"Pobiegłam dla przyjemności". Joanna Mędraś o wygranej na Antarktyce

 

"Pobiegłam dla przyjemności". Joanna Mędraś o wygranej na Antarktyce


Opublikowane w sob., 10/12/2016 - 09:54

Jakie warunki panowały na trasie?

Temperatura odczuwalna to było jakieś -20 stopni Celsjusza, jak na Bajkale, więc pobiegłam bez maski, jak wiało w twarz, to się pochylałam. wystarczyła specjalna taśma chroniąca przed odmrożeniami i oparzeniami od słońca.
 
Jak wyglądała trasa?

Na ogół płasko, ale występowały miejscami delikatne zbiegi i podbiegi. W takich warunkach nawet delikatne podbiegi, których nie odczułoby się na asfalcie, były pewnym wyzwaniem.
 
Poznaliście trasę?

Tak. Po przylocie do Union Glacier Camp okazało się, że warunki są tak złe, że zaplanowany na 24 listopada start zostanie przełożony. Wiatr dochodził do 40 km/godz., niebo było zachmurzone i widoczność była tak zła, że organizatorzy musieli podjąć taką decyzję. Wytyczono nam 5- i 10-kilometrowe pętle. Można było się rozruszać, sprawdzić nawierzchnię, ubranie, sprzęt. Nam to w wystarczyło, choć wiedzieliśmy, że to tylko część trasy. Na Bajkale początek był odśnieżony, a potem zaczynały się głębokie zaspy, tu musieliśmy być przygotowani na to samo.
 
Jaki był śnieg?

Na początku w miarę ubity, przypominał piasek na plaży. Mimo, że być dość ubity to jednak stopy się nieco zapadały, co kosztowało sporo siły biegowej. Gorzej było pod koniec pętli gdy się zbiegało w kierunku mety. Tam śnieg był bardziej grząski, podobny do cukru. Tu człowiek tracił więcej sił.
 
Mocno wiało?

Na początku wiatr wiał z prędkością 3-5 km/godz., ale był to odcinek zdradliwy i sporo osób się przegrzało, było to o tyle kłopotliwe, że zaraz wbiegało się w sektor gdzie w twarz wiał wiatr z prędkością 20 km/godz.


 
Odmrożenia?

U nas, wiem, że kogoś z uczestników zawiało, ale na szczęście nic sobie nie odmroził.
 
Jak sobie radziła pani z kryzysami?

W zasadzie podczas całego biegu nie miałam jakiegoś poważnego kryzysu. Dopiero po 37. kilometrze, po ostatnim punkcie kontrolnym, nieco zwolniliśmy z mężem, ale tylko po to, żeby uniknąć skurczów nóg, bo już duży dystans pokonaliśmy. Ale kryzysu, gdy miałabym sobie mówić, że muszę się zatrzymać, bo już dalej nie dam rady - nie było.
 
O czym pani myślała biegnąc?

Podziwiałam widoki i myślałam o tym, żeby się mobilizować, odliczałam kilometry. Rozmawialiśmy z mężem, ale o tym jak zachwyca nas otoczenie, o trasie, zastanawialiśmy się co będzie w kolejnym punkcie odżywczym do jedzenia.
 
Jakie są koszty takiej wyprawy?

Koszt jest znaczny. Pakiet startowy to około 13 tys. euro. My zdecydowaliśmy się na start odpowiednio wcześnie, gdy startowe wyniosło 11 tys. euro, ale to wciąż bardzo duża kwota. Rozliczyliśmy się w trzech trzech ratach przez trzy lata. Środki pochodziły głównie z naszych oszczędności, część dostałam od rodziców, a na część musieliśmy wziąć pożyczkę w banku. Teraz po takim odzewie w mediach, może będzie łatwiej o sponsorów.
 


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce