"Największym wyzwaniem jest nieznane". Michał Kiełbasiński w Yukon Arctic Ultra


Opublikowane w sob., 24/01/2015 - 18:09

- To idealne połączenie przygody na krańcu świata ze sportem - mówi o Yukon Arctic Ultra Michał Kiełbasiński, który jako pierwszy Polak chce pokonać 700-kilometrowy ultramaraton w trudnych, zimowych warunkach. 

Yukon Arctic Ultra to jedna z tych legendarnych imprez, o której marzy wielu, a startuje zaledwie garsteczka. Obok Marathon des Sables i szeregu ekspedycyjnych zawodów Adventure Racing to właśnie Yukon Arctic Ultra stanowi swoisty wyznacznik ekstremy. 

- Na pokonanie trasy 700 kilometrów mamy założony przez organizatora limit 13 dni. Średnia 54 kilometrów na dobę może nie wydawać się ekstremalna, ale pamiętajmy, że to sam środek arktycznej zimy. Temperatura może spaść nawet do -50 stopni - opowiada Michał Kiełbasiński, który środowisku krajowych ultrasów i pasjonatów rajdów przygodowych jest doskonale znany. W zawodach AR startuje już grubo ponad dekadę. W 2013 roku wygrał Bieg Siedmiu Szczytów na dystansie 230 kilometrów. Liczba startów Michała idzie w setki. 

Jednak wyzwanie na Yukonie to dla niego swoiste novum. - Mam za sobą kilkudniowe ściganie się w zimowych rajdach przygodowych, ale Yukon Arctic Ultra to impreza innej kategorii. Główna trudność nie polega natomiast na zimnie, bo do tego jestem przygotowany, ale na... nieznanym. - opowiada Michał. Do tej pory z kanadyjską zimą w tym formacie nie mierzył się żaden Polak. - Nie mam więc kogo zapytać o poradę, o patenty, o zabezpieczanie się na różne niespodziewane sytuacje. A zdarzyć się może wszystko - dodaje. 

Na 700 kilometrowej trasie imprezy uczestnicy muszą być samowystarczalni.

- Mniej więcej w odstępach 150 kilometrowych rozmieszczone są przepaki, w których możemy zostawić niewielkie paczki o wadze 6 kilogramów - opowiada Michał. Resztę ciągnąć będzie musiał w lekkiej pulce - saniach śnieżnych, jakie wykorzystują polarnicy. Oznacza to, że za jego plecami będzie dodatkowe 20 kilogramów z zapasem jedzenia, odzieżą, drugą parą butów, zestawem kuchennym i campingowym.

Trzeba być gotowym na wszystko, resztę podyktują warunki. - Warunki szlaku mogą być bardzo różne i zmienne. Dzień przed naszym startem z Whitehorse rusza Yukon Quest, 1000 milowy wyścig psich zaprzęgów, więc szlak będzie przez moment udeptany. Ale jeżeli w trakcie sypnie śniegiem, to prędkość poruszania się może zmaleć nawet do 2 kilometrów na godzinę - opowiada Michał. 

Cel jest jasny - ukończyć. - Mam na to 13 dni, ale chciałbym, jeżeli warunki pozwolą, zrobić całą trasę w 10 dni. Zwycięzcy w poprzednich edycjach uwijali się z 700 kilometrami średnio w 7,5 doby - opowiada Michał, dodając jednak, że na dobrą sprawę snucie założeń w przypadku takich imprez mija się z celem. - Duży opad śniegu, nagła fala mrozu lub odwilży. Cokolwiek i wszystkie założenia idą w łeb. Moim jedynym planem jest utrzymanie przez pierwsze dni cyklu 20 godzin napierania, 4 godziny snu. Wszystko po to, by pojawić się w Dawson City na mecie w limicie - dodaje. 

Yukon Arcitc Ultra rusza 8 lutego w Whitehorse. 

AB

fot. Archiwum Michała Kiełbasińskiego

Polecamy również:


Podziel się: