Rafał Omelko: Po ulicy biegałem „na żywca”


Rafał Omelko (na zdjęciu) to jedyny polski uczestnik Halowych Mistrzostw Europy w Pradze i jednocześnie jeden z czterech spośród reprezentantów wszystkich nacji, który zdobył dwa medale w tej imprezie - srebro w sztafecie 4x400 i brąz indywidualnie na tym samym dystansie. Nam opowiedział o swoich startach w czeskiej stolicy i drodze na europejskie salony lekkoatletyczne.

Jaki był najtrudniejszy dla Pana moment podczas HME?

Myślę, że najtrudniejszy był pierwszy bieg indywidualny w eliminacjach. Miałem wtedy bardzo mocną serię. Końcówka była bardzo gęsta. Jednak udało się i później już było z górki. Półfinał wyszedł mi perfekcyjnie i w finale też wszystko poszło tak jak należy.

 

Myślałem, że opowie Pan o biegu finałowym w sztafecie...

(śmiech) Nie nie. Sport nauczył mnie pokory. Wiele razy doświadczyłem rywalizacji i różnych zawodów. Srebrnego medalu drużyny nie odbieram więc jako niepowodzenia, tym bardziej, że zrobiliśmy super wynik (3.02,97- rekord Polski - red). To, że Belgowie okazali się lepsi – tak bywa. Tym razem nie byliśmy w stanie nic na to poradzić. Robiliśmy co w naszej mocy, by tylko zdobyć złoto. Każdy z nas dał z siebie wszystko i całe serce zostawił na bieżni – zapewniam.

Skąd w ogóle w panu życiu 400 metrów? Wiemy, że Jakub Krzewina zaczynał od piłki nożnej i później trafił do lekkiej atletyki. Jaka była pana droga?

Zaczynałem od biegów zupełnie amatorskich. Miałem dużo sił i chciałem je jakoś spożytkować. Miałem to szczęście, że trafiłem na ludzi którzy mną pokierowali. Zaczynając od mojego nauczyciela wychowania fizycznego w gimnazjum - pana Skrzypińskiego, który przekazał mnie do pierwszego trenera pana Rostka. Później wszystko naturalnie się toczyło.

Początkowo biegałem 110 i 400 metrów przez płotki. Później, przez kontuzję musiałem zrezygnował z płotków i zacząłem biegać płaskie 400 metrów. I na tym się skoncentrowałem. Ciągle jednak myślę o powrocie do 400 metrów i płotków.

Wystartuje pan w jeszcze w biegu ulicznym?

Bardzo chętnie biegałem na ulicy, mam też za sobą biegi górskie i biegi po schodach. To sprawiało mi frajdę, ale... to jednak była zupełna amatorka. Niczego wtedy nie trenowałem, tylko uczestniczyłem w tym na „żywca”. W miarę rozwoju kariery lekkoatletycznej oddalałem się jednak od ulicy. Nie mogłem już tego godzić. Gdy jednak skończę biegać wyczynowo, to po jakimś czasie na pewno przyjdzie mi ochota, żeby się sprawdzić. Nawet w maratonie.

Czyli to nie jest zawsze prawda, że sprinterzy nie lubią biegać na dłuższych dystansach?

Oczywiście bieganie sprintu i długich dystansów to dwa różne światy. Nie wyobrażam sobie biegania wyczynowego na długim dystansie, bo nie jestem już na to nakierowany. Jednak czysto rekreacyjnie – czemu nie. Dużą frajdą jest dla mnie wyjście na dwór by pobiegać.

Jak wyglądają Pana treningi?

Myślę, że treningi sprinterskie są bardzo ciekawe. Bo są bardzo zróżnicowane. Mamy elementy siłowe, wytrzymałościowe, szybkościowe i sprawnościowe. Naprawdę dużo się dzieje podczas treningu i zajęcia nie nudzą się jak choćby długie wybiegania. Ja też jestem zawodnikiem, który nie słynie z wielkiej wydolności. Bardziej jestem skoncentrowany na wysiłku beztlenowym, mój organizm zaadaptował się już do tej pracy.

Plan główny na sezon letni to Mistrzostwa Świata w Pekinie?

Tak. Będę walczył o to żeby zdobyć kwalifikację indywidualną i pobiec tam 400 metrów przez płotki. Oczywiście największe szanse medalowe mamy w sztafecie.

Trzymamy kciuki!

Rozmawiał Robert Zakrzewski

​fot. pzla.pl


Przeżyjmy to jeszcze raz!

Rafał Omelko w starcie indywidualnym:

Start drużynowy:

Polecamy również:


Podziel się: