100 km - 8:51:10. Czy rekord trasy Biegu 7 Dolin da się pobić? Świerc uważa, że tak, ale...


Opublikowane w pon., 18/12/2017 - 10:24

40 tysięcy złotych – taką nagrodę otrzyma zwycięzca Biegu 7 Dolin na 9. Festiwalu Biegowym w Krynicy-Zdroju w roku 2018, jeśli zdoła pobić rekord trasy.

5 lat temu Węgier Csaba Németh potrzebował na pokonanie 100-kilometrowej trasy w Beskidzie Sądeckim 8 godzin 51 minut i 10 sekund.  Wyprzedził o niespełna 5 minut naszego Marcina Świerca, który potem w latach 2014-2016 trzy razy z rzędu triumfował w Biegu 7 Dolin. Wtedy jednak bariery 9 godzin Polakowi złamać się nie udało.

Czy zatem rekord Węgra sprzed 5 lat jest tak wyśrubowany? Czy może – zachęceni wysoką nagrodą – biegacze potrafią się zmobilizować i wynik 8:51:10 w roku przyszłym wymażą z tabel?

Najbardziej kompetentną osobą, by odpowiedzieć na to pytanie,  jest bez wątpienia „wicerekordzista" trasy Biegu 7 Dolin Marcin Świerc (8:55:01, 2. miejsce  w 2012 r.).

– Rekord trasy to na pewno składowa kilku czynników, które tego dnia muszą się idealnie zgrać. Po pierwsze – niezbędna jest mocna rywalizacja. Węgier Németh wykręcił aktualny rekord wtedy, gdy ja go goniłem. A to był mój pierwszy start na dystansie 100 km. W kolejnych próbach, choć bardzo się starałem, mojego wyniku 8:55:01 poprawić nie zdołałem, między innymi z powodu braku nacisku rywali.

Drugi czynnik – pogoda. Idealna to temperatura 10 stopni, warunki na długi rękaw. Może lekko mżyć, bo wtedy jest fajne chłodzenie, ale tylko w trakcie biegu, a nie tydzień przed imprezą, bo w takim wypadku wszyscy się potopią. Jeśli słońce – to delikatne.

– W rekordowym 2012 roku warunki były doskonałe. Było chłodno, biegłem „na długo”. Bliski rekordu byłem w ubiegłym roku. Miałem precyzyjnie rozpisaną taktykę i do 70 kilometra biegłem na rekord. Sytuacja zmieniła się przez bardzo niesprzyjającą pogodę: panował sakramencki upał, podejście na Wierchomlę w tej temperaturze zabijało. Miałem z tyłu głowy kolejny start w Pirenejach dwa tygodnie po Krynicy. Wiedziałem też, że mam nad rywalami bezpieczną przewagę. Przestałem się więc spinać na rekord i chciałem wygrać jak najmniejszym nakładem sił.

Ważne też jak wygląda trasa. Któregoś roku pamiętam, że jak zbiegało się do Krynicy to na końcowych 2 kilometrach trzeba było pokonywać zwalone wiatrem, połamane drzewa. Było też dużo błota na trasie. To wybija z rytmu, szybkości i kosztuje cenne sekundy.

I jeszcze jedno - godzina startu. Rekordowy bieg w 2012 roku rozpoczynał się o godzinie 4, a nie o 3 rano, więc godzinę krócej biegło się po ciemku przed wschodem słońca. To bardzo ważne, można na tym stracić nawet 30 sekund na kilometrze, a zatem godzina dłużej w ciemnościach to jakieś 4-5 minut dłuższy bieg. Z drugiej strony godzina więcej przed wschodem słońca to też godzina biegu w chłodzie.  W kontekście walki o rekord może się to liczyć.

– Wszystkie powyższe to czynniki zewnętrzne, na które my, zawodnicy nie mamy wpływu. Ale do biegu na rekord trzeba być też bardzo dobrze przygotowanym. To powinien być wręcz start docelowy. Na Biegu 7 Dolin w 2012 roku byłem w świetnej formie.  To była moja pierwsza setka, miałem nad łóżkiem  napisane „Czas poniżej 9 godzin”. Wiedziałem, że jest realny i bardzo się zmobilizowałem, skupiłem na tych konkretnych zawodach. To ważne, niemal kluczowe. Nie da się utrzymać wielkiej formy przez cały sezon. Spójrzmy na mój tegoroczny sukces w CCC w Chamonix. Ile to wymagało poświęceń, ciężkiego 3-miesięcznego treningu wyłącznie pod ten konkretny bieg. Ale efekt był!

– Przez ostatnie 5 lat nikt nie zbliżył się ani do wyniku Węgra, ani mojego, drugiego wtedy czasu. W tym roku zwycięzca miał czas 9:19, to ponad 25 min wolniej od rekordu trasy. Myślę, że ktoś z Polaków miałby szansę na główną nagrodę, ale musiałby postawić wszystko na jedną kartę i specjalnie przygotować się pod te konkretne zawody. Skupić się na docelowym starcie, a nie rozmieniać na drobne. Myślę, że szansę miałby Bartek Gorczyca, zwłaszcza że może trenować na tej trasie na co dzień, a znajomość każdego kamienia bardzo pomaga. Czy ktoś jeszcze? Może, gdyby się spiął, któryś z szybkich „asfaltowców”? Musiałby oczywiście przygotować się pod 7 Dolin, bo to jednak bieg górski.

– A czy ja dałbym radę pobiec jeszcze szybciej? Hmm... Musiałbym na pewno bardzo dobrze się przygotować, specjalnie do Biegu 7 Dolin. To powinien być mój priorytet. Wtedy byłoby do zrobienia może nawet 8h 45min. Na podobny wynik biegłem zresztą długo w ubiegłym roku, w Rytrze międzyczas miałem 6 minut lepszy od rekordowego. Wszystko wtedy podbiegałem, ani przez chwilę nie podchodziłem. Ale może właśnie to mnie zgubiło, może to było za szybko? Bo później zrobiło się gorąco i mnie ścięło, od 70 kilometra już tylko traciłem. Inna sprawa, że nikt nie naciskał, gdyby ktoś gonił może by się udało? Trudno teraz powiedzieć... Niby trasa jest dość prosta, wręcz łatwa, ale po 60 kilometrach zostaje jeszcze trochę górek i ten bieg dopiero wtedy się rozstrzyga. Jeśli do tego miejsca doleci 3-4 mocnych, w miarę równych zawodników i będą się ścigali, wynik naprawdę może być znakomity.

– Powiedziałem o czasie 8:45 jako realnym do osiągnięcia dla mnie, ale myślę, że ktoś z czołówki światowej mógłby jeszcze trochę z niego urwać. Kilku kandydatów by się znalazło, bo w skali międzynarodowej nie jest to wynik bardzo wyśrubowany. My jeszcze ciągle jesteśmy trochę do tyłu w stosunku do czołówki, ciągle ją gonimy. A przyszłoroczne nagrody w Krynicy, w Polsce niespotykane, a bardzo wysokie nawet w skali świata mogą skusić jakieś wielkie nazwisko. To ogromna zachęta, choć z drugiej strony boję się, żeby nie było tak jak na maratonach ulicznych, że wielka kasa nie jest dla Polaka. Nikt jednak nikomu nie broni biegać szybko, przygotować się i powalczyć o te pieniądze.

– W moim kalendarzu, który ogłosiłem na rok 2018, tydzień przed Festiwalem Biegowym i Biegiem 7 Dolin w Krynicy jest znowu Chamonix, tym razem 121-kilometrowy TDS. Start w obu biegach jest oczywiście wykluczony, ale… rok 2018 jest tylko etapem do głównego celu, czyli UTMB 2019. Plany i etapy pośrednie mogą się jeszcze zmienić (uśmiech). A więc zobaczymy…

Marcina Świerca wysłuchał Piotr Falkowski

zdjęcia: Archiwum FB, Jan Nyka - fotografia


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce