Karolina Gorczyca „nie odpuszcza”. Przystanek Dębno

Karolina Gorczyca „nie odpuszcza”. Przystanek Dębno


Karolina Gorczyca biegała od zawsze, chociaż dopiero charytatywne imprezy biegowe dały jej motywację do regularnych treningów i pozwoliły odnaleźć radość w bieganiu.

W zeszłym roku aktorka filmowa i teatralna brała udział w drugiej edycji Biegu Charytatywnego, gdzie ze swoją sztafetą zajęła drugie miejsce. W tym roku jej plany startowe są bogate. Obejmują m.in. start w Półmaratonie Poznańskim i warszawskiej Triadzie „Zabiegaj o Pamięć”. - Tego po prostu nie mogłabym odpuścić - zapewnia Karolina Gorczyca, która na swoim koncie ma też ukończone z powodzeniem triathlony.

Bieganie było do tej pory pani najmniej lubianą dyscypliną w triathlonie, ale jednocześnie było obecne w pani życiu od czasów szkolnych. Jakie były początki pani biegania?

Karolina Gorczyca: Rzeczywiście, zaczęłam biegać chyba już w podstawówce. Mieszkałam przy stadionie i mam wrażenie, że moje początki wzięły się z nudy. Miałam potrzebę, żeby się jakoś rozerwać i chodziłam na ten stadion. Była też dodatkowa motywacja, zwłaszcza gdy byłam nastolatką. Chciałam wtedy dobrze wyglądać. Niby powód banalny, ale jednocześnie bardzo istotny.

A jednak w pewnym momencie zarzuciła pani bieganie. Dlaczego?

To nie tak. Ono właściwie zawsze było. Robiłam to dla siebie, dla własnej satysfakcji. Potem nastąpiły czasy studiowania w Krakowie. Polegało to na tym, że miałam bardzo dużo zajęć, wśród których nie brakowało tych ruchowych. Był balet, inne tańce, była pantomima. Na bieganie w tym wszystkim nie było już miejsca, czasu i chęci.

Wróciłam do biegania już w Warszawie, gdy zostałam mamą i zaczęło mi brakować aktywności fizycznej. Jednocześnie pojawiły się propozycje wzięcia udziału w zawodach sportowych. Zostałam ambasadorką triathlonu i to uruchomiło lawinę ruchu w moim życiu. Jak już się zacznie biegać czy jakiś inny ruch uprawiać, to trudno to odpuścić.

Co bieganie zmieniło w pani życiu? Jakie korzyści przyniosło?

Olbrzymie korzyści. Bieganie bardzo dużo wniosło do mojego życia. Sport kształtuje siłę charakteru, dyscyplinę, pomaga w organizacji życia i czasu. Pomaga mi duchowo, fizycznie i psychicznie. Spotykam wspaniałych ludzi, motywujących, zakręconych. Bieganie szybko przynosi korzyści, a niewiele trzeba, żeby zacząć. Wystarczy założyć buty i zacząć choćby nawet szybko spacerować, albo wolno truchtać. Myślę, że jest jeszcze jedna korzyść z biegania. To przykład na mojej córki, że ruch jest ważny i nie warto z niego rezygnować.

Teraz przygotowuje się pani do swojego pierwszego maratonu w ramach akcji „Biegnę dla tych, którzy marzą, by chodzić”, która odbędzie się w Dębnie. Jak wygląda trening przed maratońskim debiutem?

Staram się biegać trzy, czasem cztery razy w tygodniu. Zależy, na co mi czas pozwala. Na początku tygodnia zwykle jest to taki swobodny bieg, nieco dłuższy. Drugi trening w tygodniu jest mocniejszy, zazwyczaj robię interwały, a weekend długie wybieganie. Nazywam to biegiem na głowę, bo służy on głównie temu, żeby przygotować głowę na perspektywę długiego wysiłku. Maraton w moim przypadku, to wysiłek, który potrwa dłużej niż 4 godziny. I spodziewam się walki z głową, która zapewne będzie mi podpowiadać, żebym zeszła z trasy. Chciałabym tę walkę wygrać.

Czyli nie nastawia się pani na żaden konkretny wynik?

Oczywiście, że nie. Nie planuję żadnego wyniku. Chcę tylko dobiec do mety i sprostać wyzwaniu, na które mentalnie chyba nawet nie jestem gotowa. Start w Dębnie mnie zmobilizował do codziennego wysiłku, treningu. Dzięki temu odkryłam przyjemność w bieganiu.

Najważniejszy jest jednak cel tej akcji. Moją inspiracją są uczestnicy biegów, którzy nie mogą biegać na własnych nogach lub samodzielnie, a jednak startują na wózkach, o kulach czy używając jakiejś innej techniki. Użalanie się nad sobą, gdy ma się dwie sprawne ręce i nogi, wydaje się dużą przesadą. Cieszę się , że w tej akcji mogę połączyć bieganie i pomaganie. W takich inicjatywach, zawsze chętnie biorę udział.

Rozmawiała Ilona Berezowska


Polecamy również:


Podziel się: