Karolina Nadolska o maratonie w Rio: „Stawiam wszystko na jedną kartę”


Opublikowane w czw., 20/08/2015 - 10:05

– Zrobię wszystko, by wywalczyć kwalifikację olimpijską. To duże wyzwanie, bo po urodzeniu dziecka musiałam odbudowywać formę niemal od zera. Wierzę jednak, że się uda – mówi najszybsza obecnie polska biegaczka długodystansowa Karolina Nadolska (Jarzyńska) przygotowująca się do wyjazdu na obóz treningowy w Colorado.

Dla rekordzistki Polski w półmaratonie rok 2015 jest wyjątkowy, pełen szczęśliwych zmian. W marcu biegaczka wyszła za mąż za swojego wieloletniego trenera - Zbigniewa Nadolskiego, a pod koniec kwietnia została mamą Tosi. Jak wygląda jej powrót do biegania, co jest najtrudniejsze, by pogodzić obowiązki macierzyńskie z treningami, kiedy i gdzie po raz pierwszy wystartuje, co myśli o Olimpiadzie w Rio de Janeiro, czy zaskoczyły ją ostatnie afery dopingowe w lekkoatletyce – na te i inne pytania odpowiada biegaczka w wywiadzie dla naszego portalu.

Pani Karolino, przede wszystkim wielkie gratulacje. Jak się Pani i córeczka czujecie? Czy wróciła już Pani do biegania?

Dziękuję bardzo. Czujemy się dobrze, a Tosia jest tak żywym dzieckiem, że w przeciwieństwie do swoich rodziców prawie w ogóle nie jest zainteresowana odpoczynkiem (śmiech). Biegać zaczęłam już 20 dni po porodzie. Początki nie były łatwe. Zmiany fizjologiczne, które zachodzą w ciele kobiety podczas ciąży są tak duże, że potrzeba trochę czasu, by to wszytko wróciło do normy. I tu nie tylko chodzi o mięśnie, ale również np. o parametry hormonalne.

Podczas pierwszych przebieżek - nie dłuższych niż 5-6 km - nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Miałam nogi ciężkie jakby były z ołowiu, szwankowała kondycja. Musiałam zacisnąć zęby, by móc krok po kroku wrócić do dawnej dyspozycji. Teraz, trzy i pół miesiąca od przyjścia na świat Tosi jest już dużo lepiej. Zaczynam pracować na bardziej wymagających jednostkach treningowych, a w tygodniu robię po 120 km.

Jak Pani sobie radzi, by łączyć obowiązki macierzyńskie z profesjonalnym treningiem?

Nie jest łatwo, szczególnie biorąc pod uwagę, że zdecydowaliśmy z mężem, by jak najdłużej karmić córkę w sposób naturalny. Muszę więc wstawać do małej 3-4 razy w ciągu nocy. Akurat w tym tata Tosi nie może mnie zastąpić (śmiech). Konsekwencją tego jest to, że mam mało czasu na wypoczynek, który w profesjonalnym sporcie odgrywa ogromną rolę. Odbija się to oczywiście na mojej dyspozycji. Są więc 2-3 dni kiedy biega mi się fantastycznie, po czym na kolejnym treningu jestem kompletnie wyczerpana. Ale niczego nie żałuję. To był nasz świadomy wybór.

Kiedy przeszło pół roku temu pojawiły się informacje, że Karolina Jarzyńska spodziewa się dziecka, przekonywała Pani, że przerwa zawiązana z macierzyństwem nie tylko nie złamania Pani kariery, ale może wręcz przełożyć się na jeszcze lepszą formę sportową. Czy nadal podtrzymuje Pani takie zdanie?

Jak najbardziej. Tak jak wtedy wspominałam, trenując bez przerwy przez 8-9 lat pojawiło się u mnie lekkie wypalenie. Tego było po prostu za dużo. Start za startem, impreza za imprezą. W pewnym momenty zaczęłam się zastanawiać, czy to jeszcze mnie bawi. Teraz po tej przerwie odzyskałam świeżość, radość z biegania. Chcę wrócić na trasy biegowe, do rywalizacji. Pojawiła się też dodatkowa mobilizacja w postaci Olimpiady w Rio.

Jak wyglądają Pani treningi, czy różnią się czymś od tych sprzed okresu macierzyństwa?

Ze względu na moją sytuację życiową muszą się różnić. Choć nie ma w nich przypadku - wszak układa je mój mąż i wieloletni trener - to jednak weryfikuje je każdy dzień. Musimy być elastyczni zarówno pod względem intensywności jak i objętości treningu.

W powrocie do dawnej dyspozycji ma pomóc wyjazd do Stanów Zjednoczonych, do Pani ukochanego Colorado. Jak długo on potrwa?

Jadę z całą rodziną na 5-6 miesięcy. Zdecydowaliśmy z mężem, że powinnam wrócić w góry. To miejsce, które znam, gdzie czuję się bezpiecznie, a co najważniejsze, gdzie treningi przynoszą efekty. Jeśli chcę zakwalifikować się na olimpiadę, muszę postawić wszystko na jedną kartę. Jeśli coś nie wyjdzie nie chcę potem żałować, że czegoś zaniedbałam.

Kiedy można spodziewać się Pani pierwszego startu?

Wydaje mi się, że pod koniec rok, ale to zależy od mojego menadżera. Musi on przekonać organizatorów zawodów, że warto zainwestować w zawodniczkę, której tak długo nie było na trasach biegowych. Pewnie na początku wystartuję w Stanach Zjednoczonych, choć nie wykluczam, że pojawię się też w Europie.

Czy nie obawia się Pani tego, że pierwsze zawody mogą przynieść rozczarowujące wyniki?

Zdaję sobie sprawę, że tak może być. Jestem bardzo ambitna i pewnie będę starała się jak najdłużej odwlekać moment startu, by pobiec dopiero wtedy, gdy będę dobrze przygotowana. Z drugiej strony mój mąż przekonuje mnie, że właśnie poprzez starty - nawet nieudane - najszybciej dojdę do właściwej dyspozycji. Ufam mu, więc zapewne tak zrobię.

Polecamy również:


Podziel się: