Łukasz Zdanowski: „Niczego nie dostałem w życiu za darmo"


Opublikowane w sob., 11/06/2016 - 20:23

Pierwszy poznał się na nim Józef Pawlica. Znany biegacz górski nie miał wątpliwości, że jego kolega będzie odnosił w bieganiu sukcesy. Nie pomylił się. A kolega został wicemistrzem Baikal Ice Marathonu i Ultra Trail Hungary. A to jego pierwszy sezon startów na świecie!

Nam Łukasz Zdanowski – bo właśnie o nim mowa – dał się poznać jako poukładany, utalentowany biegacz z planem na życie. Zapytaliśmy go o plany biegowe i przeanalizowaliśmy jego drogę od rozczarowania boksem, po radość biegania na ultra dystansach.

Twoja kariera sportowa zaczęła się od biegania na bieżni. Ale porzuciłeś bieganie dla boksu, a później boks dla biegania i gór...

Łukasz Zdanowicz: Był taki moment, że w ogóle byłem obrażony na sport, ale pojawiła się nadwyżka kilogramów i boks wydawał się idealnym sposobem na to. Wiązałem z nim również pewne nadzieje. Prowadziła mnie mistrzyni świata w paru federacjach. Chciałem dążyć do zawodowstwa, ale nie do końca wyszło to tak, jak sobie zaplanowałem. I właściwie nie ma co się nad tym rozwodzić. To już przeszłość.

Pojawiły się góry i biegi…

Tak, lubiłem wyjeżdżać w góry. Dowiedziałem się o biegu Granią Tatr i wymarzyłem sobie, że będę w nim uczestniczył. Ten plan zrealizowałem. Bieg ukończyłem na 10. miejscu. Boks dał mi podstawy do takiego biegu. Trening boksera jest ogólnorozwojowy, a nacisk położony jest na wytrzymałość i siłę. Sporo dała mi też bieżnia. Ciało jednak zapamiętuje technikę. To wszystko złożyło się na bazę, z której mogę korzystać w biegach górskich.

Na jakiej trasie zadebiutowałeś?

Właściwie to były dwa debiuty. Pierwszy bieg, do którego się przygotowywałem to Bieg Rzeźnika. Moje pierwsze przygotowane ultra, ale nie poszło najgorzej. Zajęliśmy tam chyba 13. miejsce. Jednak wcześniej odbywał się Maraton Bieszczadzki, w którym wziąłem udział bez przygotowania i mimo tego, uważam, że też było fajnie. Byłem tam w czwartej dziesiątce. Tak to się zaczęło.

Jak przeżyłeś ultramaraton bez przygotowania? Domyślam się, że to było raczej bolesne doświadczenie.

To prawda (śmiech). Od 30. kilometra chciałem zejść z trasy. Miałem ścianę, której nie zapomnę do końca życia. Organizm nie był przygotowany na ten poziom wysiłku, a ja nie miałem doświadczenia i za mocno zacząłem. Z tego, co pamiętam ruszyłem za Bartkiem Gorczycą, więc po 5 kilometrach, zaczęło mi się odechciewać tego biegania. Ale bieg ukończyłem. Później oczywiście zacząłem trenować, myśleć o tym, jak się przygotować, jak uzyskać lepsze rezultaty.


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce