"Pobiegłam dla przyjemności". Joanna Mędraś o wygranej na Antarktyce


Opublikowane w sob., 10/12/2016 - 09:54

Miała pani wskazówki od innych uczestników?

Rozmawialiśmy, ale bardziej o tym kto gdzie startował. Dobre rady dał mi dyrektor biegu Richard Donovan, który sam pokonał trasę. Jeszcze przed wylotem na Antarktydę, w Chile, odbyło się bardzo szczegółowe sprawdzanie sprzętu biegowego, ale i tego, z którego mieliśmy korzystać przez tych kilka dni na Antarktydzie. Jak pokazał organizatorowi, że chciałabym biec w dwóch parach skarpet, powiedział, żebym się wstrzymała i zobaczyła na miejscu, bo jedna para ciepłych wełnianych skarpet powinna wystarczyć. Poradził mi w sprawie base layera, koszulki, soft shellu. Bardzo przydatne wskazówki. Dzięki temu jako jedna z niewielu osób nie musiałam się tak naprawdę przebierać na trasie. Byłam bardziej niedogrzana niż przegrzana, ale to mnie gnało naprzód i oszczędziło czasu.
 
W jakich pani butach biegała - trekingowych czy wypasionych biegowych?

Pobiegłam w butach Salomona Pike Cross 3 z grafitowymi kolcami. Kupiłam je przed biegiem po Bajkale. Sprawdziły się w tamtych ekstremalnych warunkach. Stwierdziłam, że wysoki bieżnik wzmocniony kolcami sprawdzą się także na Antarktydzie. To był dobry wybór. Bez wahania założę je na kolejny bieg w takich warunkach.


 
Przygotowała pani jakąś specjalną taktykę, czy po prostu pobiegła przed siebie i przy okazji wygrała?

Miałam szczegółowy plan już na sam start, jeżeli chodzi o prędkość i tempo na poszczególnych odcinkach, więc nie była to totalna samowolka. Liczby miałam opracowane na podstawie czasów osiąganych na piasku w Polsce. Pierwsze okrążenie miało byś spokojniejsze i traktowane jako taki rekonesans. Wiadomo, że zawsze trasa weryfikuje wszelkie założenia, ale starałam się ich trzymać.
 
Dopasowała pani dietę i odpowiednio wcześnie przeszła na makaron z kurczakiem?

Na kilka dni przed planowanym startem postawiłam na wzmocnioną dawkę węglowodanów. Do Punta Arenas, miejsca zbiórki uczestników, lecieliśmy przez Rzym. Mieliśmy tam kilkugodzinną przerwę między samolotami sobie skorzystaliśmy ze specjałów kuchni włoskiej w stopniu chyba maksymalnym. Także na miejscu zwracaliśmy uwagę na to co jemy, bo wiadomo, że o wyniku, a nawet ukończeniu maratonu zdecyduje między innymi to co zjemy, to dość istotna rzecz. Na miejscu już w bazie kuchnia obozowa wiedziała, że ma do czynienia z biegaczami i serwowała lasagne, spaghetti czy makarony, na śniadanie była owsianka, banany.
 
Ma pani jakieś rady dla biegaczy amatorów, na przykład dotyczące treningów bądź diety?

Jeżeli ktoś chce pobiegać nawet u nas w warunkach zimowych, w śniegu, z mojego doświadczenia mogę poradzić, żeby przyłożyć dużą uwagę do siły nóg i wytrzymałości. Mniej należy skupić się na prędkości, bo też w takich warunkach zbyt dużej nie osiągniemy. Nigdy nie zbliżymy się do naszej życiówki. Jak wspominałam, nie przepadam za siłownią, ale na pewno warto raz na jakiś czas tam zajrzeć i spróbować w takim miejscu wzmocnić siłę nóg.
 
Jak często pani trenuje, ile wówczas przebiega?

Przez te trzy lata, kiedy przygotowywałam się do startu na Antarktydzie to te treningi wyglądały różnie. Wcześniej biegałam mniej, ale w ciągu ostatnich trzech miesięcy zaczęłam pokonywać około 40 kilometrów tygodniowo. Mój odnotowany rekord - być może raz przebiegłam większy dystans - to było 56 kilometrów, co dla mnie, amatora, jest już dużo.
 
Poleci pani jakąś fajną trasę w Gdańsku i okolicach?

Mam to szczęście, że mieszkam nad morzem. Są tam bardzo dobre warunki dla osób, które chcą biegać po śniegu, ale także startować w zawodach trailowych - trening na plaży jest wówczas bardzo dobry. Ja biegałam głównie w Brzeźnie, bardzo polecam tamtejszą plażę, która jest mniej tłoczna niż okolice mola w Sopocie. Mieszkam też blisko Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego, z którym jestem jeszcze bardziej emocjonalnie związana. To las morenowy, idealny do treningów.
 
Wznowiła pani treningi, czy nadal się regeneruje?

Zaczęłam już robić przebieżki po plaży, takie typowo rozruchowe. Powoli przygotowuję się do normalnego cyklu.


 
Jakie kolejne plany startowe?

Moim celem jest maraton na Biegunie Północnym. Lista startowa na 2017 rok jest zamknięta, ale jestem w kontakcie z organizatorem biegu, więc kto wie. Jeżeli się nie uda, chcę tam pobiec w 2018 roku. Oprócz wyzwań ekstremalnych marzy mi się Wielka Szóstka, czyli zestaw najbardziej prestiżowych maratonów na świecie - Nowy Jork, Londyn, Tokio, Chicago, Boston, Berlin mam już ukończony. W Berlinie pobiegłam po raz pierwszy, we wrześniu 2014 roku. Miałam czas 4:36. 13 grudnia zostaną ogłoszone wyniki loterii na maraton w Chicago, mam nadzieję, że się załapię.
 
Boom na bieganie - utrzyma się?

Mam nadzieję, że trend się utrzyma i będzie postępował. Cieszę się, że jestem na tej fali biegowej poddałam się tej przyjemności. Dla mnie i męża to też bardzo fajny pretekst, żeby poznawać kraj czy świat.
 
Rozmawiał DZ 


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce