Robert Celiński jest pełen planów. Będzie ultra!

Robert Celiński jest pełen planów. Będzie ultra!


Robert Celiński, najlepszy zagraniczny zawodnik Everest Marathon, zdradza nam swoje plany na ten rok. Kalendarz zapisał ściśle wypełniając wolne miejsca. Znalazł w nim i Everest, maraton asfaltowy i utramaraton górski oraz bieżnię.

Masz bogate plany na ten rok. Co jest Twoim głównym celem na 2017r?

Robert Celiński: Na pewno wracam na trasę Tenzing Hillary Everest Marathon. Chciałbym się tam pojawić 6 tygodni przed startem, czyli w połowie kwietnia. Dwa tygodnie z tej aklimatyzacji chciałbym spędzić w innym regionie, w Mustang. Góry też są tam wysokie, ale trochę inne. Inna jest też kultura. Rozważam jeszcze taką możliwość, że pójść z Mustang trekkingiem pod Everest, ale być może zdecyduję się na klasyczną drogę z Katmandu.

Na Evereście kilkakrotnie byłeś najlepszym zawodnikiem zagranicznym, ale w open to ciągle poza podium. Myślisz, że zwycięstwo cudzoziemca z Nepalczykami jest możliwe?

Wierzę, że to się może kiedyś udać. Biorąc pod uwagę moje osiągnięcia i fakt, że z roku na rok poprawiałem swoje wyniki w tym biegu, wierzę że w tym roku znowu nastąpi progres i będę wyżej w klasyfikacji. Szczerze mówiąc, chciałbym już to mieć za sobą i móc powiedzieć, że zrealizowałem projekt. Wszystko jednak zależy i od dobrej kondycji i szczęścia.

Jak pracujesz nad tą dobrą kondycją?

Niestety przez ostatnie 4 miesiące miałem problem z Achillesem. Nie biegałem. Do trenowania wracam w tym tygodniu. Jednak do startu zostało jeszcze dwa i pół miesiąca. Powinienem zdążyć z przygotowaniami. Walczę o to, by jeszcze przed Himalajami pojechać w góry, może w Etiopii, może w Tatrach. Mam nadzieję, że to się uda, bo właśnie w górskim treningu upatruję szans na zwycięstwo.

W Twoich planach był też Baikal Ice Marathon, ale nie ma Cię na liście startowej. Co się stało?

Nie zdążyłem z zapisami. Zgłoszenia były przyjmowane do końca listopada. Przegapiłem je, a organizatorzy byli nieustępliwi i nie przyjęli mojego spóźnionego zgłoszenia. Ten plan przesuwam na przyszły rok. Może nawet dobrze się stało, bo z powodu kontuzji nie zdążyłbym się przygotować tak, jak należy.

Podobno planujesz starty ultra. Masz jakieś konkretne biegi na myśli?

To prawda. Chciałbym spróbować startów w polskich biegach ultra. Jeśli z Everestu wrócę cały, zdrowy i niepoobijany, to spróbuję sił w 3xŚnieżka i Granią Tatr. Mam też nowy pomysł, na jaki właściwie wpadł mój kolega, żeby zrobić pielgrzymkę biegową na dystansie 800 km.

Ale nie rezygnujesz również z bieżni?

Nie rezygnuję. Wystartuję też w Lekkoatletycznych Mistrzostwach Europy Masters, chociaż będę miał mało czasu, żeby się do nich przygotować.

Czym się zakończy sezon?

Chyba asfaltem. Rysuje się przede mną możliwość startu w maratonie w Nowym Jorku.

Jednak nie samym bieganiem człowiek żyje…

No tak, trochę czasu zajmuje mi też marketingowa strona projektu Himalaje. Prowadzę rozmowy z partnerami, założyłem stronę internetową. Jestem pełen pomysłów, więc zajęć na przyszłość mi nie zabraknie. Realizuję wszystko krok po kroku, cel po celu, projekt po projekcie.

Rozmawiała Ilona Berezowska


Polecamy również:


Podziel się: