Pierwszy zwycięzca B7D: "Na tym biegu czuję się wyjątkowo"

Pierwszy zwycięzca B7D: "Na tym biegu czuję się wyjątkowo"


- Jak pomyślę o tym pierwszym starcie to aż się uśmiecham. Wyglądaliśmy jak kosmici w pelerynach, czapkach i rękawiczkach, usmarowani błotem od stóp do głów – wspomina zwycięzca pierwszej edycji Biegu 7 Dolin.

Adam Długosz należy do wąskiego grona czterech bohaterów, którzy startowali we wszystkich edycjach biegu na 100 km podczas Festiwalu Biegowego w Krynicy. Biegacz z Krynicy z powodu kontuzji dwa razy musiał zejść z trasy.

ZAPISY NA 8. PKO FESTIWAL BIEGOWY

PROGRAM FESTIWALU BIEGOWEGO

Jak to się stało, że wystartował pan w pierwszym Biegu 7 Dolin?

Adam Długosz: Mieszkam przy trasie B7D i bardzo często na niej trenuje. Do tego zawsze chciałem się sprawdzić w ultra maratonie, więc to była doskonała okazja. Bieg na miejscu, nigdzie nie musiałem dojeżdżać, by wystartować, a trasa doskonale mi znana. To wszystko zadecydowało o tym, że pobiegłem w pierwszej edycji B7D.

Jak Pan wspomina ten pierwszy, zwycięski start?

- To był bardzo mały kameralny bieg. Na starcie o godz. 3.00 stawiła się garstka nieco ponad 60 śmiałków, było przeraźliwe zimno – około 7 st. Celsjusza i ulewa, która jak się potem okazało zamieniła szlaki w rwące potoki. Pamiętam ten dreszcz emocji jaki towarzyszył mi na starcie. Sygnał do biegu i … ruszyłem. Po chwili podbiegł do mnie jeden z biegaczy z pytaniem, czy już biegłem na takim dystansie, bo wydaje się mu, że za szybko zacząłem. Uśmiechnąłem się tylko i pobiegłem dalej. Brak odpowiedzi na jego pytanie nie wynikał z mojej pewności siebie, ale z braku doświadczenia na tak długim dystansie. Przekonałem się o co mu chodziło na ok. 70. Km, gdzie organizm odmawiał posłuszeństwa. Wtedy marzyłem o jednym, aby usiąść i odpocząć. Dobrze, że kryzys szybko minął, bo długo bym tak nie pociągnął. Jak pomyślę o tym pierwszym starcie to aż się uśmiecham. Wyglądaliśmy jak kosmici w pelerynach, czapkach i rękawiczkach, usmarowani błotem od stóp do głów.

Skąd „miłość” do B7D. Jest Pan w wąskim i prestiżowym gronie czterech osób, które wystartowały we wszystkich edycjach B7D..

- Dwóch z nich nie ukończyłem. Spowodowane to było kontuzjami. Przy takich biegach trzeba się z tym liczyć. Gdy przebiegłem pierwszą „setkę” obiecałem sobie, że już nigdy w niej nie wystartuję, za dużo mnie to kosztowało cierpienia i bólu. Po paru dniach, gdy wszystko minęło, moje nastawienie zaczęło się zmieniać, przeanalizowałem bieg i już wiedziałem, że znowu wystartuję, bo można się lepiej przygotować i szybciej pobiec. W przygotowaniach do kolejnych edycji pomagał mi mój młodszy brat Andrzej. Dzięki jego wiedzy i doświadczeniu w bieganiu po górach wprowadziłem pewne modyfikacje do treningów.

Jakie są trudne momenty, a jakie najbardziej przyjemne podczas B7D?

- Jeżeli zawodnik jest dobrze przygotowany, pierwsze 30-40 km to czysta przyjemność, a później zaczynają się mniejsze lub większe kryzysy, które trzeba nauczyć się przezwyciężać. A najprzyjemniejszy moment biegu to oczywiście wbiegnięcie na linię mety.

Każdy start - to jak się domyślam - odrębna historia.

- Zgadza się, nie zdarzyło się, żeby były dwa identyczne biegi. Każdy się różni, inne są warunki atmosferyczne, w innych momentach przychodzą kryzysy, różna jest forma. Nie można porównywać jednego biegu do drugiego.

Pana najlepsze i najgorsze wspomnienie z B7D?

- Najgorsze wspomnienia to te dwie nieukończone edycje. Wielki zawód, że wykonałem dobrą pracę, miało być ok, a tu nagle narastający ból i brak możliwości kontynuowania biegu. Najlepszym wspomnieniem jest oczywiście zwycięstwo, ale również ta edycja, w której uzyskałem najlepszy czas – 9 godzin i 36 minut [w 2014 roku - przyp. red.]]. Tak naprawdę miło wspominam wszystkie ukończone biegi, tę atmosferę, zabawę i satysfakcję z dotarcia do mety.

Co w tym biegu jest takiego, że do tej pory zawsze Pan wracał?

- B7D to świetnie zorganizowana impreza. Trudno tak naprawdę wymienić wszystkich, dzięki którym każdy biegacz czuje się tam wyjątkowo. Osobiście do B7D podchodzę już trochę sentymentalnie- nikt i nic nie zabierze mi wspomnień wspaniałego dopingu kibiców na trasie, rozmów i wymiany doświadczeń z rywalami-kolegami z trasy. To wszystko sprawia, że człowiek chce brać w tym udział.

Startuje Pan w innych biegach ultra? Da się porównać trudność trasy, organizację, nagrody, klimat imprezy?

- Nie jestem zawodowym biegaczem, muszę pogodzić pracę oraz obowiązki rodzinne z bieganiem, a przygotowanie do biegów ultra pochłania bardzo dużo czasu. To sprawia, że startuję bardzo mało i tylko w jednym biegu ultra. A, że jest to B7D to nie jest przypadek, w okresie wakacyjnym mam więcej czasu, by się do niego przygotować.

Podoba się Pan jak bieg się rozwinął?

- Bieganie w Polsce stało się bardzo popularne i to cieszy. Wciąż przybywa amatorów spędzania w ten sposób wolnego czasu. Odpowiednia organizacja imprezy zapewnia liczbę uczestników, jak widać organizatorom FB świetnie się to udało i oby tak dalej.

Nie ma Pana na liście startowej. Mam nadzieję, że jeszcze?

- Szczerze to chciałbym być. Walczę jeszcze z kontuzją, która uniemożliwia mi normalne trenowanie. Ale jeśli nie 100 km, to mam nadzieję, że uda się mi wystartować na jednym z krótszych dystansów.

Rozmawiał Andrzej Klemba


Polecamy również:


Podziel się: