Michał Derus - marzenia spełnione i niespełnione

Michał Derus - marzenia spełnione i niespełnione


Srebrny medalista paraolimpijski, mistrz świata i Europy, który z powodzeniem startuje z biegaczami pełnosprawnymi, na nieco na miesiąc przed lekkoatletycznymi mistrzostwami świata zawodników niepełnosprawnych opowiedział nam o swoich marzeniach i niełatwej drodze do międzynarodowej rywalizacji.

Jak został pan sprinterem?

Michał Derus: Przez przypadek trafiłem do Polskiego Związku Sportu Niepełnosprawnych (START) w Tarnowie. Byłem wtedy w trzeciej klasie gimnazjum. Zacząłem od pływania. To był jednak krótki epizod. Gdy pojawiłem się na pierwszym treningu lekkoatletycznym, trener dostrzegł we mnie predyspozycje do szybkości i tak to się zaczęło.

Uprawia pan bieganie od dawna, ale dopiero w 2013 r. mógł pan po raz pierwszy walczyć o kwalifikacje na najważniejsze międzynarodowe zawody. Dlaczego?

W 2008 r. bardzo chciałem jechać do Pekinu, ale ówczesne przepisy mi to uniemożliwiły. Nie było dla mnie grupy startowej. Wierzyłem, że to się kiedyś zmieni i przez cały czas trenowałem. Regularnie rywalizowałem w kraju zarówno z biegaczami pełnosprawnymi, jak i niepełnosprawnymi.

Jakiego warunku pan nie spełniał, by zostać zawodowym biegaczem niepełnosprawnym i otrzymać tę grupę startową?

Nie mam dłoni, ale za to mam ruchomą część nadgarstka. Według ówczesnych wytycznych, amputacja była uwzględniania wtedy, gdy miała miejsce powyżej nadgarstka. Teraz mierzy się długość chorej kończyny względem zdrowej.

I ani razu w ciągu tych 5 lat bez przyznanej sportowej grupy niepełnosprawności, nie chciał pan rzucić biegania?

Były gorsze chwile, zwłaszcza gdy nie jechałem na igrzyska. Czułem się zawiedziony i stawiałem sobie pytania o przyszłość, ale miałem nadzieję, że coś się zmieni. Śledziłem na bieżąco każdą wzmiankę na ten temat i wiedziałem, że powstaje projekt zmian w przepisach o klasyfikacji. Ten projekt uwzględniał moje schorzenie. Trzymałem się więc myśli, że wszystkie prace legislacyjne zostaną przeprowadzone i projekt wejdzie w życie. Tak się stało w 2013r.

Jaką alternatywę dla biegania pan wtedy widział?

Skończyłem technikum informatyczne, potem kontynuowałem studia w tym kierunku i kiedyś jeszcze do tego wrócę. Nadal staram się być na bieżąco, poświęcać czas na doskonalenie swoich umiejętności w dziedzinie programowania i będę to rozwijał. Myślę o stażu w tym kierunku.

Mimo to zaczął pan studia na AWF. Czyżby marzył jeszcze o karierze trenera?

No właśnie nie bardzo. Studia rzeczywiście zacząłem, ale wcale nie jestem pewien, czy je skończę. To jednak nie jest to. Trenerem raczej nie będę (śmiech).

Jak pan zareagował na zmiany w przyznawaniu grup sportowych?

To była wielka radość. Były też ogromne nerwy. Paraolimpiada była gdzieś z tyłu głowy, ale najpierw musiałem zdobyć minima na mistrzostwa świata. Startowanie na zawodach tej rangi było wielką radością, ale nie nastawiałem się na medal. To był mój debiut. Mimo presji, udało mi się ograć zawodników lepszych od siebie. Zdobyłem mistrzostwo świata na 100m, wicemistrzostwo na 200m.

Ale nie tylko presja stawiała ten start pod znakiem zapytania…

Tak. Dwa miesiące przed startem nabawiłem się kontuzji. Było trochę strachu. Na szczęście się udało. Zależało mi na tym, chciałem wykorzystać wszystkie szanse, by pojawić się w Rio. W tamtym momencie, w 2013 r., miałem na to jeszcze trzy lata.

Cel udało się panu osiągnąć. W 2016 r. wystartował pan w końcu na paraolimpiadzie i zdobył medal, chociaż w nieco innym kolorze niż ten wymarzony…

Moim marzeniem był przede wszystkim wybiegać medal paraolimpijski. Kolor miał mniejsze znaczenie, zwłaszcza że sezon przedolimpijski gorzej mi się układał. Zmiany w treningu przyniosły kryzysy i jeszcze trzy miesiące przed igrzyskami forma nie pozwalała mi myśleć o medalach. Poziom był wysoki, rekordy świata padały już w kwalifikacjach. Wyniki oscylowały wokół mojego rekordu życiowego (10.51 w 2014 r. - przyp. red.). Pobiegłem najlepszy czas w sezonie, ale emocje były ogromne. Rywalizowałem z przedstawicielami mocno dopingowanych gospodarzy. Musiałem się postarać. Wiedziałem, że jestem minimalnie lepszy od Brazylijczyków przy wyjściu z bloków, na dystansie oni zyskiwali. Dobrze wyszedłem z bloku i to zaprocentowało srebrnym medalem, ale walka na finiszu toczyła się o centymetry.

Miał pan jeszcze jedno marzenie. Na jakim etapie jest pana pragnienie powołania do kadry pełnosprawnych sprinterów?

Na etapie marzeń właśnie. Moja życiówka w 2014r. była ósmym wynikiem wśród polskich sprinterów, więc nie byłem bez szans. Jednak powołanie do kadry pełnosprawnej nie zależy jedynie od wyników sportowych. To skomplikowany proces. Muszę więc przyznać, że wspominałem o chęci dołączenia do pełnosprawnej kadry, ale nie podjąłem jakichś specjalnych starań. Spełnienie tego marzenia wymaga jednak zrobienia większego progresu w wynikach.

W tym sezonie będzie jednak szansa na spełnienie kolejnego marzenia podczas mistrzostw świata w Londynie. Z jakim założeniem się pan wybiera do Wielkiej Brytanii?

Z formy mogę być zadowolony. Przygotowania do mistrzostw już się rozpoczęły. Wprawdzie były przerwane przez kontuzję kostki, ale jest jeszcze czas by nadrobić zaległości i naprawić błędy. Liczę na dobry start, sportowe emocje i wielkie widowisko.

Rozmawiała Ilona Berezowska


Polecamy również:


Podziel się: