Olga Łyjak – „Lubię mieć pod górkę”


Jak uważasz, gdzie są granice trudności i bezpieczeństwa w górskich biegach, jeśli w ogóle są?

Myślę, że ich nie ma, bo ludzie te granice ciągle przekraczają. Już wspominałam o Uelim Stecku. Wyobrażam sobie zawody biegowe, w których będą elementy prawdziwie wspinaczkowe i będzie wymagany odpowiedni sprzęt i umiejętności, zresztą już teraz na niektórych zawodach trzeba mieć uprząż, by wpiąć się do zamocowanych lin. I są przecież organizowane rajdy przygodowe, gdzie są etapy zarówno biegowe, jak i wspinaczkowe. Ludzie robią coraz śmielsze rzeczy w górach, organizatorzy zawodów chcą to jakoś sklasyfikować i zorganizować wyścigi, a chętni na pewno się znajdą. Zresztą my mamy w Polsce swoją tradycję przejścia Głównej Grani Tatr na lekko i na czas, gdzie jest i dużo prawdziwej, wymagającej wspinaczki i dużo biegania. Wcale nie trzeba zorganizowanych zawodów, żeby ludzie ścigali się w górach w ekstremalnych warunkach.

Czy pod te dwa wspomniane wyzwania zmieniasz jakoś swój trening? Jak się do nich przygotowujesz?

Tak jak już wspomniałam, wsiadam w tym roku zdecydowanie częściej na rower, to świetna alternatywa dla długich wycieczek górskich, żeby trochę odpocząć od biegania, a potem z jeszcze większą energią biegać. Odpoczynkiem od biegania ma być też wspinanie. A jeśli chodzi o sam trening biegowy, to zamiast tradycyjnych wycieczek biegowych chcę więcej przebywać w trudnym terenie, żeby nauczyć się jeszcze szybciej w nim przemieszczać, wejść szybko na parę szczytów ponad 2400 m, na których jeszcze nie byłam, spać w schroniskach na wysokości 2000 m n.p.m., by od rana móc trenować wysoko.

Ograniczam też szybkie treningi na stadionie na rzecz biegów progowych w górach, do biegów skyrunning nie potrzebuję jakieś specjalnej szybkości, a łapanie wysokości i mocne podbiegi jak najbardziej mi się przydadzą. Zaczęłam też trening z kijami, nie wiem jeszcze, czy będę ich używać na zawodach, ale zależy mi, żeby wzmocnić górne partie ciała. Więc stawiam na trening bardziej ogólnorozwojowy, ale nie na sali fitness czy siłowni, tylko w górach.

Władze TPN są znane z, delikatnie mówiąc, niezbyt przyjaznego podejścia do biegaczy górskich i ogólnie ludzi uprawiających sporty górskie w Tatrach. TANAP z kolei na połowę roku praktycznie zamyka słowackie Tatry przed ruchem turystycznym. Jak to wygląda po obu stronach granicy z Twojego punktu widzenia jako osoby trenującej i startującej w zawodach w naszych najwyższych górach?

Jeśli chodzi o TPN, to nie widzę jakiejś niechęci do biegaczy i tego w ogóle nie odczuwam. Można biegać, gdzie się chce i kiedy się chce – oczywiście po szlakach. Ograniczeniem są natomiast same góry. W Polsce nie ma ogólnego zakazu poruszania się zimą po szlakach, ale wiadomo, że przy zagrożeniu lawinowym czy dużym oblodzeniu nie powinno się szaleć po górach. Pokazała to czarna seria w tym roku w Tatrach w okresie świąteczno-sylwestrowym. Tatry to też nie są dobre góry do trenowania zimą. Brnięcie po kolana w śniegu w butach biegowych i ubranym na lekko, czy też zabieranie całego koniecznego sprzętu na trening – raków, czekana, zestawu lawinowego – mija się trochę z celem treningu. Dlatego też zamykanie zimą szlaków powyżej schronisk w Tatrach Słowackich, gdzie najczęściej biegam, bardzo mi nie przeszkadza. Nie podoba mi się za to zamknięcie na Słowacji wielu świetnych szlaków, głównie w Tatrach Zachodnich i Bielskich.

Czytałam w przewodnikach, że te zamknięcia niektórych szlaków po koniec lat 80-tych miały związek nie z ochroną przyrody, ale ochroną ludzi w związku z polowaniami na niedźwiedzie, jakie miały miejsce na tych terenach. Nie chciało mi się w to wierzyć, dopóki sama, nie natknęłam się po południu, po tym, gdy już pracownicy parku skończyli wyrąb drzewa(!), na pracownika TANAP ubranego w moro i z dubeltówką, polującego na jelenie. Był nie mniej zaskoczony moim widokiem, niż ja jego i wcale nie upomniał mnie, że hasam sobie poza szlakiem. Szybko zbiegłam, a niżej minęłam samochód z karteczką TANAP. Na terenie Tatr Bielskich i Zachodnich na dawnych szlakach turystycznych można spotkać wiele domków myśliwskich i ambon oraz żywność wysypaną w celu zwabienia zwierzyny, a także tabliczki „uwaga – wstęp wzbroniony”. Taka to ochrona przyrody. Tak więc biegaczu, zapuszczając się poza szlak w Tatrach Słowackich uważaj na własne życie!

W Polsce są za to ograniczenia dla imprez sportowych. Obecnie w TPN obowiązują zadania ochronne, do czasu zatwierdzenia nowego planu ochrony, którego projekt jest już gotowy. W tych zadaniach ochronnych jest nakaz wprowadzania przez władze TPN działań na rzecz stopniowego ograniczania liczby imprez sportowych. To, w jaki sposób dyrektor parku te imprezy ogranicza, to już inna kwestia, np. poprzez pobieranie opłat za organizację biegów, liczonych od każdego uczestnika. Poprzedni dyrektor parku tak wysokich opłat nie pobierał, ale ograniczał znacząco liczbę uczestników. Efekt jest taki, że za udział w biegu na terenie polskich Tatr płacimy 200-350 zł, a po stronie słowackiej 10-15 euro. W słowackich Tatrach jest też o wiele więcej imprez biegowych, co bardzo mnie cieszy, bo dobrze znam te szlaki i będę więcej startować w tym roku na Słowacji.


Polecamy również:


Podziel się: