Andrzej Bargiel: "Moja ukochana pasja to skialpinizm. Ale w górach lubię też biegać"


Opublikowane w pon., 24/12/2018 - 22:08

Andrzej Bargiel to światowej  sławy skialpinista. Latem tego roku dokonał niewiarygodnego wyczynu, zjeżdżając na  nartach z drugiego co do wysokości szczytu Ziemi - K2. Lubi także biegać w górach, kiedyś wygrał nawet na Festiwalu Biegowym w Krynicy. To było podczas inauguracyjnej imprezy, w 2010 roku.

Nazywany Śnieżną Panterą sportowiec triumfował wtedy w Biegu na Jaworzynę, uzyskując czas 20 minut i 29 sekund. Teraz startuje sporadycznie, ale biegania nie zarzucił. Wręcz przeciwnie. Jest ono bardzo ważnym elementem przygotowań do górskich wyczynów.

Andrzej Bargiel: "Wartością są dla mnie przewyższenia"

– Obejrzeliśmy właśnie fragmenty powstającego filmu z Pana wyprawy na K2.  Długo trwały do niej przygotowania?

– Ten sukces to wynik rozwijania przeze mnie rożnych form sportu, łączenia rozmaitych dyscyplin: wspinaczki, narciarstwa, budowania wydajności poprzez uprawianie kolarstwa i biegów górskich. Główne przygotowuję się w Małopolsce. Uważam, że polskie góry mają duży potencjał. Chociaż więc wyjeżdżam w te najwyższe na świecie, trenuję w kraju i dobrze się tu czuję.

Na ile ważna jest taktyka zjazdu?

– Dzięki niej staram się skracać czas spędzony na dużych wysokościach. Oczywiście, zapewnia ona też bezpieczeństwo. Wraz z ekipą, próbujemy zrobić wejście i zjazd relatywnie szybko.

Tam, gdzie Pan zjeżdża na nartach, nie ma tras zjazdowych…

– Linie zjazdu precyzyjnie wytyczam sam, podczas podejścia. W tamtych górach występują duże różnice temperatur i przewyższenia, wiec trzeba przygotować właściwy czas przejazdu przez konkretne segmenty. Należy wiedzieć, jak to dobrze zrobić.

W tak wysokich górach zawsze może wydarzyć się coś niespodziewanego...

– Tak, dużo się dzieje. Za każdym razem spotykamy innych wspinaczy,  chcących zrealizować swoje cele. Czasem zdarzają się wypadki. Jestem ratownikiem TOPR, więc staram się pomagać w takich sytuacjach. Czasem to burzy moje plany, ale w końcu zwykle udaje mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem. To duża wartość: nieść pomoc drugiemu człowiekowi.

– Przygód też nie brakuje…

– Przypalił mi się kombinezon, ale nie wpłynęło to na jego funkcjonalność, mogłem więc kontynuować realizację planu. Teraz przekazuję go na aukcję podczas 27 finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jeśli ktoś chciałby mieć taki gadżet, historyczny, bo byłem w nim na 8 tysiącach metrów, to zachęcam do licytacji!

– Podkreśla Pan często, jak ważna w wyprawach jest nowoczesna technologia.

– W bardzo wysokich górach technologia jest bardzo istotna i... zupełnie inna. Musimy mieć łączność satelitarną, gdyż nie ma innego zasięgu. Można rozmawiać i łączyć się z internetem wyłącznie przez satelitę. Mamy w Polsce meteorologa, który określa nam lokalnie pogodę. Dla mnie to ważne ze względu na bezpieczeństwo. Bardzo ważna jest komunikacja miedzy mną a bazą, z ludźmi, którzy mnie wspierają w działaniu. Są też dron, luneta... To rzeczy, które pomagają mi w planowaniu linii zjazdu. Warto z tego korzystać.

– Ma Pan ekipę wspierającą…

– Tak, moją własną, która mnie wspiera. To ludzie, których znam i którym ufam, świetnie się ze sobą czujemy. To ważne, aby w zespole była dobra atmosfera. Wcześniej w ekipie był mój starszy brat, teraz jest młodszy, który specjalizuje się w filmowaniu dronem Realizujemy zdjęcia telewizyjne. Od dwóch lat pracujemy nad filmem. W zeszłym roku nie udało się zjechać ze szczytu, mimo to z wyprawy przywieźliśmy mnóstwo zdjęć

– Co jest pociągającego w zjeżdżaniu na nartach z tak wysokich gór?

– To maja największa pasja. Bez niej nie robiłbym tego, czym się zajmuję. Spełniam marzenia i cele, które sobie stawiam. Najciekawszy jest proces przygotowawczy, gdy rozkładamy projekt na czynniki pierwsze. Cieszę się, ze udało się zrealizować cel. To był challenge, wyzwanie. Na pewno trzeba uważać, to nie jest narciarstwo szalone, myślimy rozsądnie, podejmujemy decyzje, wpływające na bezpieczeństwo.

– Podziwia Pan po drodze krajobrazy? 

– Zdecydowanie tak! To nie wyścig na sto metrów. Zjazd trwa minimum kilkanaście godzin, więc jest czas na rozglądanie się i cieszenie otoczeniem. Skialpinizm to moja pasja, którą kocham.

– Kolejnym Pana wyzwaniem będzie...

– Muszę się teraz skoncentrować nad tym, by w końcu dotrzeć do domu. Ciągle gdzieś wyjeżdżam! Na pewno święta spędzę w Małopolsce. To czas, aby najbliższym wynagrodzić moją nieobecność i zaangażowanie w inne rzeczy. Zima, mam nadzieję, będzie śnieżna, więc potrenuję narciarstwo, wspinaczkę lodową i bieganie. W polskich górach mogę się rozwijać. A na wiosnę planuję wyjazdy do Francji i Stanów Zjednoczonych. Takie właśnie są moje najbliższe cele.

– To życzymy powodzenia! Dziękuję za rozmowę.

rozmawiała Małgorzata Kareńska, sadeczanin.info

zdj. autorka, screeny z filmu


Polecamy również:


Podziel się: