pierwsze sukcesy w bieganiu.

Jaki jest twój tygodniowy kilometraż? O jakiej porze dnia?

Jak odpowiem na to pytanie to konkurentki z kategorii wiekowej będą wiedziały, że aby mnie pokonać wystarczy tylko więcej trenować! (śmiech). A mówiąc poważnie, to nigdy na serio nie trenowałam. Po prostu sobie biegałam. Trzy razy w tygodniu: 5, 10, 15 kilometrów, wieczorem po pracy. I może w tym tkwi tajemnica wieloletniego biegania, właściwie bez kontuzji i utrzymywania dobrej formy.

Czyli bez trenera, planu treningów?

Tak. Nigdy na serio nie trenowałam więc i nigdy nie pisałam i nie piszę żadnych planów treningowych. Jestem sama sobie trenerem i proszę wybaczyć, lecz śmieszy mnie kiedy amatorzy traktują siebie jak wyczynowych zawodników i płacą za posiadanie personalnego trenera.

Biegasz cały rok?

Każda pora roku jest dobra do biegania. Jak mówią w Skandynawii: „Nie ma złej pogody, jest tylko złe ubrania”. Oczywiście najbardziej lubię te pory roku, które nie wymagają grubego ubierania się, a więc wiosnę, lato i jesień. Lubię tę lekkość i swobodę jakie daje letnie bieganie.

Gdzie są twoje ulubione tereny czy trasy do biegania?

Mieszkam w centrum Warszawy, więc w dni powszednie biegam w parku blisko domu. W soboty i niedziele jadę dalej czyli do podwarszawskich lasów. Nie lubię biegać po ulicach, chociaż czasami muszę. Kocham przyrodę i naturę dlatego zawsze lepiej się czuję w lesie jak na ulicy.

Biegasz sama czy w grupie?

Zawsze biegałam sama i tak już chyba zostanie. To, co mi się między innymi podoba w bieganiu, to niezależność od umawiania się z innymi. Sama wybieram dzień, godzinę, miejsce, tempo, czas trwania treningu. Teraz zapanowała moda na zbiorowe bieganie, ale pobycie ze sobą sam na sam jest bezcenne.

Słuchasz muzyki podczas biegania, obserwujesz przyrodę, rozmawiasz?

Nigdy nie biegam ze słuchawkami. Wolę słyszeć, co się wokół mnie dzieje. Nie rozmawiam, bo nie mam z kim (na szczęście). Przyrodę obserwuję chętnie ale przede wszystkim patrzę pod nogi.

Jak często startujesz w zawodach?

Teraz bardzo często bo i zawodów przybyło. Kiedyś jeździło się po całej Polsce, żeby wziąć udział w biegu. Teraz imprezy przyjeżdżają do mnie. Kilkanaście lat temu, w całej Polsce, w ciągu roku było dwadzieścia kilka biegów dostępnych dla amatorów. Obecnie jest ich tyle w samej Warszawie, i to w ciągu miesiąca. Czasami startuję w zawodach nawet co tydzień, a bywa że i dwa razy w tygodniu.

Stawiasz sobie cele na konkretne zawody? A jeśli tak to jakie?

Zawsze podstawowym celem jest ich ukończenie. Miejsce i czas mają już teraz dla mnie mniejsze znaczenie.

Na Półmaratonie Warszawskim nabiegałaś 2:12:14 (netto) i 11. miejsce w kategorii wiekowej...

Chciałam poprawić wynik z przebiegniętego trzy tygodnie wcześniej półmaratonu w Pafos na Cyprze. Pogoda była idealna, trasa też, organizacja na medal i tylko cały czas towarzyszyła mi jedna myśl: byle do mety. Cel został osiągnięty!

Jakie są twoje marzenie biegowe? Maraton, ultra maraton, biegi górskie?

Moim biegowym marzeniem jest biegać długo. Może nie do końca świata i jeden dzień dłużej, ale najdłużej jak się da.

Biegasz sama. A jak twoje bieganie widzi rodzina?

Udało mi się namówić do biegania starszego bratanka. Ukończył już dwa biegi na 5 i 10 kilometrów. Młodszy bratanek też dobrze rokuje, ponieważ zawodowy trener dostrzegł w nim talent do biegania. Na razie jednak pasjonuje się koszykówką. Rodzina mnie nie wspiera, ale podziwia.

Rozmawiała Irena Hulanicka


Polecamy również:


Podziel się: